• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Goście, goście

    Jan Hlebowicz

    |

    Gość Gdański 02/2016

    dodane 07.01.2016 00:00

    Imigranci na Pomorzu. – Trójmiasto odrobiło pracę domową. Jestem pozytywnie zaskoczony, jak dobrze przygotowało się do przyjęcia uchodźców – twierdzi Aws Kinani, Tunezyjczyk. – Obawiam się, że mimo najlepszych intencji Gdańsk, Gdynia i Sopot nie będą w stanie odpowiednio pomóc przybyszom z Bliskiego Wschodu i Afryki – uważa Samer Samaan, Syryjczyk.

    Już w pierwszym kwartale 2016 r. do Polski przybędzie ok. 2 tys. imigrantów, z czego prawie 100 z nich ma trafić do Trójmiasta. Władze Gdańska, Gdyni i Sopotu od kilku miesięcy przygotowują się na tę okoliczność, jednak ich działania w tym zakresie spotykają się z wyraźnym sprzeciwem części środowisk prawicowych. Co czeka na miejscu przybyszów z krajów Bliskiego Wschodu i Afryki? Na czym opiera się prowadzona przez trójmiejskie samorządy polityka migracyjna?

    Przyjaciel skin

    Aws Kinani marzył o zagranicznych studiach. Padło na Polskę i Gdańsk. – To był przypadek. Nie miałem żadnej wiedzy o kraju ani uczelni. Nie znałem języka. Tunezyjska firma, która zorganizowała wyjazd, obiecała, że przyspieszony kurs polskiego pozwoli mi szybko odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Niestety, na miejscu okazało się, że zajęcia prowadzą osoby zupełnie do tego nieprzygotowane – wspomina. Uczył się sam. Z radia, telewizji, internetu. Po kilku tygodniach budował już pierwsze, proste zdania. Zaczął roznosić ulotki. Potem sprzedawał ryby w markecie. – Tam poznałem kolejne słowa. Do dziś nie mam problemu z rozróżnieniem pstrąga od łososia – uśmiecha się.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół