• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Gdyby nie klub, byłoby więzienie

    Jan Hlebowicz

    |

    Gość Gdański 04/2016

    dodane 21.01.2016 00:00

    Praca z młodzieżą. Tu nauczyłem się, że można żyć bez alkoholu i narkotyków, a nałogiem nie muszą być koledzy i imprezy, tylko pomoc innym ludziom. Dzięki klubowi nie musiałem biegać po dzielnicy i szukać zaczepki. Mogłem przyjść, porozmawiać, wypłakać się...

    Patryk Hebel pojawił się w klubie młodzieżowym, prowadzonym przez Stowarzyszenie św. Mikołaja Biskupa w Gdyni-Chyloni, 4 lata temu. – W tym miejscu dowiedziałem się, że można żyć inaczej – przyznaje. Wcześniej był osiedlowym chuliganem. Wagary, używki, bójki – tak wyglądała jego codzienność. – Włóczyłem się po dzielnicy z kumplami i rozrabiałem. Chodziło o to, by pokazać, kto jest lepszy i kto potrafi popełnić większe przestępstwo – wspomina. W pewnym momencie znalazł się pod kontrolą kuratora, który wysłał go na zajęcia do działającego przy parafii klubu. Jak sam mówi, gdyby nie to zdarzenie, prawdopodobnie siedziałby teraz w ośrodku dla nieletnich albo w więzieniu.

    – Dla mnie to był drugi dom, pierwszy raz czułem się jak u siebie. Poznałem tu ludzi, którzy w życiu naprawdę nie mają lekko. A jednak chcą poradzić sobie w inny sposób niż chodzenie po komisariatach – opowiada. Koledzy pukali się w głowę i dziwili, dlaczego przesiaduje w tym „głupim, nudnym, nic niewartym miejscu”. Namawiali, żeby to wszystko rzucił i wrócił z nimi „na dzielnicę”. Patryk nie dał się złamać. Wręcz przeciwnie – stał się inspiracją i wsparciem dla innych młodych ludzi. – Dzisiaj czasami sobie myślę, co by ze mną było, gdybym odpuścił. Ale, szczerze mówiąc, nie chcę wiedzieć – mówi. 19-letni Patryk mieszka obecnie w Anglii, gdzie znalazł pracę.

    Bezpieczna przystań

    W Chyloni mieszka wielu zbuntowanych młodych ludzi, którzy mają mnóstwo talentów i niewykorzystanego potencjału. Część z nich pochodzi z ubogich, często niepełnych rodzin. Na ogół żyją w malutkich mieszkaniach bloków socjalnych, tzw. hotelowcach. Do tej pory nie było miejsc a, gdzie mogliby spożyć cały swój zasób energii, a wolny czas spędzali, siedząc głownie w parku, niekiedy sięgając do różnych używek, by zwyczajnie „zabić czas”. – To właśnie z myślą o młodych ludziach w 2011 roku powstał klub, który dla wielu stał się bezpieczną przystanią – mówi Joanna Lewandowska, wychowawczyni. Dawid Wasilewski chodzi do III klasy gimnazjum, ma 16 lat. – Trafiłem tutaj, bo nie miałem innego wyjścia. Kurator, pod którego nadzorem jestem już od roku, dał mi ultimatum: albo jakieś ognisko młodzieżowe, albo klub przy parafii. Słaba perspektywa, ale i tak druga opcja wydała się ciekawsza – opowiada. – Kiedy pojawiłem się tutaj po raz pierwszy, myślałem, że nie wytrzymam dnia. Ale zostałem i nie żałuję.

    Jamajka w Chyloni

    – Nasi podopieczni przychodzą do nas z różnych powodów. Jedni dlatego, że w domu nie mają z kim normalnie pogadać, inni szukają miejsca, gdzie mogliby rozwijać swoje zainteresowania. I my staramy się te luki wypełnić – zaznacza Wojciech Kruk, wychowawca. Młodzi ludzie pod okiem opiekunów nadrabiają zaległości w nauce, biorą udział w warsztatach artystycznych, muzycznych, kulinarnych i fotograficznych. – Zanim przyszłam do klubu, byłam osobą bardzo niepewną siebie i własnych umiejętności. Na każdy pomysł reagowałam zawsze tak samo. Mówiłam: „To bez sensu”. Wolałam nic nie robić, bo bałam się kolejnej porażki – tłumaczy Weronika Szyszkowska, uczennica II klasy gimnazjum. – Dzisiaj Weronika jest inną dziewczyną. Uśmiechniętą, pełną optymizmu, chętną do działania. Odkryła w sobie talenty, o których wcześniej nie miała zielonego pojęcia. Nabrała pewności siebie, poznała swoją wartość – mówi W. Kruk. Klubowicze uczą się również pomagać innym, realizując projekty wsparcia społeczności lokalnej. Ostatnio przygotowali spektakl teatralny dla Domu Samotnej Matki w Matemblewie, przedstawienie techniką światła i cienia dla trójmiejskich domów dziecka oraz bal dla seniorów. – To było miłe uczucie widzieć na twarzach dziadków i babć, z którymi na co dzień mamy raczej „na pieńku”, wdzięczność i wzruszenie – mówi Weronika. Ważnym elementem działalności klubu są także rozmowy indywidualne. – W domu nie mam z kim porozmawiać tak na serio. Z mamą nie potrafię. Dopiero tutaj mogę podzielić się swoimi problemami, smutkami, przemyśleniami – podkreśla 17-letnia Wiktoria Bukowska. – Tak było choćby po rozstaniu z moim chłopakiem. To był długi związek, ważny dla mnie. Nie mogłam się pogodzić, że nie będziemy od tej chwili spędzać razem czasu, rozmawiać, śmiać się. Gdyby nie pani Asia i to, że mogłam się wygadać i wypłakać, nie wiem, jak bym sobie poradziła. Wychowankowie rzadko dziękują za pomoc, ale jak już to robią, to całym sercem. – Nigdy nie zapomnę urodzin, które mi przygotowali. W tamtym czasie byłam na urlopie zdrowotnym. Nagle dostaję telefon i słyszę: „Pani Asiu, niech nas pani odwiedzi, prosimy”. Dałam się namówić. Wchodzę do środka, a tam tort, usypana plaża, leżak, palma i napoje w kolorach reggae. W tle leciała muzyka Boba Marleya – wspomina J. Lewandowska. „Wiemy, że pani największym marzeniem jest podróż na Jamajkę. Nie stać nas na bilet, ale pomyśleliśmy, że możemy dla pani zrobić Jamajkę w Chyloni” – usłyszała.

    Odstawić fajki

    Ale nie zawsze jest tak kolorowo. W klubie zdarzają się kłótnie, wyzwiska, obrażanie innych uczestników warsztatów, próby podważania autorytetu wychowawców. A najtrudniejsza jest walka z używkami. – Wiem coś o tym, bo jestem uzależniony od fajek – zdradza Dawid. – Któregoś dnia wyszedłem przed budynek zajarać. Nagle drzwi się otwierają i widzę panią Asię. „Oho, pewnie mnie teraz wywali” – pomyślałem. Ale nic takiego się nie stało. Pogadaliśmy na spokojnie i zawarliśmy kompromis. Żadnego palenia podczas zajęć i ograniczenie fajek do trzech dziennie – wspomina Dawid. Już widzi poprawę, rzadziej sięga po papierosy, ale chciałby całkowicie zwalczyć nałóg. Uważa, że w klubie przydałaby się terapia uzależnień. – Akurat fajki to może najmniejszy problem. Niektórzy mają większe – z alkoholem i narkotykami. Sami często nie jesteśmy w stanie sobie z tymi uzależnieniami poradzić, a przy pomocy kogoś z zewnątrz byłoby łatwiej – twierdzi. Wychowankowie, którzy nagminnie łamią regulamin i nie mają zamiaru mierzyć się ze swoimi słabościami, zostają zawieszeni i muszą opuścić klub. Tak było w przypadku chłopaka Wiktorii. – Wybrał dzielnicę, kolegów, picie. Rozstaliśmy się, a on odszedł z klubu. Prosiłam go, by został, ale nie chciał. Bardzo to przeżyłam – opowiada. – Myślę, że mój „były” już tutaj nie wróci. Wybrał inną, złą drogę, którą nie mogliśmy iść razem. Oczywiście, klub przed nikim nie zamyka drzwi. Także przed tymi, którzy dobrowolnie go opuścili. Jest tylko jeden warunek powrotu: obietnica pracy nad sobą i poprawa swojego zachowania.

    Zeszyt pełen piosenek

    W nowym roku klub młodzieżowy chce rozszerzyć swoją ofertę o kolejne projekty, m.in. całoroczne warsztaty teatralne i wyjazdy survivalowe. – Naszym marzeniem jest także uruchomienie klubu muzycznego z prawdziwego zdarzenia – mówi J. Lewandowska. Nowe miejsce będzie działało pod hasłem: „Zalogowani w realu”. – Jest masa osób, która całymi dniami przesiaduje przed komputerem, nie rozstaje się z telefonem, ciągle zerkając, czy coś nowego nie pojawiło się przypadkiem na Facebooku. Wszystko, co dla nich ważne, dzieje się w świecie wirtualnym. Klub muzyczny ma być alternatywą. Nasi podopieczni będą mogli tutaj wspólnie słuchać muzyki, uczestniczyć w spotkaniach z artystami, a nawet samemu spróbować gry na instrumentach i sprawdzić się wokalnie – wyjaśnia W. Kruk. W nowym klubie ma powstać profesjonalne studio nagraniowe. – Już zmontowałem ekipę. Będziemy rapować i nagramy płytę – zapala się Dawid. – Mamy cały zeszyt zapisany tekstami piosenek. To chyba wypadałoby coś z tym fajnego zrobić? •

    Św. Mikołaj nie działa sam

    By kontynuować działalność oraz rozszerzać ją o nowe projekty, Stowarzyszenie św. Mikołaja Biskupa potrzebuje wsparcia finansowego. Informacje o przekazaniu 1 proc. podatku oraz dane konta bankowego można znaleźć na stronie internetowej: bpmikolaj.pl. Za wszystkich darczyńców w każdą 3. niedzielę miesiąca o godz. 10 sprawowana jest Msza św. w kościele parafii pw. św. Mikołaja.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół