• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Tydzień, który trwa cały rok

    ks. Rafał Starkowicz

    |

    Gość Gdański 38/2015

    dodane 17.09.2015 00:00

    – Czasami człowiek powie jedno zdanie, które nie wydaje się mu jakoś szczególnie ważne. Po latach okazuje się, że zmieniło ono życie człowieka – mówi ks. Kazimierz Chudzicki SDB, proboszcz i koordynator dzieła salezjańskiego parafii pw. NMP Wspomożenia Wiernych w Rumi.

    Jak skutecznie przekazywać młodym Ewangelię, tak by nie tylko sami doświadczali działania Pana Boga, ale także byli Jego świadkami w otaczającym świecie? Od lat polski Kościół podejmuje działania, które mają wzmocnić ów przekaz Ewangelii. Ma temu służyć przeżywany na początku września Tydzień Wychowania.

    Recepta na młodych

    Gdy w 1937 roku pierwsi salezjanie przybyli do Rumi, nikt zapewne nie spodziewał się, jak mocno ich obecność wpłynie na duchowy kształt tego miasta. Dwie parafie, dom dziecka czy okno życia – to tylko niektóre z ważnych dzieł naznaczonych salezjańskim duchem.

    Przychodząc do rumskiego kościoła salezjanów, trudno oprzeć się wrażeniu, że w nabożeństwach uczestniczy tu więcej młodzieży niż w przeciętnych polskich parafiach. – Mamy kilkanaście grup młodzieżowych. Patrząc na inne parafie, rzeczywiście można powiedzieć, że sporo. Ale zarówno w nabożeństwach, jak i działaniach wspólnot mogłoby uczestniczyć jeszcze więcej młodych. Wciąż nie są to przecież wszyscy ochrzczeni – mówi ks. Chudzicki. Co jednak sprawia, że prowadzone przez salezjanów duszpasterstwo młodzieży odnosi sukcesy? Kapłan odpowiada krótko: – Kluczem do serca człowieka jest po prostu miłość. Musimy nieustannie starać się, aby tu, przy kościele, młody człowiek mógł doświadczyć rodziny – podkreśla. Dodaje, że salezjanie wszystkich młodych przyjmują z przyjaźnią. Wymagają, ale jednocześnie nie gorszą się ich grzechami.

    Kochajmy to, co kocha młodzież

    Rumskie środowisko dotknięte jest tymi samymi bolączkami, co inne regiony Polski. – Przyjrzeliśmy się rodzinom ubiegłorocznych bierzmowanych. Okazało się, że aż dwie trzecie spośród młodzieży bierzmowanej nie ma normalnych sytuacji domowych i rodzinnych. Pochodzą z rodzin rozbitych, dotkniętych alkoholizmem lub innymi problemami – opowiada proboszcz. Aby móc prawdziwie doświadczyć Kościoła, każdy z przygotowujących się do sakramentu obowiązkowo ma włączyć się w działania jednej ze wspólnot bądź grup duszpasterskich. – Oratorium, oaza, ministranci, harcerze, zespół... Wielu z młodych zostaje w tych grupach po bierzmowaniu – zaznacza kapłan. – Oratorium to miejsce, do którego młodzież może zawsze przyjść i gdzie zawsze jest mile widziana. Ma ono być jednocześnie podwórkiem, domem, szkołą i kościołem. Jesteśmy tu jak w rodzinie, pomagamy w nauce, modlimy się wspólnie. Ale także wspólnie się bawimy. Ksiądz Bosko mówił: „Kochajmy to, co kocha młodzież”. Idziemy z nimi na piłkarzyki czy x-boxa. Potem mówimy jedno tzw. słówko salezjańskie, które jest krótką refleksją na ważne tematy. Modlimy się z nimi chwilę. A to słowo działa w ich życiu – podkreśla ks. Chudzicki. Jak zaznacza, autorytet można zbudować jedynie przez przykład życia. – Jako księża musimy młodzieży pokazać, że Jezus jest dla nas najważniejszy, a oni, przez nasze słowa, muszą poczuć Jezusa. Jego dobroć, przebaczenie, Jego czas – podkreśla. Dlatego, jako przełożony wspólnoty zakonnej, często powtarza swoim współbraciom: „Pamiętaj o modlitwie i wspólnocie, żebyś nie był pusty, kiedy do nich pójdziesz. Nie chodzi o program. Naszym celem jest to, by ta młodzież była zbawiona”.

    Szkoła inna niż wszystkie

    Od ponad 20 lat na terenie parafii działają także szkoły salezjańskie – gimnazjum i liceum. – Ta szkoła daje możliwość, by przez życie iść konkretnie i po męsku, ale jednocześnie z Panem Bogiem – mówi Mikołaj z gimnazjalnej klasy IIc. – Czujemy się tu bezpiecznie. Nie ma bójek i rękoczynów. A to, że wszyscy są religijni, sprawia, że nie ma się czego wstydzić – dodaje. Mikołaj lubi sport, chętnie pływa. Na co dzień należy do grupy rekonstrukcyjnej. Podkreśla, że bliskie kontakty utrzymuje przede wszystkim z uczniami salezjańskiej szkoły. Gdy jednak w jego otoczeniu pojawiają się inni, ich obecność jest okazją do dawania świadectwa. – Nauczyciele są tutaj wymagający. Trzeba się uczyć. Jednak ci, którzy czegoś nie rozumieją, bez skrępowania mogą iść na konsultacje do swojego nauczyciela – podkreśla Hania z IIb. – A salezjańskie słówka są ciekawe i dają do myślenia. Jeżeli jest ci źle, to one dają siłę do życia – zapewnia. – Staramy się rozwijać ich zainteresowania. Może to nietypowe, ale dzieci bardzo chętnie zostają po lekcjach w szkole, żeby rozwijać swoje talenty: aktorskie, filmowe, teatralne, medialne – podkreśla Beata Wysocka-Turek, wicedyrektor salezjańskiego gimnazjum. – W zeszłym roku uczniowie kręcili teledysk do projektu filmowego i poświęcili na to cały pierwszy tydzień własnych ferii – opowiada pani dyrektor. W szkole funkcjonuje ponad 20 kółek zainteresowań. Nauczyciele wykorzystują też każdą okazję, by dawać osobiste świadectwo. A kontakt ze środowiskiem salezjańskim i wierzącą młodzieżą sprawia, że nawet pogubieni religijnie odnajdują z czasem właściwą drogę. – Na pewno nikt po skończeniu tej szkoły nie wyjdzie z niej taki sam, jak tu przyszedł – podkreśla dyrektor. – Staramy się być nowoczesną szkołą, która nadąża za człowiekiem i jest w stanie prowadzić z nim dialog. Jeżeli te światy się rozjadą, nie będzie możliwości komunikacji. Dzieci zadają nam na Facebooku pytania. Odpowiadamy im na bieżąco. Jeżelibyśmy tego nie robili, poczuliby się ignorowani – uważa. – My z tą młodzieżą jesteśmy. Nie tylko przez 45 minut lekcji.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół