• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • To tylko trzy minuty

    Justyna Liptak

    |

    Gość Gdański 42/2016

    dodane 13.10.2016 00:00

    W archidiecezji gdańskiej codziennie w tę inicjatywę włącza się ok. 25 tys. osób. Uzbrojeni w różańce i koronki są najlepszym przykładem, że modlitwa na paciorkach jest wciąż żywa.

    Zadzwonili do mnie ze szpitala, babcia przeszła bardzo ciężką operacje, której – według lekarza – miała nie przeżyć. Powiedzieli, że to był cud, że nadal jest z nami. Pamiętam, że razem z kolegą byłam na stacji benzynowej. Zapytałam tylko: „Wierzysz?”. Powiedział, że tak. „To odmów ze mną teraz dziesiątkę Różańca, bo babcia żyje”. I tak jak staliśmy, zaczęliśmy się modlić – wspomina Anita, mieszkanka Gdańska.

    Różańcowe paciorki

    Anita wierzy, że modlitwa na paciorkach uratowała jej babcię niejednokrotnie. – Kiedy dowiedziałam się o jej ciężkim stanie, pierwsze, co zrobiłam, to wygrzebałam z szuflady różaniec. Celowo mówię, że „wygrzebałam”, bo nie był w ciągłym użyciu – podkreśla. Obecnie koronkę ma zawsze przy sobie.

    – Doświadczyłam ogromnej łaski ze strony Matki Bożej i wiem, że te przesuwane pod palcami paciorki mają niesamowitą moc – mówi. Na różańcu woli modlić się w samotności. – Kiedy jadę do pracy, czekam na przystanku albo mam po prostu wolną chwilę. To jest mój prywatny czas na rozmowę z Maryją, Jej Synem i Bogiem – mówi kobieta. Tomasz Połujan na paciorkach modli się od ponad 30 lat. Należy do męskiej róży Żywego Różańca. – Początkowo zastanawiałem się, czy podołam. W końcu codziennie trzeba odmówić całą dziesiątkę – mówi mężczyzna. Okazało się, że cała dziesiątka zajmuje dosłownie kilka minut. – Ta modlitwa to nic trudnego. A liczba łask, które można wyprosić, wprawia w osłupienie – dodaje. Aniela Tułodziecka wspomina, że kiedy spodziewała się dziecka, lekarz powiedział, iż ciąża jest zagrożona. – Zawierzyłam wtedy swoje życie Bogu. Jeszcze nie poprzez Różaniec, ale zobowiązałam się do modlitwy – wspomina. Dziecko urodziło się zdrowe, ale pani Aniela w modlitwie nie ustała. – Pamiętam, że proszono mnie, żebym włączyła się w Żywy Różaniec, ale uznałam, że oddając Bogu modlitwę za zdrowie mojego syna, mogę nie mieć czasu na „dodatkowe” zobowiązania, bo wmówiłam sobie, że Różaniec zajmuje bardzo dużo czasu – mówi. Obecnie jest zelatorką róży Matki Bożej Fatimskiej w parafii Niepokalanego Poczęcia NMP w Gdańsku. – Koleżanka zapytała mnie, „czy nie chciałabym się opiekować misjonarzem”. Uznałam, że w ten sposób mogę odwdzięczyć się Bogu za życie mojego syna i zaczęłam się modlić – podkreśla. Obecnie pani Aniela po Różaniec sięga codziennie. – „Omadlam” już nie tylko swoich najbliższych, ale staram się w modlitwie ująć możliwie jak największą liczbę intencji – podkreśla. Dla kobiety brak różańca albo koronki nie jest wymówką. – Mam przecież palce, dlatego modlić się mogę wszędzie i o każdej porze – uśmiecha się.

    Żywy, znaczy jaki?

    – Taki codzienny, odmawiamy przez ludzi szukających w modlitwie wsparcia, umocnienia i pomocy – mówi ks. Piotr Dobek, archidiecezjalny duszpasterz Żywego Różańca. Ale czy odmówienie dziesiątka wystarczy? – I w tym momencie przychodzi odpowiedź na pytanie, czym są koła Żywego Różańca. To wspólnoty ludzi, którzy zadeklarowali, że codziennie we własnym zakresie odmówią jedną dziesiątkę. A że w róży jest 20 osób, to sprawia, że każdego dnia Różaniec odmawiany jest cały – wyjaśnia ks. Dobek. Obecnie w archidiecezji gdańskiej w kołach Żywego Różańca modli się codziennie ok. 25 tys. osób. – To naprawdę spora liczba. Wbrew pozorom modlą się też młodzi, chociaż ci najczęściej wybierają Różaniec Rodziców za Dzieci, gdzie mogą otoczyć opieką wszystkie pociechy – podkreśla duszpasterz. Ksiądz Dobek zachęca, aby po różaniec sięgać w każdej wolnej chwili. – Ta modlitwa daje dystans do tego zwariowanego świata. Nawet jeżeli początkowo nie widzimy sensu w ciągłym powtarzaniu tych samych słów, to po jakimś czasie zaczynamy widzieć, co jest istotą tej modlitwy – rozważanie najważniejszych wydarzeń z życia Chrystusa i Maryi, które doprowadzają nas do zbawienia – podkreśla. Duszpasterz przestrzega jednak, aby nie traktować różańca jak amuletu. – Zawieszanie go na lusterku w samochodzie przed niczym nas nie ochroni. Różaniec swoją moc zyskuje dopiero w momencie, kiedy weźmiemy go do ręki i zaczniemy się modlić. Inaczej pozostanie tylko przedmiotem, a nie autentycznym modlitewnym narzędziem. I też nie wykonanie różańca ze złota czy kryształów przyniesie powodzenie w wypraszaniu łask. Bo najważniejsze, aby paciorki „rozgrzewane” były naszą modlitwą – wtedy są najpiękniejsze i najbardziej drogocenne – podkreśla duszpasterz.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół