• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Ministrowie a encyklika

    Ks. Rafał Starkowicz

    |

    Gość Gdański 42/2015

    dodane 15.10.2015 00:00

    O świeckości państwa, Franciszkowym „Laudato si’ ” i pobłogosławionych obrączkach z Maciejem Hipolitem Grabowskim rozmawia ks. Rafał Starkowicz.

    Ks. Rafał Starkowicz: Jakie związki łączą Pana z Wybrzeżem?

    Maciej Hipolit Grabowski: Pochodzę z Sopotu. Mam tu najbliższą rodzinę i przyjaciół. Tutaj właśnie zostały moje wspomnienia z dzieciństwa i młodości, do których zawsze będę wracał. Na Wybrzeżu uczyłem się i studiowałem. Skończyłem Wyższą Szkołę Morską. Później był doktorat na uniwersytecie. 15 lat współprowadziłem Instytut Badań nad Gospodarką Morską. Pracowałem też 6 lat na morzu, w Polskich Liniach Oceanicznych. Całe moje życie związane jest z morzem i Wybrzeżem.

    Jakie są najważniejsze problemy ekologiczne Wybrzeża?

    To, czego nam brakuje, to większa dbałość o wodę. Zwłaszcza Zatoki Gdańskiej i Bałtyku. Ten rok przyniósł nam sygnał w postaci sinic. One się pojawiają wtedy, gdy w wodzie występują nadmierne stężenia azotanów i fosforanów. Zanieczyszczenia płyną grawitacyjnie, z nurtem rzek. I tutaj się to kumuluje. Zatoka jest, oczywiście, znakomicie czystsza niż chociażby przed 20 laty. Dzisiaj źródłem problemu nie są zakłady przemysłowe czy miasta, które w większości mają już oczyszczalnie. Te zanieczyszczenia w 60–70 proc. mają pochodzenie rolnicze. A sinice nie tylko powodują pogorszenie komfortu mieszkańców Trójmiasta i niekorzystnie wpływają na turystykę. Mają także wpływ na faunę i florę samego Bałtyku. Z badań wynika, że bardzo zagrożonym gatunkiem jest morświn, nasz bałtycki delfin. Gdy doprowadzimy wodę do lepszego stanu, będzie miał on też lepsze środowisko życia.

    Rybacy się z tego nie ucieszą...

    Ależ w całym Bałtyku wszystkich morświnów jest zaledwie 475! To pokazuje skalę wyzwania. Oczywiście, najważniejszy jest człowiek. Ale środowisko, w którym żyje, powinien pozostawiać następnym pokoleniom w stanie niepogorszonym. Dlatego podejmujemy na Wybrzeżu także inne działania. Dzisiaj jest ono przede wszystkim lepiej zabezpieczone przed ryzykiem powodziowym. Obecnie zagrożenie ze strony Raduni jest znakomicie mniejsze. Udało się nam pomóc przy realizacji projektów z zakresu ochrony przeciwpowodziowej Żuław. Było też wiele projektów związanych z ograniczeniem zużycia energii. Te ostatnie mają ważny efekt edukacyjny, często mniej doceniany.

    Czy dlatego ministerstwo postanowiło promować akcję Caritas, dedykowane rodzinom wielodzietnym?

    Właśnie. Akcje „Oszczędzamy energię i prąd w naszym domu” i „Nowe ze starego”, w które zaangażowany był Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska, odbyły się pod naszym patronatem. Utworzyliśmy również Zielony Fundusz Obywatelski. Mogą z niego korzystać ludzie z pomysłami działań kształtujących ekologiczną społeczną świadomość, których nikt nie jest w stanie przewidzieć ustawą. Tak było chociażby z konkursem plastycznym Caritas, w którym nagrodami były pralki. Trudno wyobrazić sobie lepsze połączenie dwóch celów – formowania świadomości i konkretnej pomocy rodzinom. Jestem przekonany, że w jego wyniku zmieniła się świadomość nie tylko uczestników przedsięwzięcia. Pytania o ekologię zadają sobie również ci, którzy o akcji tylko słyszeli.

    Ministerstwo wydało niedawno encyklikę papieża Franciszka. Czy nie podważa to świeckości państwa?

    Absolutnie nie. Każdy, kto ją przeczyta, zobaczy, że jej treść jest zbieżna z działaniami podejmowanymi przez tych, którzy chcą chronić przyrodę. Kiedy na Radzie Europejskiej zaproponowałem, żeby ministrowie Europy ją przedyskutowali, nie spotkałem się jednak z zainteresowaniem. Później papież Franciszek zaprosił na audiencję wszystkich ministrów środowiska. Symptomatyczne, że ministrowie Niemiec, Francji i Wielkiej Brytanii na niej się nie pojawili. To pokazuje, jakim myśleniem kieruje się współczesna Europa. Podczas spotkania papież pobłogosławił egzemplarz wydanej przez nas encykliki. Później przekazałem go leśnikom w czasie ich corocznej pielgrzymki na Jasną Górę.

    Co wyjątkowego jest w tej encyklice?

    Ona pokazuje to, co było zawsze nauczaniem Kościoła. Świadczą o tym obfite cytaty z poprzedników papieża Franciszka, mówiące o szacunku dla środowiska. Po Bogu najważniejszy jest tu człowiek, który powinien dbać o środowisko. To jest jego odpowiedzialność. Nie może egoistycznie kształtować rzeczywistości w oparciu jedynie o własne, krótkotrwałe korzyści. To w 100 proc. zbieżne z dążeniami ekologów. Wielu z nich utożsamia się z lewicą, czasem skrajną. Gdyby zechcieli ten dokument przeczytać, musieliby się z nim zgodzić. Człowiek jest istotą wolną. To niesie odpowiedzialność, aby kształtować świat w kierunku zrównoważonego rozwoju.

    Papież w encyklice pisze, że politycznie motywowane rozdzielanie uprawnień do emisji CO2 może prowadzić do spekulacji... Czy podpisane przez nas umowy międzynarodowe nie zagrażają polskiej gospodarce?

    Protokół z Kioto przyniósł nam 800 mln dochodu na inwestycje ekologiczne. Zobowiązaliśmy się, że zredukujemy emisję CO2 o 6 proc.. Zredukowaliśmy o 30. Tę nadwyżkę mogliśmy sprzedać krajom, które nie spełniły swoich zobowiązań. Tydzień temu podpisałem umowę z Włochami. Kupili od nas te uprawnienia.

    A jak przeżył Pan spotkanie z papieżem Franciszkiem?

    Zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Najważniejszym akcentem był dla mnie moment, kiedy papież podczas audiencji pobłogosławił moje obrączki. To takie bardzo osobiste doświadczenie.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół