• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Lekcje w Nussdorfie

    Justyna Liptak

    |

    Gość Gdański 16/2016

    dodane 14.04.2016 00:00

    Pasjonaci. Tuż przy estakadzie jakiś mężczyzna próbuje odpalić agregat. brrrum! mężczyzna znika za masywnymi drzwiami z napisem: „schron”.

    W1941 r. na terenie gdyńskiej dzielnicy Leszczynki okupacyjne władze niemieckie założyły obóz pracy przymusowej nazywany „Nussdorf”. Około 1942 r., kiedy nad Gdynię coraz częściej nadlatywały alianckie bombowce, na masową skalę w mieście zaczęły powstawać schrony przeciwlotnicze. Również „Nussdorf” zyskał bezpieczne schronienie dla niemieckiej kadry obozowej. Stąd napis na masywnych drzwiach.

    Jak za czasów wojny

    – Ten obiekt jest jednym z dwóch schronów przeciwlotniczych z czasów II wojny światowej na ul. Morskiej – wyjaśnia Michał Szafrański, prezes Gdyńskiego Klubu Eksploracji Podziemnej. Jeszcze kilkanaście lat temu obiekt był opuszczony i każdy mógł do niego wejść. Stał się noclegownią dla bezdomnych, a wszystkie elementy dawnego wyposażenia padły łupem gorliwych złomiarzy. Jednak najgorsze miało dopiero nadejść. – Koczujący tu bezdomni postanowili się chyba ogrzać i rozpalili w schronie ognisko. Podpalili wszystko, co udało im się zgromadzić, czyli znajdujące się w środku drewniane ławki oraz plastikowe butelki i materace. Sama konstrukcja budowli nie ucierpiała, ale skutkiem, z którym przyszło nam się zmierzyć, było okopcenie wszystkich ścian i sufitów. W środku nawet pajęczyny zostały pokryte sadzą. Człowiek, wychodząc stąd, wyglądał jak kominiarz – wspomina pan Michał. Mężczyzna razem z grupą kilku pasjonatów postanowił odnowić obiekt. Początkowo nie wiedzieli za co się zabrać. A było w czym „wybierać”: śmieci, sadza, fetor i spora ilość ziemi i błota. Ostatecznie zdecydowali, że pierwszym krokiem będzie... zamknięcie drzwi.

    – Prace zaczęliśmy od zabezpieczenia tego obiektu przed bezdomnymi. Naprawiliśmy drzwi i zamontowaliśmy zamek, tak aby żadne osoby niepowołane tutaj się nie kręciły – wyjaśnia prezes GKEP. To była inicjatywa oddolna, bo grupka pasjonatów z panem Michałem na czele nie miała nawet pozwolenia na użytkowanie obiektu. Dopiero po uzyskaniu stosowanych dokumentów od miasta mogli zakasać rękawy i ruszyć do sprzątania pomieszczeń dawnego schronu – społecznie, bez żadnych grantów, a tym bardziej bez wynagrodzenia. – Na szczęście w akcję sprzątania włączyła się jedna z firm zajmujących się wywozem nieczystości. Podstawili nam tu kontenery na śmieci. Początkowo spodziewaliśmy się, że zapełnimy jeden i to wystarczy – opowiada pan Michał. Zapełnili trzy, bo w niektórych pomieszczeniach góra śmieci miała aż pół metra.

    Kolejny etap był równie pracochłonny. – Musieliśmy ze ścian usunąć sadzę. Okazało się, że ten zabieg możemy przeprowadzić jedynie ręcznie, przy użyciu drucianych szczotek. Później zostało nam już „tylko” gruntowanie oraz malowanie – mówi prezes klubu. Samo doprowadzenie pomieszczeń do stanu surowego nie zakończyło żmudnej pracy, bo schron należało wyposażyć. – Nie było tutaj żadnych elementów metalowych, poza drzwiami wejściowymi, które – ze względu na to, że były „na widoku” – pozostały na swoim miejscu – wyjaśnia pan Michał.

    Krok po kroku zdobywali kolejne elementy. Jednak nawet pieniądze pochodzące z członkowskich składek nie zapewnią rekonstrukcyjnego sukcesu, jeżeli się nie wie, gdzie „kupić” m.in. drzwi do obiektu z czasów II wojny światowej. – Nam udało się odzyskać kilka par z likwidowanego schronu na terenie dawnej Stoczni „Gdynia”. Dostaliśmy również sporą ilość osprzętu elektrycznego, który po przeglądzie częściowo można było wykorzystać do rekonstrukcji instalacji oświetleniowej – wyjaśnia prezes klubu.

    W czasie prac rekonstrukcyjnych GKEP stara się jak najwierniej oddać to, jak obiekt wyglądał w czasie wojny. – Instalację elektryczną prowadzimy po trasach dawnych przewodów i używamy materiałów podobnych do tych wówczas wykorzystywanych. Przykładem są te czarne bakelitowe uchwyty na kable, które od czasów funkcjonowania obiektu praktycznie się nie zmieniły – pokazuje pan Michał. Po wojnie schron został zinwentaryzowany przez Terenową Obronę Przeciwlotniczą, która była pierwowzorem późniejszej Obrony Cywilnej. Został zakwalifikowany jako schronienie dla okolicznej ludności i taką funkcję pełnił do roku 1998. Zły stan techniczny doprowadził do wykreślenia go z ewidencji i dopiero remont przeprowadzony przez członków Gdyńskiego Klubu Eksploracji Podziemnej pozwolił na ponowne wpisanie go do rejestru w 2011 roku.

    – Pierwsze prace w schronie rozpoczęliśmy w 2007 roku. Pracowaliśmy systematycznie, ale powoli, bo każdy z nas w klubie działa hobbystycznie i nie zawsze uda się nam spotkać większą grupką – wyjaśnia prezes klubu. Schron po raz pierwszy został udostępniony zwiedzającym w 2012 r., jednak niedługo potem został na powrót zamknięty. – Kontynuowaliśmy remont. Bywało tak, że pracowaliśmy z kolegą tylko w dwójkę, dlatego też roboty przeprowadzane były etapami. Były też odpowiednio wcześniej planowane i sukcesywnie, pomieszczenie po pomieszczeniu, wykonywane – opowiada pan Michał.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół