• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Czarna legenda

    Jan Hlebowicz

    |

    Gość Gdański 28/2016

    dodane 07.07.2016 00:00

    W PRL nazywani byli bandytami, zdrajcami, mordercami i zbrodniarzami..

    Przy jednej z głównych arterii Gdańska odsłonięty został mural z wizerunkami bohaterów z 5. Wileńskiej Brygady Armii Krajowej. Niemal w tym samym czasie na Kociewiu i Kaszubach zakończył się adresowany do młodzieży pieszy rajd szlakiem żołnierzy mjr. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki”. Coraz częściej tego typu patriotycznym inicjatywom towarzyszą jednak głosy protestu i niezadowolenia. „To żaden bohater, tylko zwykły zbrodniarz wojenny” – takie komentarze to jedne z najłagodniejszych, które można przeczytać. Na Facebooku powstał nawet specjalny profil nawołujący do nieoddawania czci oddziałowi „Łupaszki”. Czy oskarżenia wysuwane pod adresem żołnierzy niezłomnych z 5. Wileńskiej Brygady AK znajdują potwierdzenie w historii?

    Głęboko zakorzenione wśród kociewskiej i kaszubskiej ludności kłamstwa propagandy PRL o „zbrodniczej działalności” łupaszkowców od kilkunastu lat prostuje prof. Piotr Niwiński, historyk i politolog z Uniwersytetu Gdańskiego. – 5. Wileńska Brygada AK, zwana także „Brygadą Śmierci”, przybyła na Pomorze jesienią 1945 r. Jej zadaniem była ochrona ludności przed pospolitym bandytyzmem i terrorem nowej, komunistycznej administracji – wyjaśnia badacz. Po wejściu do miejscowości żołnierze „Łupaszki” rozbrajali posterunek milicji i pytali mieszkańców, czy funkcjonariusze godnie wypełniają swoje obowiązki. – Milicjanci nadużywający swojej władzy w większości przypadków karani byli 20 wyciorami na goły tyłek w obecności całej wsi. W ekstremalnych sytuacjach, jeśli funkcjonariusz wykazywał się szczególną brutalnością wobec miejscowych, był rozstrzeliwany – mówi prof. Niwiński.

    Pewnego razu w jednym z posterunków MO... dozbrojono milicjantów, bo mieli stare karabiny i mało amunicji. Dlaczego? Bo ludzie wypowiadali się o nich wyłącznie pozytywnie. Przez rok działalności 5. Brygady na Pomorzu w wyniku działań partyzantów zginęło 39 osób, w tym 6 żołnierzy Armii Czerwonej, 2 politruków z NKWD, 2 milicjantów i zaledwie 2 cywili – donosicieli UB. Pozostali zabici byli funkcjonariuszami bezpieki. Mimo to propaganda komunistyczna przypisywała podkomendnym „Łupaszki” napady, rabunki, pobicia, a nawet morderstwa na miejscowej ludności. – Z zebranych przez historyków materiałów wynika niezbicie, że zarzuty te są bezpodstawne – podkreśla prof. Niwiński. – Podkomendni „Łupaszki” chodzili w mundurach często z przypiętymi ryngrafami z Matką Boską Ostrobramską, rozumieli, czym jest etos żołnierski. Nie gwałcili, nie kradli, a nawet nie przeklinali w obecności swoich chlebodawców – dodaje. Często dawali także świadectwo swojej religijności, rozpoczynając i kończąc dzień modlitwą.

    Wbrew propagandzie PRL, ludność bardzo dobrze przyjęła łupaszkowców. – Ludzie dawali schronienie żołnierzom, pomagali zdobywać leki, dzielili się żywnością – zaznacza prof. Niwiński. Zarzuty wobec postawy majora Szendzielarza i jego podkomendnych dotyczą także działań oddziału na Litwie. Chodzi o akcję odwetową 5. Brygady AK za zbrodnię w Glinciszkach (gdzie Litwini wymordowali wszystkich polskich mieszkańców, niezależnie od wieku i płci). Zdaniem dr. Pawła Rokickiego, ofiarami odwetu łupaszkowców padło 68 osób narodowości litewskiej, przede wszystkim kobiet i dzieci (ok. 75 proc. wszystkich zabitych). Badacz określa działania żołnierzy „Łupaszki” mianem zbrodni wojennej na ludności cywilnej, a odpowiedzialność za nią przypisuje dowódcy.

    Z tezą Rokickiego nie zgadza się dr Kazimierz Krajewski. „Dokument rozkazu podjęcia działań odwetowych wobec Litwinów (...) nie zachował się. Jest wielce wątpliwe, że »Łupaszka« nakazał zabijanie kobiet i dzieci. Dodajmy, że nigdy – ani wcześniej, ani później – rozkazów tego rodzaju »Łupaszka« nie wydał” – twierdzi naukowiec. Podobnego zdania jest dr Karol Nawrocki, naczelnik Oddziałowego Biura Edukacji Publicznej w Gdańsku. – Nazywanie majora „Łupaszki” ludobójcą czy zbrodniarzem wojennym jest niegodnym nadużyciem. Cała jego działalność pokazuje wyraźnie, jak ściśle przestrzegał wojskowej dyscypliny i jak ważny był dla niego kodeks honorowy polskiego żołnierza. Nikt nigdy nie udowodnił, by Zygmunt Szendzielarz wydał rozkaz mordowania ludności cywilnej – podkreśla historyk.

    W niedalekiej przyszłości major „Łupaszka” i inni żołnierze wyklęci doczekają się kolejnego, najważniejszego upamiętnienia. Liczący 3 m wysokości i ważący ok. 30 ton pomnik stanie w pobliżu cmentarza garnizonowego, gdzie odnalezione zostały szczątki Danuty Siedzikówny „Inki”. Na pomniku autorstwa prof. Macieja Świeszewskiego znajdą się wizerunek młodego żołnierza oraz część informacyjna. – Głównie dzięki Światowemu Związkowi Żołnierzy AK oraz przy wsparciu ludzi dobrej woli zgromadziliśmy już większość pieniędzy (70 ze 100 potrzebnych tys. zł). Wciąż jednak apelujemy o wsparcie naszej inicjatywy – mówi dr Nawrocki. – Bardzo zależy nam na czasie. Chcemy, by odsłonili go żyjący na Pomorzu żołnierze niezłomni – podkreśla Anna Kołakowska, przewodnicząca społecznego komitetu budowy pomnika. – Niestety, z roku na rok jest ich wśród nas coraz mniej.

    Postaw pomnik!

    By rozpocząć budowę pomnika Żołnierzy Wyklętych, potrzebne jest jeszcze 30 tys. zł. Pieniądze można wpłacać na konto Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej: 17 1750 0012 0000 0000 2268 4531. Z dopiskiem: „Na pomnik”.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół