• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • O co chodzi Lechowi Wałęsie?

    Jan Hlebowicz

    dodane 03.02.2016 14:33

    Były prezydent, noblista, Lech Wałęsa zrezygnował z debaty na temat tzw. sprawy Bolka, którą... sam zaproponował. Dodatkowo w knajackim stylu zaatakował Instytut Pamięci Narodowej, oskarżając instytucję o manipulację i kłamstwo. O co tak naprawdę mu chodzi?

    Dla porządku przypomnijmy podstawowe fakty. Były prezydent na początku stycznia poprosił gdański IPN o zorganizowanie debaty dotyczącej tzw. sprawy Bolka, czyli zarzucanej Wałęsie współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa PRL. Sam Lech Wałęsa sugerował, że chce zmierzyć się ze swoimi oponentami (więcej TUTAJ).

    Były prezydent zapowiedział, że ujawni nowe informacje mające świadczyć o tym, że nigdy nie był tajnym współpracownikiem. Odgrażał się przy tym, że nie potrzebuje żadnych sojuszników ani czasu na przygotowanie, bo ma "wszelkie możliwe argumenty".

    IPN na prośbę debaty przystał. Wyznaczył datę (16 marca) oraz zasady spotkania. Rozszerzył także formułę dyskusji, zapraszając osoby, które trudno uznać za "wrogów" byłego prezydenta tj. dr. Andrzeja Drzycimskiego oraz dr hab. Jana Skórzyńskiego. Lech Wałęsa termin i formę spotkania zaaprobował.

    Niespodziewanie pierwszego dnia lutego byłemu prezydentowi przypomniało się, że w wyznaczonym na debatę terminie, ma zaplanowany wyjazd do... Chile. Na antenie Radia Gdańsk zapewniał jednak, że wyjaśnienie własnej przeszłości jest dla niego najważniejsze i w spotkaniu tak czy inaczej weźmie udział.

    Dwa dni wystarczyły, by Lech Wałęsa zmienił zdanie o 180 stopni. Na portalach społecznościowych zamieścił swoje oświadczenie (TUTAJ). Z niechlujnej wypowiedzi noblisty niewiele jednak wynika. W knajackim stylu Wałęsa oskarża IPN o manipulację i kłamstwo oraz zapowiada pozwanie instytucji do sądu. Trudno, pełne błędów stylistycznych, pisane jakby "na kolanie" oświadczenie byłego prezydenta traktować poważnie.

    Wałęsa właściwie nie wyjaśnia dlaczego rezygnuje z debaty, którą sam zaproponował. Czy byłemu prezydentowi nie podobają się zasady spotkania, na które sam przecież przystał? A może zaproszeni goście rekomendowani osobiście przez noblistę? A co z buńczucznymi zapowiedziami rozprawienia się raz na zawsze z zarzutami o agenturalną przeszłość i ujawnienia nowych faktów w tej sprawie? Z jakich powodów, w ciągu zaledwie dwóch dni Lech Wałęsa tak radykalnie zmienił swoje stanowisko? Próżno szukać merytorycznej argumentacji w oświadczeniu byłego prezydenta.

    O co więc tak naprawdę chodzi liderowi "Solidarności"? Możliwe, że powód jest bardziej prozaiczny niż nam się wydaje. Były prezydent rezygnuje z debaty, ponieważ zwyczajnie nie jest w stanie lub nie chce przełożyć swojej podróży do Chile.

    A może Lechowi Wałęsie chodzi jedynie o zwrócenie na siebie uwagi mediów? Nie od dziś przecież wiadomo, że były prezydent w otoczeniu mikrofonów i kamer czuje się jak ryba w wodzie.  

    Czy Lech Wałęsa zrozumiał, że zaproponowana przez niego samego debata, nie tylko nie oczyści go z zarzutu o współpracę z bezpieką, ale pogrąży jeszcze bardziej?

    Możliwe też, że Wałęsa od samego początku nie miał zamiaru brać udziału w spotkaniu z historykami i dziennikarzami, a sama idea zorganizowania debaty w takiej formie, posłużyła mu jedynie za pretekst do frontalnego ataku na IPN oraz podważenia wiarygodności instytucji i kompetencji pracujących w niej historyków?

    Trudno znaleźć odpowiedzi na powyższe pytania w dzisiejszym oświadczeniu Lecha Wałęsy. Jedno jednak nie ulega wątpliwości. Styl w jakim były prezydent odwołał zaplanowaną na marzec debatę, z pewnością nie przystoi, liderowi "Solidarności", byłemu prezydentowi i nobliście.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    • tłumacz
      04.02.2016 08:49
      Sprawa jest żałośnie prosta. Wiele świadczy o tym, że Wałęsa słaby kontakt z rzeczywistością, coraz słabszy.

      O tym świadczą jego zdjęcia-fotomontarze, gdzie w mundurze kapitańskim pozuje salutując z Piłsudskim i JPII. Pewnie mu się więc wydawało, że sprawa agenturalnej przeszłości może być tak zmanipulowana, jak tamte zdjęcia. Ktoś mu jednak pewnie wytłumaczył, że historycy mają mocne argumenty, że stoi za tym naukowa metodologia, że wciąż istnieją dokumenty, że są świadkowie.

      I wtedy nastąpił pewnie przebłysk zrozumienia - tak to sobie tłumaczę.
    • Poranny lektor
      07.02.2016 09:16
      Ja tylko w kwestii formalnej. Dlaczego ten tekst jest tak drobno podzielony. Akapity zawierają po jednym zdaniu, a w sumie akapit to nowa myśl. Trzy-cztery pierwsze "akapity" powinny być razem, tzn. "sklejone". Kiedyś piszący szanowali czytelników. Pierwsze zdanie w akapicie zawierało najważniejszą myśl, którą potem rozwijało się w kilku zdaniach, jakby argumentowało. Czy tego już nie uczą w szkołach? Dziękuję. Tyle w kwestii formalnej.
    • paulus
      07.02.2016 13:23
      No mysle ze pan Walesa szuka Lecha prubujac straci cien Bolka ..powodzenia a puki co powinien wziasc tlumaczenie pewnego pilkarza , ktory pytany o to czemu niegra powiedzial otwarcie:
      -mam cukier...w kostkach
      -wode ......w kolanku
      -iiiiiiii....koniak w barku
    • Wierząca Polka
      06.02.2017 15:24
      Bez uwzględnienia kontekstów historycznych, nastroju i atmosfery tamtych czasów teczki SB niewiele znaczą. Każdy los człowieka był osobny, nie można więc stosować uogólnień. Dlatego należy powstrzymywać słowa, które mają straszną moc: mogą zabić, zdelegalizować moralnie. Mogą też służyć do pastwienia się nad Wałęsą, który jako młody robotnik wzywany był na przesłuchania, podczas gdy pogrzeby jego kolegów, zabitych podczas wydarzeń grudniowych w 1970 r., odbywały się w nocy, i to pod eskortą tajniaków. W pokojach przesłuchań widać było krew. Do 1976 roku, nie było zorganizowanej opozycji, nie było Komitetu Obrony Robotników. Ci prości robotnicy z Wybrzeża byli w 1971 roku osamotnieni, nikt im nie pomagał. "Panie Wałęsa, podpisujesz pan" Niech pan patrzy, wszyscy podpisują. Czytamy u św. Jana (8,32): "Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli". "Poznać" to w Biblii tyle, co doznać, doświadczyć – w sensie nie filozoficznym, lecz egzystencjalnym. Otrzymujemy więc wolność, wyzwolenie wewnętrzne, ale nie szperając w archiwach SB, by dołożyć byłemu prezydentowi, by zgnoić, zohydzić. Bo tylko dlatego odbywają się te seanse demaskatorskie. Prawda wyzwala, ale nie prawda wyłaniająca się z akt SB. Liczba współczesnych tzw."rewolucjonistów ostatniej godziny" zwiększa się z roku na rok, z miesiąca na miesiąc. Wielu z nich nie pamiętam z działalności opozycyjnej ani w latach 70., ani 80., niektórzy nawet świetnie odnajdywali się w ludowej ojczyźnie. Dziś ich poglądy przesunęły się mocno na prawo. W porządku, każdy może zmienić swoje przekonania, nie wypominam. Tylko dlaczego tak chętnie przyłączają się do rozliczania z przeszłości innych, np. Lecha Wałęsy? Odreagowują własne grzechy? Ataki na Lecha Wałęsę czy też cały pęd lustracyjny stały się domeną działań zbiorowych, przede wszystkim młodych antykomunistów bez komunizmu, spóźnionych w swoim radykalizmie. A jest jeszcze gorzej: ci, którzy wywalczyli wolność, muszą dziś niejednokrotnie tłumaczyć się ze swojej przeszłości przed antykomunistami "pięć po dwunastej".Mówią bowiem oni: no, ale jak się ten Wałęsa zachowuje?; mógł przecież przeprosić, powiedzieć jak to było, po tych wydarzeniach grudniowych, i wszyscy by mu przebaczyli. O, święta naiwności! Nikt, by mu nie przebaczył, bo od początku w tej sprawie chodzi o to, żeby Wałęsę utłuc. A on sam zachowuje się jak poraniony byk; wali na oślep. Rozumiem to. Osobiście nigdy nie oczekiwałem od Wałęsy ani przeprosin, ani wyjaśnień; byłby to przejaw bezbrzeżnej pychy. Wałęsa jest bohaterem narodowym. W decydującym momencie, po wprowadzeniu stanu wojennego oparł się mundurowym komunistom; nie podpisał żadnej lojalki; stał się symbolem trwania w oporze. Oczekuję rozumienia, że los Lecha Wałęsy odzwierciedla, jak w kropli wody, losy milionów podobnych mu Polaków, raz przestraszonych, raz heroicznych, ludzkich, ze wszystkimi ułomnościami. On jest przecież zakorzeniony – krew z krwi, kość z kości, z całym swym bohaterstwem i z całą brzydotą, jak oni był uwikłany w historię, stawiany przed wyborami, których nie życzę młodym prokuratorom spod znaku "prawdy, która wyzwala"."
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół