• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Wróciłem tylko na chwilę

    Ks. Rafał Starkowicz

    |

    Gość Gdański 44/2016

    dodane 27.10.2016 00:00

    O swoich doświadczeniach podczas dwóch miesięcy śpiączki, życiu wiecznym i o tym, dlaczego w życiu chrześcijanina nie ma miejsca na rozpacz po stracie bliskich, mówi Andrzej Duffek, kibic gdańskiej Lechii i były działacz Federacji Młodzieży Walczącej.

    Ks. Rafał Starkowicz: Kilka dni temu na festiwalu w Niepokalanowie nagrodzono książkę i film opowiadające o Twoich doświadczeniach podczas dwumiesięcznej śpiączki...

    Andrzej Duffek: W życiu nie ma przypadków. Chyba że tak na drugie imię ma Duch Święty. Gdybym mógł, zaprosiłbym was wszystkich na te sanki, żebyście obejrzeli wypadek i to wszystko, czego wówczas doświadczyłem.

    Co możesz powiedzieć o Twoich doświadczeniach z tamtego czasu?

    One opisane są w książce „Po drugiej stronie życia”. Chcę tylko powiedzieć, że w pierwszej chwili modliłem się, żeby wrócić do życia. Chciałem wychować syna, rozliczyć się..., ale kiedy doświadczyłem usprawiedliwiającej miłości Boga, wszystko się zmieniło. Później jeszcze, widząc rozpacz bliskich, chciałem wrócić na chwilę. Nie po to, by tu pozostać, ale by powiedzieć im, żeby się nie martwili...

    Nawet w życiu ludzi, którzy uważają się za wierzących, w momencie śmierci kogoś z bliskich pojawia się rozpacz...

    Jeżeli wierzymy, nie ma co rozpaczać. Człowiek bombardowany zmysłami nie jest w stanie pojąć tego, dokąd zmierza. Jeżeli wszystko, co postrzega i co jest w stanie sobie wyobrazić, zamyka się w tym ziemskim wymiarze, to drugi człowiek może stać się całym światem. On nie rozumie wówczas tego, że to życie tutaj jest tylko krótką chwilą. Tęsknota natomiast jest rzeczą oczywistą. To w pewien sposób naturalne. Tęskni się przecież nawet za kimś, kto wyjeżdża. Ale Bóg zabiera ludzi wówczas, gdy są najbliżej Niego. Gdy są najbardziej uświęceni. Tak było także z moim bratem, który Bogu ofiarował swoje życie w zamian za moje ocalenie. Powiedziałem swoim bliskim, że jeżeli odejdę po przyjęciu sakramentów, mają się cieszyć i świętować.

    Śmierć jest wydarzeniem radosnym?

    Śmierci nie ma. Jest tylko obumieranie ciała. Ale trzeba pamiętać, że rzeczywistość, jakiej doświadczać będziemy w wieczności, budujemy tak naprawdę teraz. Jeżeli mówimy o życiu wiecznym, powinniśmy najpierw spojrzeć na nasze życie doczesne. Na te krótkie chwile. Nazywam to „piętnaście sekund”, bo tak odczułem czas, w którym moje życie było oceniane. Kiedy przelatywało mi ono przed oczami. Ta wycena odnosiła się wyłącznie do moich intencji. Do tego, jakich wyborów dokonywałem. Nie efektów, bo te są konsekwencją Bożej wszechmocy. One do nas nie należą. Naszą rzeczą są akt woli i cierpliwe starania.

    Mamy się bać Bożego sądu?

    Możemy obawiać się tylko jednego. Tego, że jeżeli nie odwołamy się do Bożego miłosierdzia, będzie tak, jak to zostało napisane w Piśmie Świętym: „Jaką miarą mierzyliście, taką będzie wam odmierzone”. Nikt nie wejdzie do nieba inaczej, jak tylko przez odkupieńczą łaskę i moc ofiary Jezusa. Możemy się bać tego, że nie zawołamy: „Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!”. Podczas osądu mojego życia, moich intencji, z którymi podejmowałem działania, przez chwilę miałem doświadczenie palenia żywym ogniem. To było jak jedna sekunda. Ta jedna sekunda jest największym cierpieniem, jakiego doświadczyłem w moim życiu. To był tylko moment, a co dopiero cała wieczność. Myślę, że gdybym przeżywał to w ciele, serce by mi pękło. Otrzymałem wielką łaskę cierpienia, jakiej wcześniej nie rozumiałem. Po powrocie do życia musiałem się nauczyć chodzić, mówić... W czasie pobytu w szpitalu miałem po kilka operacji dziennie, leżałem otwarty „na serwetach” przez długi czas. Nie zaszywali mnie już nawet. W porównaniu z tą sekundą tamte cierpienia wydają mi się błahostką.

    Są tacy, którzy twierdzą, że piekło jest puste.

    Chrystus poszedł na krzyż za każdego człowieka. Wszyscy jesteśmy odkupieni. Po to, żeby wypłacić się Bożej sprawiedliwości, jest czyściec. Jeżeli jednak nie przyjmiemy miłosierdzia, potępienie jest pewne. Bóg szanuje wolną wolę człowieka. On nie chce nam jej odebrać. Myślę, że w pewnym sensie „nie może”, bo przy Jego wszechmocy nie byłoby żadnego kryterium oceny naszego postępowania.

    A miłosierdzie Boże...

    Mamy objawienia o Bożym miłosierdziu. Wystarczy raz uciec się do Bożego miłosierdzia, by zapewnić sobie zbawienie... Ale mamy też obowiązki. Należy do nich ekspiacja, wynagradzanie, ofiarowywanie swoich czynności. Kiedyś myślałem, że w życiu najważniejsze są te newralgiczne sytuacje życiowe, pozostałe są nieistotne. Po moich doświadczeniach zrozumiałem, że każda chwila się liczy. Pojawiło się we mnie wielkie pragnienie modlitwy. Kiedy zjednoczysz swoje życie z ofiarą krzyża, wówczas modlisz się krojeniem chleba, odprowadzaniem dzieci do szkoły, oddechem... Ofiaruj Mu wszystko. Wiesz... kiedy proszę o nawrócenie grzeszników, myślę najpierw o sobie. Chcę powiedzieć, że w tym zjednoczeniu możemy swoim życiem wyjednywać nawrócenie dla innych...

    Jak po tych wydarzeniach zmieniło się Twoje odczuwanie Boga?

    Miłość pragnie miłości. Niczego więcej. Teraz, gdy stoję w kościele i słucham Pisma Świętego, czasem myślę: „Tak, będziemy sądzeni z miłości”. Gdybyś na każdą prośbę o pomoc oddawał wszystko, co masz, powiedzieliby o tobie, że jesteś szalony. On nie chciał odkupić nas za to, co mógł, ale za wszystko, co miał. Tak szalona jest miłość Boga. Dzisiaj dziękuję Mu za wszystko, bo On jest wieczną miłością i wie lepiej.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół