• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • O wilku mowa, a wilk tu


    Jan Hlebowicz

    |

    Gość Gdański 51-52/2015

    dodane 17.12.2015 00:00

    Z roku na rok przybywa ich w pomorskich lasach. Te wyjątkowe i piękne zwierzęta od wieków były negatywnymi bohaterami bajek i baśni, uosabiając zło i niebezpieczeństwo. Czarna legenda tych drapieżników niewiele ma wspólnego z rzeczywistością, choć... tkwi w niej ziarenko prawdy.

    Wilk najczęściej unika kontaktu z człowiekiem. Żywi się nie Czerwonymi Kapturkami, tylko zwierzętami kopytnymi – główne jeleniami i sarnami, a jego znaczenie dla zachowania równowagi w ekosystemie jest nie do przecenienia. Z drugiej strony coraz częściej atakuje zwierzęta hodowlane, narażając na duże straty rolników. Bywa, że podchodzi bardzo blisko zabudowań ludzkich. Czy idąc do lasu, powinniśmy czuć się zagrożeni?


    Sojusznik leśniczego


    Przez kilkadziesiąt lat nie widywano wilków w pomorskich lasach. Ponownie drapieżniki pojawiły się dopiero na przełomie 2012 i 2013 r. Pomogły w tym całkowita ochrona tego gatunku (od 1998 r.) oraz... korytarze ekologiczne pod autostradami pozwalające rozwijać się populacji.
– To naturalne, że młode wilki oddzielają się od watahy i szukają własnego terytorium, gdzie mogłyby polować – wyjaśnia Roman Wasilewski z Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Gdańsku.
Obecnie na terenie województwa pomorskiego żyje prawie 90 wilków, podzielonych na kilka większych watah oraz na pojedyncze osobniki wędrujące po całym regionie. Leśnicy pojawienie się drapieżników przyjęli z radością, traktując je jako sojuszników w utrzymaniu równowagi gatunkowej w ekosystemie.
– Wilki przeprowadzają w pomorskich lasach naturalną selekcję, eliminując najsłabsze i chore zwierzęta – mówi R. Wasilewski. – Nie jest jednak tak, jak myślą niektórzy, że sama obecność wilków wystarczy. One wszystkiego za nas nie załatwią. Nadal to człowiek musi zarządzać regulacją zwierzyny.


    Uwaga na drapieżnika


    Obecność wilków nie podoba się natomiast hodowcom i rolnikom, którzy skarżą się na szkody poczynione przez te drapieżniki. – Od 2012 r. przeprowadzone postępowania potwierdziły w 13 przypadkach, że sprawcą szkód są wilki – informuje Elżbieta Klimaszewska z Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Gdańsku.
Najczęściej atakowane są owce i krowy, które, co warto dodać, nie są głównym daniem w wilczym jadłospisie. Ataki zdarzają się przeważne pod wieczór, w nocy i wczesnym rankiem. Bardzo sprzyja im zła pogoda – ulewny deszcz, mżawka oraz mgła. Drapieżniki czują się wówczas bezpieczne, nawet w bezpośrednim sąsiedztwie zabudowań ludzkich.
Istnieją jednak sposoby, które znacznie zmniejszają ryzyko ataku wilka. – Jednym z nich jest spędzanie zwierząt hodowlanych z pastwisk do odpowiednio zabezpieczonych zagród lub budynków gospodarskich – podpowiada E. Klimaszewska. Ekspert poleca ogrodzenia elektryczne, połączone z ogrodzeniem z siatki, psy stróżujące, a także tzw. fladry, czyli specjalne czerwone chorągiewki na sznurku, których boją się wilki. Jeśli te zabezpieczenia zawiodą i dojdzie do ataku drapieżnika, hodowcy mogą liczyć na odszkodowanie wypłacane przez RDOŚ.
Powyższe rozwiązania nie przekonują jednak gospodarczy. – Mnie i moich sąsiadów zwyczajnie nie stać na ogrodzenie siatką kilku hektarów pastwiska. A jeśli tego nie zrobię, odszkodowania nie dostanę – mówi hodowca z Pomorza, który prosi o anonimowość. – Jak w takim razie mam zabezpieczyć się przed wilkami?


    W cztery oczy 
z... hybrydą?


    Powszechnie uważa się, że wilki to zwierzęta płochliwe, unikające kontaktu z człowiekiem. – Jeszcze 2–3 lata temu podpisałbym się pod tym zdaniem. Jednak obserwacje tych zwierząt w ostatnim czasie pokazują pewną niebezpieczną tendencję. Drapieżniki zmieniają swoje zwyczaje i zachowania socjalne, tracąc naturalną lękliwość –podkreśla R. Wasilewski. – Niedawno zadzwonili do nas ludzie, którzy widzieli watahę wilków idącą przez pole w biały dzień. Zwierzęta zatrzymały się i dały sfotografować. Dawniej takie sytuacje były nie do pomyślenia – tłumaczy.
– Częstsze obserwacje wilków wynikają z większej penetracji lasu przez ludzi – uważa E. Klimaszewska i dodaje, że przypadki takich spotkań zawsze kończą się ucieczką zwierzęcia.
R. Wasilewski zwraca uwagę, że do coraz częstszych kontaktów wilka z człowiekiem nie dochodzi jedynie w lesie, ale także w pobliżu ludzkich zabudowań. – Niedawno w Nadleśnictwie Lubichowo pies przywiązany do budy został zagryziony i pożarty przez wilki. Świadkiem tego zdarzenia był właściciel posesji. Drapieżniki, mimo jego obecności, nie uciekły – opowiada. – Kilkanaście dni później wilki na osiedlu położonym w bezpośredniej bliskości z lasem zaatakowały na oczach mieszkańca sarnę. Zagryzły ją w odległości kilku metrów od jego domu. Takich sygnałów dociera do nas więcej – dodaje.
– Nie można wykluczyć, że nienaturalnie nieostrożne zachowanie wilków może być wywołane wścieklizną – tłumaczy E. Klimaszewska. Z taką diagnozą nie zgadza się R. Wasilewski. – Wilk jest prawnie chroniony. Zakaz odstrzału sprawia, że lękliwy dawniej drapieżnik traci naturalną bojaźń przed człowiekiem – twierdzi.
Przyczyna może być jednak jeszcze inna. – W województwie zachodniopomorskim odnotowano występowanie hybryd, czyli mieszanek wilka z psem. Naukowcy ostrzegają, że takie zwierzęta są bardziej agresywne i pozbawione lęku przed człowiekiem – dodaje. Być może podobne hybrydy żyją już także na Pomorzu. – Boję się, że jeśli nie zaczniemy zarządzać populacją wilka i regulować jej przez odstrzał, w końcu dojdzie do tragedii – mówi R. Wasilewski. – Istnieje ryzyko uprawiania samosądów, czyli bezpardonowego zabijania tych drapieżników przez zagrożonych hodowców i rolników. Do tego dopuścić nie możemy – zaznacza.
Przeciw zarządzaniu populacją wilków poprzez odstrzał opowiadają się m.in. stowarzyszenia działające na rzecz ochrony zwierząt.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół