• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Obywatelska armia

    ks. Rafał Starkowicz

    |

    Gość Gdański 45/2015

    dodane 05.11.2015 00:00

    Pomorska Obrona Terytorialna. – Polski Kościół zawsze formował ludzi nie tylko do spotkania z Bogiem, lecz bardzo wiele miejsca poświęcał wychowaniu patriotycznemu. Zawołanie: „Bóg, Honor, Ojczyzna” doskonale to odzwierciedla – mówi ks. Sebastian Dębski, ogólnopolski kapelan Obrony Terytorialnej.

    Strzelnica otoczona jest murem z szarych pustaków. Na kilkudziesięciu metrach, w różnych miejscach, znajdują się tarcze oraz wymuszające określone postawy strzeleckie okna. Trzy osoby w mundurach na komendę nieco się pochylają, by chwilę później ruszyć do przodu, jednocześnie rozpoczynając ostrzał wybranych celów. Mimo szybkości działania, widać, że każdemu z ich ruchów towarzyszy niezwykłe skupienie. „Bieda!” – wołają, gdy w ich kałasznikowach kończy się amunicja. Wówczas pozostali wzmagają ostrzał celów, by ochronić kolegę. Od czasu do czasu zmieniają kierunek ognia. Okazuje się bowiem, że cele znajdują się także w miejscach niedostępnych dla oczu z punktu, z którego wyruszali. Po chwili jest po wszystkim. Sprawdzają broń według ściśle określonych reguł. W powietrzu wciąż unosi się charakterystyczny zapach dymu, a w uszach dzwoni od huku. Kiedy zbliżają się do stanowiska, okazuje się, że jedną z osób w zespole jest kobieta.

    Zwykli obywatele

    Iza jest analitykiem kredytowym. Po pracy gra w siatkówkę w jednej z drugoligowych drużyn. Udziela się także jako ratownik kwalifikowany. – Pewnego dnia mój narzeczony przyszedł i powiedział mi o tym, że powstaje Pomorska Obrona Terytorialna. Postanowiliśmy, żeby zrobić coś dla obronności kraju. Poszłam na pierwsze spotkanie i mnie wciągnęło – opowiada Iza. Dzisiaj jest koordynatorem szkolenia pomorskiej formacji. Podkreśla, że swojego uczestnictwa w jej działaniach w żaden sposób nie traktuje jako rywalizacji z mężczyznami. – Wiem, że nie ma tutaj taryfy ulgowej. Staram się więc robić wszystko w takim wymiarze jak mężczyźni. A podejmując działanie, zawsze staram się stawać na wysokości zadania – zaznacza. Sprawnie posługuje się ważącym ponad 4 kg kałasznikowem. Kiedy trzeba, sięga do kabury po kryjącego się w niej glocka. W rozmowie z podziwem wspomina walczące z Państwem Islamskim Kurdyjki. Ma także świadomość swoich ograniczeń. – Jeżeli ważąca 70 kg kobieta miałaby wynieść z pola walki 100-kilogramowego faceta, na pewno byłoby to dla niej nie lada trudnością – tłumaczy. Dodaje, że wiele zależy jednak od osobistych uwarunkowań. – Ja kocham Polskę. Chciałabym, żeby rozkwitała. Język ojczysty i ziemia są najważniejszymi wartościami. I trzeba ich bronić. Boję się tego, co może się zdarzyć. Dziwię się ludziom, którzy wyjeżdżają i osiedlają się za granicami kraju dla pieniędzy. Nigdy stąd nie wyjadę – mówi.

    Si vis pacem, para bellum

    Pomorska Obrona Terytorialna jest częścią Stowarzyszenia Obrona Narodowa.pl. Początki formacji sięgają 1 sierpnia 2010 roku, kiedy przedstawiciele wyższej kadry Ruchu Strzeleckiego postanowili stworzyć oddziały stanowiące komponent nowoczesnej struktury obronnej Polskich Sił Zbrojnych. – Generalnie w każdym cywilizowanym kraju doktryna wojenna jest taka, że istnieją wojska lokalne. One chronią swoje środowisko. A wojska operacyjne są na froncie – streszcza ideę powstania jednostek Obrony Terytorialnej Jakub, ratownik medyczny i alpinista przemysłowy. Jest również instruktorem strzelectwa. To on szkoli część członków POT w zakresie strzelectwa bojowego i sportowego. Przeprowadza ich także przez proces zdobywania pozwolenia na broń, zakup broni i wszystkich części oporządzenia. – Pracujemy nad tym, żeby stworzyć profesjonalną obronę terytorialną na wzór formacji, która działa w Szwajcarii – wyjaśnia.

    O strukturze polskiej armii i jej wyszkoleniu ma krytyczne zdanie. – Nasza armia opiera się wciąż na szkoleniach sowieckich. Moim zdaniem, gorszych niż te, które były dostępne ludziom w I wojnie światowej. Polska armia ma wprawdzie 100 tys. żołnierzy, ale z moich obliczeń wynika, że zaledwie 4 tys., w tym siły specjalne, mają wyszkolenie według standardów natowskich – ocenia Jakub. – W 1939 roku mieliśmy 1 200 000 żołnierzy zawodowych. A dzisiaj rezerwa jest praktycznie wcale nie wyszkolona – twierdzi. Dodaje, że strzelania z jednej pozycji absolutnie nie dają możliwości zdobycia umiejętności posługiwania się karabinkiem AK. – Ćwicząc strzelania dynamiczne, musisz czuwać nad każdym drgnięciem palca, nad każdym ruchem. Czuwasz nad sobą, ale także nad tym, co robi zespół – podkreśla jeden z członków formacji. – Żeby nauczyć się strzelać, trzeba zużyć wiadra amunicji. Nikt po wystrzeleniu kilku magazynków nie będzie wiedział, jak ta broń naprawdę działa. To jak z kursem na prawo jazdy. Konkretne umiejętności kształtuje się przez praktykę – dodaje inny.

    Jakub podkreśla konieczność istnienia formacji, która w razie destabilizacji funkcjonowania państwa pomoże w zaprowadzeniu porządku na danym terenie. Tłumaczy, iż każda taka sytuacja sprawia, że z ludzi wychodzą najgorsze instynkty. Pojawiają się rozboje i przestępstwa. Jednak najważniejszym zadaniem formacji jest realna obrona kraju. – W razie konfliktu wszystkie nasze wojska będą na froncie, więc np. zrzut spadochroniarzy czy desant odpierać będzie kilkuset lokalnych policjantów. Nie daje to wielkich szans powodzenia – zaznacza. Tego typu działania mają być właśnie głównym zadaniem Obrony Terytorialnej. – Gdyby ktoś zaatakował Polskę, będziemy go ostro nękać. Ale jeżeli do tego nie dojdzie, będziemy wiecznie jeździć na zawody i nieźle się przy tym bawić. I oby tak było. Dlatego właśnie nasze motto brzmi: „Si vis pacem, para bellum”, czyli „Jeśli chcesz pokoju, przygotuj się do wojny”.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół