• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Pozazdrościliśmy Warszawie

    Justyna Liptak

    |

    Gość Gdański 11/2016

    dodane 10.03.2016 00:00

    W nazwie mają „międzynarodowy” nieprzypadkowo, bo od początku impreza cieszy się ogromną popularnością wśród zagranicznych uczestników.

    Gdański Międzynarodowy Festiwal Chóralny jest imprezą cykliczną, składającą się z części konkursowej, w tym roku odbywającej się w auli Politechniki Gdańskiej, oraz występów przed publicznością w reprezentacyjnych gdańskich kościołach.
Co rok festiwal przyciąga ciekawe zespoły z całej Europy, a czasem i z dalszych zakątków świata. W czasie 5. już edycji muzycznych atrakcji również nie zabraknie. Podczas tegorocznej odsłony, poza chórami polskimi, w festiwalu udział zapowiedziały zespoły z: Czech, Danii, Estonii, Japonii, Litwy, Łotwy, Norwegii, Rosji, Słowacji, Szwecji.


    – Historia gdańskiej imprezy wiąże się nierozerwalnie z Festiwalem „Varsovia Cantat”, który pokazał i zachęcił inne polskie miasta, m.in. Kraków i Wrocław, do stworzenia własnej chóralnej imprezy – mówi Maciej Przerwa, dyrektor ds. organizacyjnych GMFC.


    Cieszący się sporym zainteresowaniem wśród chórów i dyrygentów warszawski festiwal stał się także zalążkiem pomorskiej tradycji. – Gdańsk zapragnął mieć podobną imprezę, bo nie zapominajmy, że jest to miasto o bogatej historii kulturalnej i muzycznej. Stąd pomysł, aby zorganizowany przez nas festiwal był międzynarodowy, i to nie tylko z nazwy – podkreśla M. Przerwa.

    
Doświadczenie zdobyte przy organizacji warszawskiej imprezy pomogło w przygotowaniu pierwszego festiwalu w Gdańsku. – Był to rok 2012 i już wtedy udało się nam zaprosić kilka zagranicznych chórów. Było również wiele polskich artystów. W sumie swoje umiejętności zaprezentowało ponad 20 grup – wspomina dyrektor.
Od początku w organizację czynnie włączali się chórzyści Politechniki Gdańskiej. – Członkowie Akademickiego Chóru Politechniki gdańskiej byli związani z gdańskim Międzynarodowym Festiwalem Chóralnym już od pierwszej edycji. Są odpowiedzialni m.in. za obsługę zagranicznych chórów, pomoc przy organizacji koncertów, które odbywały się w ramach festiwalu, czy w końcu za samo prowadzenie przesłuchań konkursowych i gali finałowej. Ostatecznie Politechnika Gdańska objęła honorowy patronat nad wydarzeniem – wyjaśnia M. Przerwa.


    Gdański festiwal nie miałby prawa istnieć, gdyby nie lokalni miłośnicy muzyki chóralnej. – Zawsze staramy się, aby osoby siedzące na widowni, a są to ludzie w różnym wieku, znalazły coś dla siebie. Bo dla nas zawsze najważniejsza jest publiczność, która przychodzi nas słuchać – podkreśla dyrektor.


    Chóry biorące udział w gdańskim festiwalu, jak zawsze, ocenia międzynarodowe jury, któremu przewodniczy światowej sławy kompozytor muzyki chóralnej Vytautas Miškinis z Litwy. – Jury nie składa się z przypadkowych ludzi, „ściągniętych z ulicy”. Dbamy o to, żeby w naszej sędziowskiej komisji byli praktycy, a nie osoby, które po napisaniu pracy doktorskiej z muzykologii siedzą w zaciszu swojego gabinetu i nagle przypominają sobie, że może warto zostać jurorem. Nie! Nasze jury tworzą aktywni zawodowo dyrygenci albo kompozytorzy – mówi M. Przerwa. Stąd w jury są: Rihards Dubra – sławny kompozytor łotewski, Ambrož Čopi – uznany kompozytor oraz dyrygent słoweński, prof. Grzegorz Rubin – wybitny znawca chóralistyki z Gdańska oraz Jan Rybarski – dyrygent z Krakowa, od lat prowadzący znakomity Chór Mariański.


    Z roku na rok chętnych do wzięcia udziału w gdańskim festiwalu w zasadzie przybywa. Wyjątkiem był rok ubiegły. – To była 4. edycja, kiedy międzynarodowe zawirowania polityczne sprawiły, że zrezygnowały chóry ukraińskie i rosyjskie. Dodatkowo chóry z dalekiej Azji miały tak skąpą wiedzę o naszym rejonie świata, że odwoływały udział w imprezie z powodu widma wojny, która za moment miała u nas wybuchnąć, bo graniczymy z Ukrainą – wspomina dyrektor.

    
Chociaż impreza jest duża i cieszy się popularnością, organizatorzy wystrzegają się słów „największy” albo „najlepszy”. – Robimy swoje. Staramy się zapewnić najlepszą rozrywkę w kategorii chóralnego śpiewu, bo naszą główną ideą jest właśnie promocja takiej muzyki – mówi M. Przerwa. Dyrektor podkreśla, że chętnie współpracuje z parafiami, stąd uczestników będzie można posłuchać w Gdańsku, Gdyni, Sopocie, a nawet Żukowie. – Kościoły są otwarte dla każdego. Wystarczy znać kalendarz liturgiczny, żeby wiedzieć, czy można w danym momencie taki festiwal zorganizować czy nie – wyjaśnia M. Przerwa.

    
Wstęp na wszystkie koncerty odbywające się w ramach festiwalu – przesłuchania konkursowe, koncerty dodatkowe w kościołach, koncert galowy z ceremonią wręczenia nagród – jest bezpłatny. – Chcemy przede wszystkim dzielić się muzyką, dlatego aspekt finansowy schodzi na dalszy plan. Poza tym ciężko byłoby postawić kasę przed wejściem do kościoła. Nie wyobrażam sobie, żeby pytać wiernych: „Pani na modlitwę czy na koncert”? To byłby absurd – mówi dyrektor.

    
Wszyscy, którzy pracują przy festiwalu, są albo chórzystami, albo dyrygentami. – Dlatego rozumiemy, jak ważne jest, aby nie wiało nudą, bo sami tego nie lubimy. Oczywiście, w muzyce chóralnej – tak, jak w każdym innym stylu – zdarzają się wykonania mniej i bardziej ciekawe. Między innymi właśnie dlatego uważam, że ten festiwal jest wyjątkowy, bo każde wykonanie trwa maksymalne 20 minut. Więc jeśli komuś się nie spodoba, to ma pewność, że za chwilę usłyszy coś zupełnie z innej beczki – podkreśla dyrektor. – Odbieram ten festiwal jako sukces, ponieważ widzę, jak chętnie każdego roku ściągają na niego chóry z całego świata. To, że muzyka chóralna umiera, słyszy się najczęściej od ludzi, którzy nie chodzą na koncerty, albo tych, którzy siedzą z nosem w internecie i nie dopuszczają do wiadomości, że chóry występują i bardzo fajnie brzmią.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół