• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • W Gdyni Żydów nie bili

    Jan Hlebowicz

    |

    Gość Gdański 40/2015

    dodane 01.10.2015 00:00

    – Próba rekonstrukcji dziejów gdyńskiej endecji w okresie międzywojennym była prawdziwą wyprawą w nieznane, podczas której niejednokrotnie po omacku odkrywałem zaginione ślady przeszłości – mówi dr Wojciech Turek.

    Zupełną nowością na rynku wydawniczym jest kolejna publikacja historyka W. Turka pt. „Obóz narodowy w Gdyni w latach 1920–1939”. Książka w oryginalny i interesujący sposób porusza niezbadane przez nikogo wcześniej zagadnienie. Początki zorganizowanej działalności Narodowej Demokracji na terenie Gdyni przypadają na koniec lat 20. ub. wieku. Pomimo dużego poparcia, jakim cieszył się Obóz Narodowy wśród przywiązanej do Kościoła katolickiego ludności kaszubskiej, na terenie samej Gdyni nie odnotowano trwałych i zorganizowanych endeckich struktur politycznych. Pierwszą z nich była powołana w grudniu 1929 r. placówka Obozu Wielkiej Polski.

    Apogeum aktywności, połączone z lawinowym wzrostem liczebnym Narodowej Demokracji, przypadło na rok 1938. Zorganizowano wówczas ponad 100 spotkań, formacja liczyła zaś 3 tys. członków skupionych w 14 kołach. W tym czasie endecja stanowiła dominującą siłę polityczną w mieście. Autor na łamach książki wnikliwie opisuje główne kierunki działalności gdyńskiej ND w związkach zawodowych, stowarzyszeniach młodzieżowych, kobiecych i sportowych. Endecy pozostawali w permanentnym konflikcie z przedstawicielami sanacji oraz socjalistami. Każda z formacji dysponowała swojego rodzaju bojówkami, dlatego co jakiś czas na ulicach Miasta z Morza dochodziło do brutalnych starć i bijatyk. – Co ciekawe, początkowo endecy byli atakowani przez swoich ideowych wrogów. Dopiero w późniejszym okresie postanowili się bronić – mówi W. Turek.

    Trzecią cechą Obozu Narodowego była konsekwentna obrona Gdyni przed zagrożeniem ze strony Niemiec. Jednak głównym polem działań gdyńskiej endecji od 1935 r. stała się akcja antyżydowska. Wyrażała się w organizowaniu pikiet przed sklepami żydowskimi, pochodów, podczas których skandowano: „Polacy nie kupujcie u Żydów!” czy stosowaniu zasad apartheidu w życiu publicznym. Dodatkowo endecy rozlepiali na szybach wystawowych nalepki: „Kto u Żyda kupuje, ten jest zdrajcą Narodu”. Żydzi, pomimo stosunkowo niewielkiego odsetka wśród mieszkańców miasta (4–5 proc.), mieli wyraźną nadreprezentację w kluczowych dla miasta dziedzinach, m.in. handlu. Często sprzedawali „na czarno” towar gorszej jakości, stając się poważną konkurencją dla kupców działających zgodnie z literą prawa. Dlatego m.in. akcja endeków spotkała się z pozytywną reakcją większości gdynian i stanowiła jeden z najważniejszych czynników wpływających na wzrost popularności Stronnictwa Narodowego. – Bojkot sklepów żydowskich spotkał się także z reakcją Żydów, którzy zaczęli zwalczać „firmy chrześcijańskie”, rozgłaszając fałszywe plotki o ich niewypłacalności – uzupełnia W. Turek.

    Okazuje się, że większość gdyńskich księży była sympatykami, a często wręcz działaczami Obozu Narodowego, by wymienić choćby ks. Teodora Turzyńskiego, proboszcza parafii NMP, który aktywnie wspierał wiele inicjatyw endeckich, a po wybuchu II wojny światowej został zamordowany w Piaśnicy. Odmienną postawę prezentował biskup chełmiński Stanisław Okoniewski, który był przeciwnikiem Obozu Narodowego, a swoje sympatie polityczne kierował ku sanacji.

    Autor, opisując historię gdyńskiej endecji na tle dziejów Obozu Narodowego, dochodzi do interesujących konkluzji. Okazuje się, że – w przeciwieństwie do pozostałych regionów Polski – gdyńskie środowisko ND było bardzo jednorodne i nieskonfliktowane. Co więcej, autor na podstawie przeprowadzonej kwerendy stwierdza, że w Gdyni – mimo młodzieńczego radykalizmu lokalnych działaczy – podczas bojkotu antyżydowskiego nie odnotowano w stosunku do Żydów ani jednego incydentu z użyciem przemocy. – Akcja endeków nie wykraczała poza legalne formy i mieściła się w ramach obowiązującego prawa. Zupełnie inaczej było choćby na Śląsku, gdzie doszło do zamachów bombowych na obiekty, których właścicielami byli Żydzi – wyjaśnia W. Turek.

    Należy także dodać, że pomimo fascynacji formami faszystowskimi, gdyńscy działacze nigdy nie wyrażali sympatii dla ruchu nazistowskiego w Niemczech. Co najwyżej podziw dla hitlerowców w ich skuteczności w dążeniu do zdobycia władzy. Autor oparł swoje ustalenia na imponującej kwerendzie archiwalnej i prasowej. Dotarł do dokumentów, po które nikt przed nim wcześniej nie sięgał. Książka – pokłosie benedyktyńskiej pracy W. Turka – wypełnia tym samym kolejną białą plamę na mapie przedwojennej Polski. Autor nie bał się rozprawić z mitami dotyczącymi endecji, które od lat funkcjonują w świadomości Polaków. To pozycja obowiązkowa dla wszystkich miłośników historii Pomorza.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół