• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Ze mną się nie napijesz?

    Jan Hlebowicz


    |

    Gość Gdański 11/2016

    dodane 10.03.2016 00:00

    Trzeźwość. Małżeństwo od 19 lat, troje dzieci. Wierzący i praktykujący. Piwo, wino tylko czasami, w niewielkich ilościach. Nawet na weselu wódki nie było. – Pewnego dnia Darek stracił pracę. Do tego doszły problemy zdrowotne. „Lekarstwem” okazał się alkohol, którego wcześniej właściwie nie tykał. To początek naszego dramatu – opowiada Anna.


    Z półki codziennie znikało jedno wino. „Po nim lepiej mi się śpi” – tłumaczył. Z jednej butelki zrobiły się dwie. Stał się agresywny, wyzywał żonę od najgorszych. Pewnego razu, będąc „pod wpływem”, sięgnął po nóż. Potem mówił, że przecież to taki żart, że i tak nic by jej nie zrobił.

    
– Poddałam się totalnie. Starałam się nie widzieć tego, jak się zachowuje, i nie słyszeć tego, co mówi. „Wezmę wszystko na siebie, byle się tylko dzieci nie zorientowały, żeby była cisza”. Tak to sobie wówczas tłumaczyłam. Sytuacja stała się nie do zniesienia, kiedy Darek zaczął wyżywać się na naszej córce, która była do mnie fizycznie podobna – opowiada Anna. – „Jesteś tak samo głupia jak twoja matka. Nic nie potrafisz dobrze zrobić. W mamusię się wdałaś”. To przelało czarę goryczy. Bezsilność, rozpacz, wstyd i ogromne poczucie winy. Tak się wtedy czułam. Chciałam umrzeć. Byłam krok od śmierci – wspomina.

    
Zamiast po tabletki sięgnęła po telefon i wybrała numer, który dostała kilka miesięcy wcześniej od znajomej...


    Pił, bił, prześladował


    
W ten sposób trafiła do grupy samopomocowej Al-Anon, skupiającej krewnych alkoholików. Tam poznała ks. dr. Bogusława Głodowskiego, który od kilkudziesięciu lat zajmuje się osobami uzależnionymi oraz ich najbliższymi. – Dostałam od niego maksymalne wsparcie. Jako pierwszy trafnie odczytał moje emocje, nie oceniał, a przede wszystkim nie mówił: „Musisz męża zrozumieć, bo przecież chłop czasem lubi sobie wypić. Zrób mu dobry obiad, będzie OK”.

    
Po kolejnej awanturze w domu pojawiła się policja. Darek siedział na parapecie. Groził, że wyskoczy. Powiedziała o tej sytuacji na spotkaniu grupy. Usłyszała, że pierwsze, co musi zrobić, to zadbać o bezpieczeństwo swojej rodziny. Poszła na policję i złożyła zeznania. – Wstyd, jaki czułam, gdy mówiłam o przemocy domowej, jest nie do opisania. A przecież to nie ja byłam jej winna – opowiada.

    
Następny krok: skupić się na sobie, przestać żyć życiem innych. – Od 9 lat w moim domu jest cisza. Umawiam się na kawę z koleżankami i maluję do pracy. Wcześniej tego nie robiłam, bo krzyczał, że mam kochanków. Jestem pewniejsza siebie, znam swoją wartość. Przestałam się bać. A Darek nadal pije, bo – jak sam mówi – „on nie ma problemu”.


    W grupie samopomocowej prowadzonej przez ks. Głodowskiego Anna poznała Monikę. – Jestem DDA, czyli dorosłym dzieckiem alkoholika – przedstawia się. Kiedy przyszła do Al-Anon, była 5 lat po ślubie i miała dwoje dzieci. Była wściekła na tatę za to, jakie dzieciństwo jej „sprezentował”. Pił, bił, prześladował. Obiecała sobie, że jej rodzina będzie inna. – Niestety, z czasem ujawniał się w moim małżeństwie szereg problemów, których przyczyny były dla mnie niejasne. Kłóciłam się z mężem, sama nie wiedząc, czego od niego oczekuję. Trzaskałam drzwiami, wrzeszczałam. Dopiero na spotkaniach Al-Anon zrozumiałam, że powielam schematy, które wyniosłam z domu. Mówiłam do swoich dzieci, często z błahego powodu: „Wy nic nie potraficie zrobić”. Potem przypomniałam sobie, że w taki sposób zwracał się do mnie mój ojciec – wyjaśnia.

    
Monika miała poczucie ogromnego wstydu, niską samoocenę, nie potrafiła wyrażać swoich uczuć i emocji. Będąc w grupie samopomocowej, dowiedziała się, że odpowiedzią na taki stan rzeczy jest jej dzieciństwo. – Przez lata bałam się rozmawiać z tatą przez telefon. Nie mówiąc już o wizytach. On ma dzisiaj 57 lat. Wygląda na 80. Do dziś trudno przyjąć mi do wiadomości, że jest chory – mówi.


    Wódkę pił szklankami...


    Pierwszy kieliszek, dobra zabawa, dużo śmiechu. Alkohol po prostu mu zasmakował. Poza tym leczył kompleksy, pomagał przełamywać bariery. – Niestety, przekroczyłem trudną do rozpoznania granicę umiaru. Byłem uzależniony, chociaż jeszcze o tym nie wiedziałem – wspomina Genek.


    Ożenił się. Na świecie pojawiły się dzieci. – Myślałem, że gdy założę rodzinę, problem minie. A ja piłem coraz więcej. Szukałem usprawiedliwień. Bo tramwaj się spóźnił, bo pogoda zła, bo szef mnie ochrzanił – mówi. Żona dużo się modliła. Mówiła też o grupach wsparcia. On wtedy reagował agresją. Myślał: „Jak ona może mnie porównywać z tymi pijakami?”. Coraz bardziej zaniedbywał dom. Niemal doprowadził do rozbicia rodziny. – Wiedziałem, że jak tak dalej pójdzie, dzieci nie będą chciały mnie znać. Wtedy wszywałem sobie esperal i nie mogłem sięgać po kieliszek, bo to groziło śmiercią. Oczywiście, poprawa była iluzoryczna i krótkotrwała. Kiedy lek przestawał działać, nadrabiałem stracony czas. Wódkę piłem szklankami – przyznaje.

    
Leżąc w szpitalu po próbie samobójczej, usłyszał od lekarza o anonimowych alkoholikach. Trzy lata temu Genek obchodził swoje ćwierćwiecze niepicia. Kiedy się obudził, na szafce przy łóżku znalazł karteczkę. – Żona napisała mi, że mnie kocha i jest ze mną szczęśliwa. To był najwspanialszy prezent, jaki dostałem – mówi.


    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół