• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Bohaterki z piętnem strachu

    Jan Hlebowicz

    |

    Gość Gdański 32/2016

    dodane 04.08.2016 00:00

    – Przez lata o swoim spotkaniu z „Inką” opowiadały szeptem i i tylko najbliższym. Bały się. Najwyższy czas, by historia upomniała się o siostry Mikołajewskie – mówi prof. Piotr Niwiński.

    Gdańsk-Wrzeszcz, ulica Wróblewskiego 7. Niewielki, ceglany szeregowy dom. Na czarno-białym zdjęciu budynek sprzed 70 lat niewiele różni się od współczesnego. Zniknął jedynie bluszcz pokrywający front domu. Jest jeszcze jeden nowy szczegół. Nieduża, pamiątkowa tablica z niezwykłą opowieścią...

    Tylko mnie nie całuj

    20 lipca 1946 r. Sporo po północy. Przy stole siedzą trzy młode kobiety. Wszystkie ubrane w letnie sukienki. Jedna, o ciemnych włosach, wyraźnie młodsza, uczy pozostałe słów piosenki: „A jeśli bzy już będą, to bzów mi przynieś kiść i tylko mnie nie całuj i nie broń, nie broń iść. Bo choć mi wrosłaś w serce, karabin w ramię wrósł i ciebie z karabinem do końca będę niósł”. Po chwili wszystkie śpiewają już razem. Kolejne pieśni przeplatają partyzanckimi historiami. Z wypiekami na twarzach opowiadają o swoich „chłopcach”. Nie wiedzą, że dom od kilku godzin obserwowany jest przez funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa. Mijają kolejne godziny. Trochę się zasiedziały. „To już 3.30?” – pyta zdziwiona jedna z nich. Dziewczyny planują zaśpiewać ostatnią zwrotkę i położyć się spać. W tym momencie ubecy wyważają drzwi i wbiegają do środka. Aresztują tylko najmłodszą. Dobrze ją znamy. To Danuta Siedzikówna, pseudonim „Inka”. 17-letnia sanitariuszka i łączniczka legendarnego „Łupaszki”. Jednak mało, a właściwie nic nie wiemy o postaciach drugoplanowych tej opowieści. Kim są pozostałe młode kobiety? Dlaczego Danusia spotkała się z nimi właśnie w tym domu? Jakie były ich dalsze losy?

    Przekażcie mojej babci, że...

    Siostry Helena i Jadwiga Mikołajewskie, urodzone w pierwszej połowie lat 20. XX wieku, już nie żyją. Jednak ich wspomnienia przetrwały do dzisiaj. Zostały skrupulatnie spisane przez wnuki obu kobiet. – W domu przy Wróblewskiego 7 mieszkały nasze babcie wraz ze swoją mamą, czyli naszą prababcią Bronią. Był to tzw. lokal kontaktowy dla wileńskich partyzantów działających na Pomorzu od 1945 r. – wyjaśniają Zofia Tatarek, wnuczka Jadwigi, i Agnieszka Marszk, wnuczka Heleny. Kiedy ubecy wyprowadzili „Inkę”, siostry Mikołajewskie gorączkowo zaczęły niszczyć zdjęcia i inne materiały konspiracyjne. Nie chciały, by doszło do wsypy. – W ogródku przed domem zakopały broń. Czy należała do nich? Czy może do któregoś z żołnierzy? Tego nie wiemy. Na szczęście zdążyły ze wszystkim, bo po kilku godzinach od aresztowania Danusi funkcjonariusze UB wrócili również po nie – mówią wnuczki. Obie kobiety trafiły do tego samego więzienia, co „Inka”. – Zanim zostały wypuszczone, babcia Helena widziała jeszcze raz Danutę. Zapamiętała jej siną od bicia twarz. Wówczas, a było to około tygodnia po aresztowaniu, skatowana „Inka” stanęła w zakratowanym oknie i położyła porozumiewawczo palec na ustach. Tym gestem zakomunikowała, że niczego nie zdradziła przesłuchującym ją ubekom – zaznacza Agnieszka. W pożegnalnym, dzisiaj słynnym już grypsie Danka napisała: „Jest mi smutno, że muszę umierać. Powiedzcie mojej babci, że zachowałam się jak trzeba”. Ta wiadomość, przekazana siostrom Mikołajewskim, nie zachowała się. Została szybko zniszczona, bo tego wymagały zasady konspiracji. – Jednak treść grypsu babcie dobrze zapamiętały i po wyjściu z aresztu przekazały rodzinie „Inki” – mówi Agnieszka.

    Dziecięcy wózek pełen broni

    Helena i Jadwiga urodziły się w Wilnie. Wychowane zostały w religijnej i patriotycznej atmosferze. Ich tata Karol był legionistą. Walczył w I wojnie światowej i wojnie polsko-bolszewickiej. Mama Bronisława najprawdopodobniej służyła jako sanitariuszka. – Na ścianie ich domu wisiał krzyż, portrety prezydenta Mościckiego i marszałka Piłsudskiego, nazywanego „Dziadkiem” – mówi Zofia. Wilno w opowieściach sióstr Mikołajewskich jawiło się jako raj na ziemi, tygiel kultur i społeczności pozostających ze sobą w przyjaznej koegzystencji. – I pewnie tak rzeczywiście było. Babcie często opowiadały o wspólnych zabawach z litewskimi czy żydowskimi dziećmi – podkreśla Zofia. Niemal od urodzenia były bardzo muzykalne. Siostry razem z bratem Lolkiem grą na instrumentach i śpiewem uświetniały każdą rodzinną uroczystość. – Pasją do muzyki zaraził ich ojciec. Później, w czasie, gdy przebywały w stalinowskim więzieniu, ta miłość do śpiewu... uratowała im życie – zaznacza Agnieszka. Helena i Jadwiga w 1934 r. wstąpiły do pionu żeńskiego Związku Harcerstwa Polskiego. 5 lat później zostały skierowane jako pluton Szarych Szeregów na praktykę bojową do 3. Brygady Szczerbca, zasilając szeregi AK. Uczestniczyły w szkoleniach, patrolach i na ochotnika w działaniach partyzanckich. – Do dziś pamiętam opowieść babć o przewożeniu karabinów i granatów w... dziecięcych wózkach – mówią wnuczki. Helena pod pseudonimem konspiracyjnym „Sława” i Jadwiga pod pseudonimem „Jagoda” pełniły także funkcje łączniczek i sanitariuszek. Po operacji „Ostra Brama” i zdradzie wojsk sowieckich grupa akowska sióstr Mikołajewskich została okrążona w lesie. – Babcie zdecydowały się na ucieczkę. Rzuciły się biegiem w las. Dotarły do jednego z budynków. Do środka wpuściła je mieszkająca tam kobieta, chociaż ukrywanie partyzantów groziło śmiercią. Kiedy grupa pościgowa dotarła do tego domu, gospodyni tłumaczyła, że pod kołdrą leżą jej chore córki. Babcie leżały pod przykryciem z zamkniętymi oczyma, obawiając się gwałtu. Na szczęście wyszły cało z opresji – opowiadają Agnieszka i Zofia.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół