• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • W niebie opowiem majorowi o...

    Jan Hlebowicz

    |

    Gość Gdański 44/2016

    dodane 27.10.2016 00:00

    Był jednym z najodważniejszych żołnierzy legendarnego „Łupaszki”. Przeżył 92 lata. – Każdy, kto go poznał, zapamięta nieco zawadiacki uśmiech i młodzieńczą iskierkę w oku, niespotykaną u ludzi w jego wieku – wspominają przyjaciele.

    Odszedł Józef Bandzo, ps. „Jastrząb”. Najbliższym kazał mówić do siebie „Józiu”. Walczył w różnych formacjach Armii Krajowej oraz Narodowego Zjednoczenia Wojskowego. Od 1946 r. związany z Pomorzem, gdzie w ramach 5. Wileńskiej Brygady AK został dowódcą patrolu dywersyjnego i wykonywał najniebezpieczniejsze zadania. – Był niezwykle skromny. Nigdy nie mówił o sobie jak o bohaterze. „Przecież nic wielkiego nie robiłem” – podkreślał na każdym kroku – opowiada Anna Kołakowska, przyjaciółka pana Józefa. Mimo 92 lat na karku i postępującego nowotworu krtani, z którym zmagał się od lat, do końca życia pozostawał aktywny. Spotykał się z młodzieżą i kibicami. Na patriotycznych koncertach rockowych kapel stał w pierwszym rzędzie. Od wielu lat mieszkał w Warszawie, jednak na Wybrzeżu bywał przynajmniej kilka razy w roku. Z utęsknieniem czekał na kolejne edycje Krajowej Defilady Żołnierzy Wyklętych w Gdańsku, Rajdu Szlakiem V Wileńskiej Brygady AK w Borach Tucholskich czy Festiwalu „Niepokorni, Niezłomni, Wyklęci” w Gdyni.

    „Stary” o mnie nie zapomniał

    Czerwiec 1948 r. 25-letni Józef „wyszedł z konspiracji” i powoli zaczął układać sobie życie. – Zrobiłem maturę, pracowałem w Wydziale Aprowizacji i Handlu. Wiodło mi się nie najgorzej. Po latach spędzonych „w lesie” wygodne łóżko, suche ubranie, normalny posiłek były spełniającymi się marzeniami. Ale „Stary”, bo tak mówiliśmy na „Łupaszkę”, o mnie nie zapomniał – mówił w niepublikowanej rozmowie z „Gościem Niedzielnym”. W tamtym czasie mjr Szendzielarz zbierał grupę i szykował się do przejścia przez Czechosłowację do Austrii – strefy okupowanej przez Amerykanów. – Mimo życia, które już jakoś sobie ułożyłem, powiedziałem „tak” i czułem satysfakcję, że major pomyślał o mnie – przyznawał pan Józef. Jednak bezpieka, od dłuższego czasu rozpracowująca ludzi „Łupaszki”, nie dopuściła do realizacji planu. Ubecy urządzili kocioł w jednym z konspiracyjnych mieszkań. Posypały się zatrzymania. – Mnie capnęli dopiero dwa lata później. Po pół roku wyszedłem na wolność, ale ciągle czułem oddech ubowców na plecach – wspominał. Był stale inwigilowany i prześladowany. Ostatecznie, w latach 60., został oskarżony i pod fałszywymi zarzutami skazany na karę śmierci, zamienioną następnie na dożywocie. Wyrok odbywał w ciężkich warunkach. – Jednak najgorsze były utrata wolności i poczucie marnowanego życia. Przed aresztowaniem zaczęło mi się układać. Miałem żonę, maleńką córkę. Dobre stanowisko pracy. Oni postanowili wszystko mi zabrać i w taki sposób zniszczyć – mówił. W komunistycznym więzieniu spędził ponad 16 lat. Taka była cena walki o wolną i niepodległą Polskę.

    Jak z niemową...

    Józef Bandzo, rocznik 1923, urodził się na Wileńszczyźnie. Trzy lata po wybuchu II wojny światowej został zaprzysiężony w szeregach AK. Brał udział w wielu spektakularnych akcjach bojowych, m.in. ataku na Wilno w trakcie operacji „Ostra Brama”, której celem było zdobycie miasta. Został aresztowany przez NKWD. Uniknął śmierci dzięki brawurowej ucieczce. Korzystając z fałszywych dokumentów, ewakuował się do Polski centralnej. Na przełomie 1945 i 1946 roku dołączył do działającej od kilku miesięcy na Pomorzu 5. Wileńskiej Brygady AK. – Zadaniem „łupaszkowców” była ochrona ludności cywilnej przed terrorem nowej, komunistycznej administracji, działalność propagandowa polegająca na głoszeniu wszem wobec, że „jeszcze Polska nie zginęła”, oraz pomoc lokalnej społeczności w walce z pospolitym bandytyzmem i donosicielstwem – wylicza prof. Piotr Niwiński, historyk, wykładowca Uniwersytetu Gdańskiego, a także przyjaciel pana Józefa. „Jastrząb” został mianowany dowódcą patrolu dywersyjnego. Przeprowadził liczne akcje zdobycia środków na prowadzenie działalności konspiracyjnej i partyzanckiej. W tym czasie zdołał kilkakrotnie uniknąć aresztowania. „Łupaszka” docenił odwagę swojego podkomendnego. Józef Bandzo, posiadając doskonałe wyczucie terenu, świetnie posługując się mapą i kompasem, znalazł się w kilkuosobowym gronie najbardziej zaufanych ludzi majora. – Stał się osobistym ochroniarzem „Łupaszki”, stale czuwającym nad jego bezpieczeństwem w czasie marszu przez Bory Tucholskie – mówi prof. Niwiński. – Jaki był ten sławny „Łupaszka”? Bardzo zamknięty i zasadniczy. Nie nawiązywał relacji ze swoimi żołnierzami. Zero kontaktu, jak z niemową. Kiedyś próbowałem go zagadnąć, ale od razu mnie zbył – wspominał „Jastrząb”. – „Stary” był doskonałym kawalerzystą, budził szacunek swoją posturą. Miał niekwestionowany autorytet jeszcze z Wileńszczyzny. Przy tym wszystkim był bardzo wrażliwy. Kilka razy widziałem, jak płakał.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół