• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Szukają nawigatora

    Justyna Liptak

    |

    Gość Gdański 49/2015

    dodane 03.12.2015 00:00

    Są grupą zapaleńców, którzy poświęcają wolny czas na zdobywanie umiejętności mogących ocalić komuś życie.

    Nikt nie płaci im za udział w akcjach ratunkowych. To profesjonaliści, którym niestraszny nawet wybuch gazu. Grupa Ratownictwa Specjalnego Polskiego Czerwonego Krzyża powstała z inicjatywy grupy ochotników. – Po okresie komunizmu w Polsce nie było zespołów ratownictwa cywilnego, straż pożarna oddelegowana była do gaszenia pożarów, a policja do łapania przestępców. W razie katastrofy trudno byłoby znaleźć jednostkę, która podołałaby m.in. triażowi, czyli segregacji rannych w zależności od stopnia obrażeń oraz rokowań – mówi Wojciech Kwidziński, szef Grupy Ratownictwa Specjalnego PCK Trójmiasto.

    Wszystko zaczęło się zmieniać w 1990 r., kiedy – decyzją Zarządu Głównego PCK – powołano GRS. Zaczynali w Sopocie, a oprócz nich w Polsce powstały jeszcze grupy w Bielsku-Białej, Wrocławiu i Jeleniej Górze. Wzorowali się na dobrym przykładzie kolegów ratowników z Austrii, Niemiec czy Francji. Nowością było przeszkolenie w udzielaniu pierwszej pomocy. – Bo zamysł był taki, żeby nasze grupy stanowiły wsparcie dla policji czy straży pożarnej, a miały wykonywać cały szereg zadań, których nikt inny nie robił – wyjaśnia W. Kwidziński.

    Dofinansowanie ze strony PCK pozwoliło GRS rozwinąć skrzydła na tyle, że w utworzonych wówczas sekcjach wysokościowej, wodnej i technicznej dysponowała bardzo nowoczesnym sprzętem ratowniczym. Z czasem sekcja techniczna GRS została „wchłonięta” przez sekcje wysokościową i wodną. W 1993 roku, dzięki pomocy Niemieckiego Czerwonego Krzyża, została utworzona pierwsza w Polsce sekcja psów ratowniczych. Pierwsze spotkanie odbyło się na Łysej Górze w Sopocie. Uczestniczyli w nim przedstawiciele Niemieckiego Czerwonego Krzyża. – Przeprowadziliśmy wstępną selekcje psów, a następnie rozpoczęły się treningi – wspomina W. Kwidziński.

    Swoje możliwości GRS pokazała po raz pierwszy podczas dwóch wydarzeń, które miały miejsce w Gdańsku – w listopadzie 1994 roku po pożarze w hali Stoczni Gdańskiej oraz w kwietniu 1995 roku po wybuchu gazu w wieżowcu przy ul. Wojska Polskiego w Gdańsku. – Okazało się, że byliśmy jedyną grupą w Polsce, która miała psy przeszkolone, by szukać ludzi pod gruzami – mówi W. Kwidziński. Do 1996 grupa roku działała przy Ośrodku Szkoleniowym PCK w Sopocie. Po likwidacji placówki, GRS została umocowana przy Pomorskim Zarządzie Okręgowym PCK w Gdańsku. – Byliśmy obecni podczas powodzi w 1997 r. na Dolnym Śląsku, a w 2007 r. wspieraliśmy akcję poszukiwania zaginionych osób w terenie otwartym i w wodzie, po „białym szkwale” na Mazurach – wylicza W. Kwidziński.

    Od 2007 r. GRS jest częścią systemu ratownictwa PCK, a jej ratownicy mają kwalifikacje i ukończone specjalistyczne kursy zgodne ze standardami wyszkolenia zawodowych służb ratowniczych. Andżelika Stopa swoją przygodę z GRS PCK Trójmiasto zaczęła od... pozorowania. – Pozoranci są to osoby spoza grupy, które udają poszkodowanych – zaszywają się w lesie i dają się odnaleźć – wyjaśnia pani Andżelika. Tak było przez pół roku, potem zapragnęła mieć psa i dołączyć do grupy. Ratowniczka na co dzień pracuje jako księgowa, a GRS, jak przyznaje, zmusza ją do wstania z kanapy. – To jest coś, co daje mi dużo satysfakcji i wiem, że ma sens, dlatego nie szczędzę mojego wolnego czasu – dodaje pani Andżelika.

    Obecnie sekcja psów poszukiwawczo-ratowniczych poszukuje nowych członków, którzy chcieliby spróbować swoich sił jako nawigatorzy. – Jest to najważniejsza funkcja w czasie poszukiwań. Nawigator, ściśle współpracując z przewodnikiem i jego psem, ma za zadanie najbezpieczniejsze i precyzyjne wskazanie przeszukania zadanego przez kierownika akcji terenu – wyjaśnia Sebastian Sandach, szef sekcji psów poszukiwawczo-ratowniczych w GRS PCK Trójmiasto. Nawigator będzie musiał m.in. poznać techniki poszukiwań, odczytywać mapy topograficzne, obsługiwać kompas oraz odbiorniki nawigacyjne GPS. – Oczywiście, nie wymagamy tej wiedzy już na początku, bo w trakcie szkolenia przyszły nawigator zdobędzie niezbędne kwalifikacje – wyjaśnia S. Sandach. Bardzo ważne jest, aby nawigator „dogadywał się” ze zwierzętami. – Mamy w sekcji 10 psów, każdy ma inny charakter, a właściwe odczytywanie zachowań czworonoga jest kluczowe w czasie akcji, kiedy nie ma czasu na pomyłkę – podkreśla pan Sebastian.

    Spotkanie organizacyjne dotyczące naboru na funkcję nawigatora odbędzie się 13 grudnia o 10.00 w Ośrodku Szkoleniowym Sekcji Psów Poszukiwawczo-Ratowniczych w Gdyni-Kolibkach przy ul. Spółdzielczej.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół