• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Butelką o burtę

    Jan Hlebowicz

    |

    Gość Gdański 34/2015

    dodane 20.08.2015 00:00

    Opiekują się wilkami morskimi, tłuką flaszki, wysyłają marynarzom kartki świąteczne, zbierają zdjęcia z rejsów. O kim mowa?

    Tym wszystkim oraz wieloma innymi sprawami zajmują się... matki chrzestne statków. I to właśnie im poświęcona jest niezwykła wystawa w Narodowym Muzeum Morskim. – Nadawanie imion statkom to piękny, ale obecnie nieco zapomniany w Polsce obyczaj. Nie pamiętam już, kiedy oglądałam, jak butelka szampana rozbija się o burtę – mówi ze smutkiem Barbara Dobraczyńska, matka chrzestna statku „Gdańsk II”.

    Matkami chrzestnymi jednostek mogą zostać osoby znane – prezydentowe, artystki (poetki, aktorki, pisarki), ale także utytułowane sports- menki. Kiedy jednostka reprezentuje konkretny region lub miasto, wówczas zaszczyt chrzczenia nowej jednostki przypada jednej z mieszkanek, szczególnie zasłużonej dla lokalnej społeczności lub dla propagowania zagadnień morskich. Zdarza się, że matkami chrzestnymi zostają też krewne (żony lub córki) patrona jednostki. Decyzję o wyborze opiekunki danego statku podejmują zazwyczaj władze stoczni lub armator. Czasami o tym, kto zostanie matką chrzestną, decyduje ogłoszony w mediach plebiscyt.

    Stres i wzruszenie

    W starożytnej Grecji zebrani na wodowanie pili wino, aby uczcić bogów, i polewali statek wodą, by go oczyścić. Wikingowie tysiąc lat później składali krwawe ofiary z jeńców i pili piwo. W krajach chrześcijańskich duchowny kropił statek wodą święconą, odmawiając jednocześnie modlitwę. Rytuał rozbijania butelki szampana o burtę statku narodził się w latach 30. ubiegłego wieku. Początkowo ceremonii chrztu statku przewodniczyli mężczyźni, jednak już od połowy XIX w. ten przywilej stał się udziałem kobiet, które stawały się matkami chrzestnymi statków. Panie zgodnie podkreślają, że uroczystość nadania imienia jednostce zawsze jest pełna emocji i wzruszeń. Uwaga zaproszonych gości koncentruje się wówczas na momencie rozbijania butelki o burtę statku i ważnej, krótkiej formule rozpoczynającej się od słów: „Płyń po morzach i oceanach, sław imię stoczniowca i marynarza, przynoś chwałę Rzeczypospolitej Polskiej. Nadaję ci imię...”. Dopiero wtedy wielkie stalowe cielsko może powoli zsunąć się do wody na wiele lat. – Pamiętam dzień uroczystości, jakby to było wczoraj. Bałam się, że butelka nie stłucze się za pierwszym razem. A według marynarzy to przynosi pecha. Na szczęście wszystko poszło zgodnie z planem – wspomina Janina Szymczak, matka chrzestna statku „Indus”. – Matka chrzestna jest statkowi potrzebna w taki sposób, jak każdemu z nas nasza mama. Matczyna opieka i miłość mają przynieść jednostce i załodze szczęście i powodzenie – wyjaśnia symbolikę ceremonii B. Dobraczyńska.

    Pod opieką mamusi

    Rola matek chrzestnych nie kończy się tylko na ceremoniale. – Wysyłałam kartki świąteczne załodze, witałam statek, gdy po długim rejsie wracał do kraju, pozostawałam także w kontakcie z rodzinami marynarzy – wylicza J. Szymczak. Niektóre z matek wypływały w rejsy. – Szczególnie przejmujące były nocne wachty, gdy w blasku gwiazd skryci na ogół marynarze otwierali się i zaczęli opowiadać o swoim życiu, problemach i szczęśliwych chwilach. A ja słuchałam, a kiedy była taka potrzeba, starałam się pomóc – wspomina B. Dobraczyńska. Matki chrzestne przyjmują również rolę ambasadorek kultury i gospodarki morskiej w Polsce. – Na spotkaniach w całym kraju mówimy dzieciom, młodzieży, ale także starszym osobom o naszych statkach, polskich sukcesach na morzu, popularyzujemy i promujemy sprawy morskie, gdzie tylko możemy – zaznacza J. Szymczak. Panie podtrzymują także kontakt ze swoimi „chrześniakami”: gromadzą i przechowują informacje o statkach, zbierają zdjęcia z rejsów, dokumentują najważniejsze wydarzenia z życia jednostki. – Statki są sprzedawane, a potem idą na złom. Ale nasza miłość trwa – zapewnia B. Dobraczyńska.

    Rozbić flaszkę z hukiem

    Część zgromadzonych przez lata materiałów znalazło się na niezwykłej wystawie „Matki i statki”, przygotowanej przez istniejący od 1976 r. Klub Matek Chrzestnych Statków Armatorów Wybrzeża Gdańskiego. Na podwieszanych u sufitu ogromnych przesuwanych szpaltach wydrukowano artykuły z gazet, fragmenty listów, zdjęcia poświęcone poszczególnym jednostkom i ich opiekunkom. Duże ekrany z archiwalnymi filmami, narzędzia stoczniowe do dotknięcia, a nawet stanowisko nawigatora sprawiają, że zwiedzający czują się tak, jakby sami uczestniczyli w wodowaniu. Każdy z gości, dzięki interaktywnym, nowoczesnym urządzeniom, może wysłuchać pełnych wzruszeń wspomnień matek chrzestnych z uroczystości nadania imienia. Nie brakuje też atrakcji dla najmłodszych. Wszyscy chętni mogą z hukiem rozbić butelkę szampana o burtę statku. I to dowolną liczbę razy. Ekspozycja na statku-muzeum „Sołdek” będzie czynna do 31 października. – Chcemy, by stała się ona pretekstem do spotkań, dyskusji, wymiany myśli na temat roli i znaczenia polskiego morza – zaznaczają organizatorki.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół