• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Z pęcherzami... bliżej krzyża

    Jan Hlebowicz

    |

    Gość Gdański 10/2016

    dodane 03.03.2016 00:00

    – Bolą nogi, pojawiają się bąble, otarcia, odparzenia. Nie śpimy całą noc. Często jesteśmy zziębnięci, przemoczeni, brudni. Ten bolesny dla organizmu wysiłek pozwala nam symbolicznie zbliżyć się do Pana Jezusa idącego Drogą Krzyżową – mówi Kuba Terakowski.

    Pomysł zorganizowania na Wybrzeżu Ekstremalnej Drogi Krzyżowej zrodził się niezależnie w głowach trzech młodych mężczyzn zainspirowanych ideą ks. Jacka Stryczka. Kuba Gorski wytyczył szlak z Matemblewa do Kalwarii Wejherowskiej (53 km), Jacek Zarzycki – z Pruszcza Gdańskiego do Rewy (53 km), a Kuba Terakowski – z Jastrzębiej Góry do Helu (49 km). Wszystkie wystartowały przed rokiem. – Wcześniej indywidualnie wziąłem udział w EDK z Krakowa do Kalwarii Zebrzydowskiej. To najtrudniejsza i najdłuższa trasa w Polsce. Doświadczenie tego nabożeństwa było wyjątkowe. Doszedłem więc do wniosku, że warto tą formą modlitwy podzielić się z innymi i przenieść ją na teren archidiecezji gdańskiej – wspomina K. Terakowski.

    Koniec z pozerstwem

    EDK różni się od tradycyjnych Dróg Krzyżowych odprawianych w kościele. Uczestnicy wędrują nocą, w całkowitym milczeniu, minimum 40 km. Idą małymi grupkami lub w samotności. Zatrzymują przy kościołach, przydrożnych krzyżach czy kapliczkach. Tam zazwyczaj odczytywane są przygotowane przez organizatorów rozważania. Potem maszerują dalej, w skupieniu kontemplując usłyszane słowa. Jak podkreślają, ekstremalny dystans i trudne warunki sprzyjają modlitwie, ułatwiają spotkanie z Jezusem. – Ból fizyczny, którego doświadczamy, symbolicznie pozwala zbliżyć się do umierającego na krzyżu Chrystusa. Zrozumieć, choćby w małym stopniu, Jego cierpienie – mówi K. Terakowski. – Podczas EDK musimy przekroczyć siebie. Dojść do granicy możliwości. Oddając to Panu Bogu, prosząc Go o wsparcie, otrzymujemy wyjątkowe doładowanie. Trzeba Mu się zawierzyć, mimo iż wydaje nam się, że nie damy rady, że to za daleko i za ciężko – uzupełnia K. Gorski. Cisza i ciemność pomagają w refleksji i medytacji. Ludzie zostają sam na sam ze swoimi myślami, a także z bólem i zmęczeniem. To dobra okazja, by lepiej poznać samego siebie. – Ekstremalne Drogi Krzyżowe odzierają nas z masek, pozerstwa, wszelkich sztucznych ról, które czasami odgrywamy na co dzień, czy to przed światem, czy nawet przed sobą samym. Takie doświadczenie uczy pokory – zaznacza Kuba Gorski. – To forma sprawdzianu. Jak zachowam się w sytuacji niecodziennej, ekstremalnej? – dodaje K. Terakowski. – Na ile jestem wierny swojemu postanowieniu? Czy gdy pojawi się pierwszy pęcherz na stopie lub ból w nogach, zrezygnuję? A może pójdę dalej? Kiedy z nieba spadnie deszcz i zrobi się zimno, to odwrócę się na pięcie i wrócę do ciepłego domu czy jeszcze bardziej skupię się na modlitwie?

    Szansa na poprawienie figury?

    Pomorskie EDK cieszą się dużym zainteresowaniem. Łącznie wzięło w nich udział kilkaset osób – kobiet, mężczyzn, ludzi w młodym, średnim i starszym wieku. Mimo że EDK to wyzwanie przede wszystkim duchowe, nie można zapominać o stronie fizycznej. – Nie zaszkodzi wstać na chwilę od telewizora czy wyjść zza kółka samochodowej kierownicy. Warto się trochę przygotować. Regularne dłuższe spacery czy biegi pomogą nam przejść całą trasę Ekstremalnej Drogi Krzyżowej – podpowiada K. Terakowski. Na EDK warto zabrać ze sobą wysokoenergetyczny prowiant, ciepłe ubrania, wygodne buty, termos z gorącą herbatą, latarkę, naładowany telefon, GPS z wgranym śladem trasy (można pobrać ze strony internetowej) albo mapę obszaru, po którym przebiega szlak Drogi Krzyżowej. – Nieodłączonym elementem każdej EDK jest także własny drewniany krzyż – uzupełnia K. Terakowski. Mimo najlepszych chęci i dobrego przygotowania, po drodze nierzadko pojawiają się wątpliwości. „Właściwie, po co iść całą noc? I to jeszcze w piątek, po ciężkim tygodniu pracy...”. – W ubiegłym roku prawie 25 proc. uczestników nie doszło do końca. Niektórzy planowo przeszli tylko część trasy, bo tyle sobie założyli i to też było ich zwycięstwo. Część osób odpadła w połowie lub trzech czwartych, ale z ich relacji usłyszałem, że było warto. Do tego stopnia, że wracali na szlak i kończyli go kilka tygodni później – mówi K. Gorski. Jak zgodnie podkreślają uczestnicy i organizatorzy, EDK nie można traktować jako testu własnych możliwości, treningu, sposobu na poprawienie figury. – W takim przypadku Ekstremalna Droga Krzyżowa nie ma najmniejszego sensu, a nawet szans powodzenia – uważa K. Gorski. – Nasze intencje muszą być skierowane do Niego. Tylko w ten sposób wykorzystamy szansę, jaką daje EDK na prawdziwe spotkanie z Bogiem.

    Ekstremalne Drogi Krzyżowe na Wybrzeżu

    • Jastrzębia Góra, Msza św. kościele pw. św. Ignacego Loyoli 18 marca o godz. 18, ostatnia stacja – kościół pw. Bożego Ciała w Helu; • Matemblewo, Msza św. w kościele pw. MB Brzemiennej 18 marca o godz. 19, ostatnia stacja – na Kalwarii Wejherowskiej; • Pruszcz Gdański, Msza św. w kościele MB Nieustającej Pomocy 18 marca (godzina będzie dopiero ustalana), ostatnia stacja – pod krzyżem w Rewie. Zapisy poprzez stronę: www.edk.org.pl (osoby niepełnoletnie mogą uczestniczyć w EDK tylko z jednym z rodziców lub innym opiekunem prawnym). • Długodystansowa Droga Krzyżowa (ponad 30 km) z Chyloni do Wejherowa odbędzie się 19 marca. Wyjście o 4.00 rano z dolnego kościoła pw. św. Mikołaja. Zapisy w biurze parafialnym: kancelaria@swmikolaj.org.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół