• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Nasze na zawsze

    Justyna Liptak

    |

    Gość Gdański 41/2016

    dodane 06.10.2016 00:00

    – Dla mnie to nigdy nie był płód albo zarodek. To zawsze były dzieci, na które czekałam i które kochałam od samego początku – mówi Dorota Rodziewicz.

    Wkorytarzu czeka szczupła blondynka z 16-miesięcznym Wojtkiem na rękach. Jest uśmiechnięta, ale na samo wspomnienie trojga utraconych dzieci w jej oczach pojawiają się łzy. – Mięło tyle lat, a ja nadal bez emocji nie potrafię o tym mówić. Bo zastanawiam się, jak by te nasze dzieci wyglądały... Czy byłyby bardziej podobne do mnie, czy do męża? I jak potoczyłoby się ich życie? – mówi wzruszona. Pierwszą ciążę straciła w październiku 2012 roku.

    – Kiedy dowiedziałam się, że będę mamą, nawet przez myśl mi nie przeszło, że coś może pójść nie tak. Pamiętam, że bardzo się cieszyłam i ta strata była ogromnym ciosem – podkreśla. Kolejna ciąża nie przyniosła pocieszenia. – Dziewczynki, bo były to bliźniaczki, straciłam w 10. tygodniu – mówi. Zdecydowali, że chcą znać płeć dzieci, nadać im imiona i godnie pochować. – Po stracie wiedzieliśmy, że zorganizujemy pogrzeb, że nie tylko nasz Krzyś, ale także Dominika i Weronika zostaną pochowane i będą miały grób, na który zawsze możemy pójść zapalić znicz i się pomodlić. Innej opcji nigdy nie braliśmy pod uwagę, przecież chodziło o nasze dzieci – wspomina. W tym trudnym dla państwa Rodziewiczów czasie z pomocą przyszła Wspólnota Rodziców po Stracie Dziecka. – Przyjaciółka w „Gościu Niedzielnym” znalazła informacje o rekolekcjach organizowanych przez wspólnotę. Zdecydowaliśmy się w nich uczestniczyć i to nam bardzo pomogło, bo spotkaliśmy ludzi, z którymi możemy otwarcie o naszym bólu porozmawiać. Nareszcie przyszły mądre słowa wsparcia, a nie tylko takie, które pewnie w dobrej wierze, ale nieumiejętnie, wypowiadali znajomi: „Nie martw się, będziesz miała jeszcze kolejne dziecko”, albo tak jak w przypadku pierwszego poronienia: „Może lepiej, że na początku, bo później matka bardziej się przywiązuje” – mówi. Jedną z założycielek Wspólnoty Rodziców po Stracie Dziecka jest Dorota Wiśniewska, mama Kamila. – Miał 13 lat, kiedy zmarł. Szukałam dla siebie pomocy, znalazłam ją wśród innych „osieroconych” rodziców i tak małymi krokami powstała wspólnota – wyjaśnia. Co dwa miesiące spotykają się na Eucharystii, a dwa razy w roku w domach rekolekcyjnych archidiecezji gdańskiej organizują rekolekcje dla rodziców po stracie z całej Polski. Wspólnota oferuje wsparcie kapłana, psychologa, psychiatry. – Otaczamy opieką wszystkich rodziców, niezależnie od tego, czy mierzą się ze stratą potomstwa w wyniku poronienia, śmierci okołoporodowej, czy też po odejściu starszego już dziecka. W czasie rekolekcji uczestnicy mogą wypowiedzieć to, z czym się borykają, co bardzo pomaga w przeżywaniu żałoby – uważa D. Wiśniewska. W sobotę 15 października przypada Dzień Dziecka Utraconego. Tego dnia Wspólnota Rodziców po Stracie Dziecka, działająca w ramach Duszpasterstwa Rodzin Archidiecezji Gdańskiej, zaprasza „osieroconych” rodziców do udziału we Mszy św. o godz. 15, która odbędzie się w parafii Matki Bożej Fatimskiej w Gdańsku-Żabiance.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół