• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Kolejka do policjanta

    ks. Rafał Starkowicz

    |

    Gość Gdański 33/2016

    dodane 11.08.2016 00:00

    – Jestem przekonany, że ŚDM ugruntują pozytywne spojrzenie na polską policję – mówi nadkom. Marcin Czepukojć z Wydziału Prewencji i Ruchu Drogowego KWP w Gdańsku.

    Zaraz po zakończeniu ŚDM w internecie zaczęły pojawiać się filmiki ukazujące przyjazny stosunek pielgrzymów do zabezpieczających spotkanie policjantów. Wśród przybyłych do Krakowa jednostek znalazło się także kilkuset funkcjonariuszy z pomorskiej policji. Z samej drogówki na spotkanie młodych z papieżem pojechało ich 90. – Można powiedzieć, że byliśmy na pierwszej linii, w nieustannym kontakcie z pielgrzymami. Obstawialiśmy także całą trasę przejazdu papieża – opowiada nadkom. Czepukojć.

    Dobry na wszystko

    Asp. sztab. Tomasz Trzosek z Wydziału Ruchu Drogowego KMP w Gdańsku do pracy przy ŚDM zgłosił się na ochotnika. Wcześniej zabezpieczał warszawski szczyt NATO. – Byłem tam z własnej woli. Jestem otwarty na nowe wyzwania i doświadczenia. Chciałem uczestniczyć w tym wydarzeniu. W końcu taka uroczystość nie odbywa się codziennie – mówi policjant. Jak dodaje, służba podczas ŚDM wymagała od policjantów ogromnego wysiłku. – Dwie pierwsze służby były 12-godzinne tylko z nazwy. Naprawdę trwały po 18 godzin. Nikt jednak z tego powodu nie narzekał. Czasem tak jest, że służby się przedłużają. To prawda, że brakowało trochę czasu na sen. Jednak po dwóch dniach organizm potrafi przyzwyczaić się do takich warunków – dodaje. Podczas ŚDM dowodził m.in. grupą zabezpieczającą ruch pielgrzymów przybywających na spotkania w podkrakowskich Brzegach. Nie zabrakło tu także miejscowego kolorytu. Policyjne odprawy odbywały się w... Kopalni Soli w Wieliczce. Jak opowiada T. Trzosek, służba funkcjonariuszy nie ograniczała się jedynie do kierowania ruchem. Kiedy była taka potrzeba, pomagali pielgrzymom we wszystkich możliwych sytuacjach. – Dobrze, że wcześniej gruntownie poznaliśmy plany Krakowa. Wskazywaliśmy więc drogę, pomagaliśmy pielgrzymom w dotarciu na noclegi. Czasami musieliśmy odpalać nawigację w swoich telefonach, by odnaleźć jakieś mniejsze ulice. Gorzej było z numerami tramwajów, ale i z tym dawaliśmy radę. Nie jestem poliglotą, ale po pierwszych dwóch nocach spędzonych na krakowskich ulicach zacząłem mówić w 8 językach – śmieje się T. Trzosek.

    Uwaga, szef jedzie

    Policjanci podkreślają, że na każdym kroku spotykali się z życzliwością pielgrzymów. – Praktycznie cały czas nas pozdrawiano. Przodowali w tym przede wszystkim zagraniczni pielgrzymi. Kiedy włączaliśmy sygnały, zawsze towarzyszył nam aplauz – wspomina nadkom. Czepukojć. Podkreśla także wielkie zdyscyplinowanie uczestników spotkania. Zabezpieczający imprezy funkcjonariusze nie zawsze spotykają się z takim zachowaniem. – Tu widzieliśmy samych uśmiechniętych i życzliwych ludzi. Kiedy dość długo stałem na jednym ze skrzyżowań w centrum Krakowa, zauważyłem, że z obleganego przez młodzież całodobowego sklepu spożywczego nikt nie wychodził z alkoholem – zaznacza asp. sztab. Trzosek. Nie obyło się też bez sytuacji budzących uśmiech. – Pewien ksiądz bardzo chciał, żebym go przepuścił. Wiózł jakieś paczki żywnościowe do miejsca, gdzie rozdawano je pielgrzymom. Twierdził, że naprawdę musi przejechać. Podszedłem bliżej i powiedziałem: „Proszę księdza... W tej chwili nie może ksiądz przejechać. Za kilkadziesiąt sekund będzie tędy jechał księdza szef” – opowiada T. Trzosek. – „Oczywiście. W takim razie mogę poczekać. Właściwie to już się nie spieszę” – odpowiedział ksiądz.

    Profesjonalizm i cuda

    Czy swoją służbę przeżywali jako okazję do spotkania z papieżem? – Emocje na pewno w jakimś stopniu się nam udzielały. Ale przecież nie mogliśmy im ulegać, tylko precyzyjnie realizować swoje zadania. Fajnie jest przejechać pod oknem papieża, ale to nie może rzutować na naszą pracę. Naszym zadaniem była dbałość o bezpieczeństwo pielgrzymów – podkreśla nakom. Czepukojć. Profesjonalizmowi towarzyszyły jednak szczęśliwe sploty okoliczności. – Podszedł do mnie załamany pielgrzym, mówiąc, że zostawił portfel w taksówce. Był przekonany, że już go nie odzyska. Miał ze sobą paragon. Zaczęliśmy więc ustalać, jaką taksówką jechał. Podczas naszej rozmowy zadzwonił jego telefon. Okazało się, że do tej samej taksówki w zupełnie innej części miasta chwilę później wsiadł jego kolega. Znalazł portfel, rozpoznał go i zadzwonił. Taki zbieg okoliczności przy 2 mln pielgrzymów wydaje się niemożliwością – śmieje się asp. sztab. Trzosek. – Innym razem ktoś przyniósł nam znalezione kluczyki od samochodu bardzo popularnej marki. Funkcjonariusze jeszcze przed oddaniem kluczyków do policyjnego depozytu postanowili sprawdzić, czy nie natrafią gdzieś na właściwe auto. Samochód mógł stać wszędzie. Wybrali ulicę, podjechali do pierwszego, nacisnęli przycisk w pilocie i... zadziałało. Zatrzymali się więc obok tego auta, włączyli syreny. Po chwili zjawił się Francuz, do którego auto należało. Był bardzo wdzięczny za pomoc – opowiada. Policjanci zgodnie podkreślają, że krzepi ich postawa spotkanych podczas służby młodych ludzi. A wyrażana przez nich wdzięczność jest dla nich najlepszą zapłatą za podjęty trud.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół