• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Tajemnicza pani Tietz i siostry boromeuszki

    Jan Hlebowicz

    |

    Gość Gdański 42/2016

    dodane 13.10.2016 00:00

    – Kiedy rozpoczęłam poszukiwania w archiwach, byłam przekonana, że nie znajdę nic interesującego. Pomyliłam się – mówi Anna Dymek.

    Zupełną nowością na rynku wydawniczym jest przewodnik po kościele parafialnym Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny w Gdańsku. Ta niewielka objętościowo publikacja kryje w sobie bogatą treść. Opowiada o gdańskiej świątyni pozostającej w cieniu znanych na całą Europę budowli sakralnych, takich jak bazylika Mariacka czy kościół św. Katarzyny, i pewnie z tego powodu pomijanej w turystycznych informatorach. Autorka, sięgając do niepublikowanych dotychczas dokumentów (pochodzących m.in. z archiwum archidiecezji gdańskiej), opisuje początki neogotyckiego kościoła wybudowanego na Dolnym Mieście. Sięgają one połowy XIX w. i wiążą się z powstaniem szpitala.

    – W tamtych czasach gdańscy protestanci mieli wiele podobnych placówek, a katolicy ani jednej. Pojawiła się więc idea, aby taką założyć – tłumaczy A. Dymek, historyk, pracownik pionu archiwalnego gdańskiego oddziału IPN.

    Zalążkiem szpitala był dwór przy ul. Łąkowej, przez lata pełniący funkcję rezydencji znanego rodu Uphagenów. Budynek wraz z przylegającym ogrodem został ostatecznie przekazany na cele szpitalne. Zbierano pieniądze, kompletowano wymagane pozwolenia. W 1852 r. sprowadzono także z niemieckiego Trewiru siostry boromeuszki, które odtąd miały pracować w szpitalu. Po roku intensywnych prac dwór zaadaptowano do nowej roli. Szpital Mariacki został uroczyście otwarty 19 marca 1853 r. przez biskupa chełmińskiego Anastazego Sedlaga. W tym czasie w mieście szalała epidemia cholery, a w środku placówki stanęły zaledwie 24 łóżka dla chorych. To niewiele jak na 16-tysięczną wspólnotę katolików w Gdańsku. – Jednak dzięki niezwykłej aktywności, pracowitości pomysłowości sióstr boromeuszek placówka już na początku zaczęła się rozrastać – wyjaśnia autorka.

    Najpierw powstało skrzydło przylegające do Dworu Uphagenów. Następnie wznoszono coraz wyższe i okazalsze budynki wzdłuż dzisiejszej ul. Kieturakisa. – Szpital był bardzo nowoczesny i sprawnie prowadzony. To niewątpliwa zasługa zakonnic – podkreśla A. Dymek. Katolicki szpital nie mógł obyć się bez własnej kaplicy. Pierwsza, bardzo skromna, powstała w jednym z pomieszczeń budynku szpitalnego. Kaplica, mieszcząca jedynie pacjentów i posługujące w szpitalu zakonnice, wkrótce zaczęła pękać w szwach. – Katolicy na Dolnym Mieście do najbliższej świątyni, czyli kościoła św. Mikołaja albo kaplicy Królewskiej, musieli iść spory kawał drogi. Część zaczęła przychodzić na nabożeństwa do szpitala. A ówczesna kapliczka szybko stała się zbyt mała, by wszystkich pomieścić. Zapadła więc decyzja o stworzeniu osobnego, przestronnego obiektu sakralnego – tłumaczy autorka.

     Budowa niewielkiej, neogotyckiej kaplicy została ukończona w 1860 roku. Ówczesny budynek mierzył ok. 18 m długości i 8 m szerokości. Posiadał jedną nawę oraz wieżę, w której umieszczono dzwony. Po ponad 30 latach obiekt znacznie rozbudowano, tak że mógł pomieścić ok. 500 osób. Autorka opisuje nie tylko kolejne etapy budowy zabytkowego kościoła, ale także przywołuje najważniejsze postaci z nim związane. Wśród nich jest wyjątkowa kobieta, Felicitas Tietz, nazywana „aniołem Dolnego Miasta”. Ta protestantka, która dokonała konwersji na katolicyzm, pomimo słabego zdrowia z wielkim poświęceniem przemierzała Europę, aby zdobyć pieniądze na budowę i wyposażenie kaplicy oraz szpitala. W ciągu paru lat zebrała dary o wartości ponad 10 tys. talarów. Dzięki wstawiennictwu cesarzowej Austrii przywiozła z Wiednia klejnoty, które posłużyły do sporządzenia pięknej monstrancji (zachowanej do dziś). Z kolei na prywatnej audiencji otrzymała od papieża Piusa IX kamień węgielny z rzymskich katakumb. Został on wmurowany w ściany kaplicy. Także słynni na całą Europę malarze Overbeck i Veit ofiarowali dla gdańskiego kościoła swoje obrazy. Felicitas Tietz zniknęła równie tajemniczo, jak się pojawiła: w 1858 roku. Udała się do Ameryki i... ślad po niej zaginął. Przewodnik – pokłosie archiwistycznej pracy A. Dymek – wypełnia kolejną białą plamę na mapie dziejów nadmotławskiego grodu. Publikacja w oryginalny sposób porusza interesujące losy nieco zapomnianego przez gdańszczan kościoła. To pozycja obowiązkowa dla wszystkich miłośników historii Pomorza.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół