• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Nie miała nic, prócz trudności

    ks. Rafał Starkowicz

    |

    Gość Gdański 24/2016

    dodane 09.06.2016 00:00

    Do kanonizacji założycielki zakonu przygotowywały się po cichu od niemal roku. Czytały jej pisma, ciekawsze fragmenty przesyłały do innych placówek, wzywały jej wstawiennictwa. Dzisiaj wraz z wiernymi diecezji chcą uczcić nową świętą Kościoła.

    Z Gdańskiem brygidki związane są od kilku stuleci. Kiedy w 1374 r. na terenie parafii św. Katarzyny zatrzymał się kondukt wiozący ciało św. Brygidy z Rzymu, gdzie zmarła, do rodzinnej Vadsteny, na Wybrzeżu rozpoczął się ogromny kult świętej. Zaledwie 22 lata później tuż obok kościoła św. Katarzyny oficjalnie erygowano brygidiański klasztor Świętego Zbawiciela. Siostry do nowej fundacji przybyły aż z Estonii. – To był zakon klauzurowy, zamknięty. Mógł się utrzymać dzięki ogromnym dobrom ciągnącym się aż po Elbląg – opowiada s. Karin, przełożona gdańskich brygidek. Kres obecności założonego przez św. Brygidę zakonu na ziemiach gdańskich spowodowany był wymierzoną w dzieła katolickie polityką Prusaków. Już na początku XIX w. rząd pruski przystąpił do likwidacji polskiego życia klasztornego. Po śmierci Anny Kucharzewskiej, ostatniej przeoryszy klasztoru, nie wybrano jej następczyni. Zakonnicom odebrano także prawa do korzystania z posiadłości ziemskich. Ostatecznie 1 stycznia 1835 r. ogłoszono kasatę klasztoru, a jego dobra przekazano na rzecz państwa pruskiego.

    Dwie gałęzie jednego drzewa

    Rok 1888. Europa, która w XIX w. doświadczyła wielu wojen i powstań, nie jest idealnym miejscem do życia. Ubóstwo sprawia, że ludzie coraz częściej spoglądają w stronę rozwijającej się, demokratycznej Ameryki. Liczne statki wiozą więc do nowej ziemi obiecanej licznych, spragnionych dobrobytu Europejczyków. Wiedziona pragnieniem pomocy rodzinie, za ocean udaje się także 18-letnia Elżbieta Hesselblad. Młoda, odważna Szwedka, która jest piątym z trzynaściorga rodzeństwa, czuje wielką odpowiedzialność za swoją rodzinę. Osiada w Nowym Jorku, gdzie w szpitalu na Manhattanie podejmuje pracę pielęgniarki. Jest luteranką, ale ciągle poszukuje właściwej drogi spotkania z Bogiem. Dzięki refleksji intelektualnej i modlitwie, tę z czasem odkrywa w Kościele katolickim. – Była człowiekiem wielkiej wiary. Kiedy odkryła, że ma być katoliczką, przyszła do jezuity o. Hagena i powiedziała: „Chcę być w Kościele katolickim. Nawet gdyby się mnie wyparł papież, ja nie wyprę się Kościoła”. To była twarda kobieta – mówi z charakterystycznym śląskim akcentem s. Laura. Po swoim chrzcie w 1904 r. Elżbieta udaje się do Rzymu. Tam, za specjalnym pozwoleniem papieża Piusa X, przywdziewa habit. Dane jest jej także zamieszkać w miejscu szczególnie bliskim jej sercu – domu św. Brygidy, zajmowanym w tym czasie przez zakon karmelitanek. – Kiedy wchodziła do tego domu, nie była jeszcze zakonnicą. Usłyszała wewnętrzny głos Jezusa: „Chcę, żebyś mi tu służyła” – opowiada s. Karin. 7 lat później Elżbieta zakłada nową gałąź zakonu brygidek. – Przejmuje całą duchowość św. Brygidy. Dodaje jednak do tego otwartość na sprawy dialogu z innymi wyznaniami. To miał być most łączący dwie ukochane przez nią rzeczywistości: stolicę Kościoła – Rzym oraz protestancką Szwecję, jej ojczyznę – wyjaśnia s. Karin.

    Niełatwe początki

    Siostry podkreślają, że Elżbieta mężnie pokonywała wszystkie przeciwności. Dialog z innymi wyznaniami chrześcijańskimi praktycznie wówczas jeszcze nie funkcjonował. A gdy przyjeżdżała do swojej ojczyzny, narażała się na niezliczone szykany. – W latach 30. XX w. siostry w Szwecji musiały się ukrywać. Dzięki św. Elżbiecie sytuacja ta jednak zaczęła się powoli zmieniać. W końcu doprowadziła ona do tego, że po wielu wiekach w luterańskim kościele w Vadstenie, gdzie spoczywa św. Brygida, udało się odprawić pierwszą katolicką Mszę św. – mówi s. Karin. Czas II wojny światowej był dla błogosławionej jeszcze trudniejszy. W piwnicy swojego domu ukrywała mieszkającą w Rzymie od pokoleń żydowską rodzinę oraz... Estończyka, dezertera z Wehrmachtu. Młody żołnierz, patrząc na przykład życia sióstr, przeżył osobiste nawrócenie. Został kapłanem, a dzisiaj posługuje siostrom brygidkom w ich klasztorze w Tallinie.

    Dostosować się do potrzeb

    Elżbieta zmarła w 1957 roku, w opinii świętości. Dzisiaj jej duchowe córki pracują na niemal wszystkich kontynentach. Mimo ogólnoświatowej tendencji nie narzekają także na brak powołań. Wśród zakonnic są m.in. trzy parafianki gdańskiego kościoła św. Brygidy i jedna nowicjuszka z parafii katedralnej. – Od 80 lat prowadzimy misje w Indiach, mamy domy w całej Skandynawii, udało się nam otworzyć nawet placówki na komunistycznej Kubie. Co ciekawe, stamtąd także mamy powołania – mówi s. Karin. Siostry rodzaj swojej posługi dostosowują do potrzeb lokalnej społeczności. W krajach misyjnych, gdzie jest to konieczne, katechizują. W innych oddają się wyłącznie modlitwie oraz służbie dialogowi międzyreligijnemu. Prowadzą – podobnie jak w Gdańsku – domy oferujące miejsca noclegowe oraz ośrodki opieki. – Święta matka Elżbieta wprowadziła zasadę, że klauzurę mamy mieć w sercu, ale musimy wychodzić z Bogiem do ludzi. Jej największym pragnieniem było ofiarowanie się na wyłączną służbę Bogu. Śpiewamy więc cały brewiarz. Modlitwę na chwałę Boga łączymy z posługiwaniem, którego wymagają okoliczności – mówi s. Karin. Zarówno postać św. Brygidy, jak i bł. Elżbiety Hesselblad sprawiają, że zakon dobrze odbierany jest w krajach skandynawskich. – Postrzegają nas jako część swojego dziedzictwa. W Szwecji stworzono nawet fundację, związek luteranów żyjących w duchowości św. Brygidy – podkreśla przełożona.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół