• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Księdza Franciszka teologia wyzwolenia

    Jan Hlebowicz

    |

    Gość Gdański 49/2016

    dodane 01.12.2016 00:00

    Prorok żywego Kościoła, wizjoner wyprzedzający swoją epokę. Skazany na śmierć przez nazistów, prześladowany przez komunistów. Powszechnie kochany i... nienawidzony. Wystartowała akcja #podziwiamBlachnickiego.

    Zainicjowana została w archidiecezji gdańskiej z okazji 30. rocznicy śmierci założyciela Ruchu Światło–Życie. Chodzi o przybliżenie tej niezwykłej postaci wszystkim Polakom, szczególnie młodemu pokoleniu. To także pretekst do opowiedzenia historii ruchu oazowego na Pomorzu, która dotychczas nie doczekała się szerszego opracowania. – Akcję zainaugurowaliśmy już 26 listopada, podczas pierwszych nieszporów Adwentu. Jesteśmy obecni w mediach społecznościowych – na Facebooku, Twitterze, Instagramie i na YouTube. Na kolejne miesiące przygotowaliśmy szereg wydarzeń związanych z ks. Franciszkiem Blachnickim. Punktem kulminacyjnym będzie konferencja z udziałem zagranicznych gości, przewidziana na 27 maja przyszłego roku – informują organizatorzy.

    Za wódkę...

    Był rok 1960. Do baraku, w którym mieściła się Krucjata Wstrzemięźliwości, wpadło SB. „Smutni panowie” wyrzucili współpracowników ks. Blachnickiego, zabrali dokumenty, powielacze, zaplombowali wejście do budynku. Działania zwykłego księdza, który namawiał ludzi do abstynencji od alkoholu i proponował alternatywę dla materialistycznej i ateistycznej ideologii marksistowskiej, wywołały popłoch w szeregach partyjnych dygnitarzy. Żeby uniemożliwić dalsze działanie „księdza szaleńca”, jak o nim mówiono, wydano decyzję o aresztowaniu. Ks. Franciszek trafił do tego samego więzienia, w którym podczas II wojny czekał na wyrok śmierci zasądzony mu przez Niemców. Został skazany na 13 miesięcy pozbawienia wolności. Trafił do wspólnej celi z pospolitymi kryminalistami. „Proszę księdza, ja siedzę za wódkę, bo po pijaku okradłem, a ksiądz?” – zapytał pewnego razu jeden z więźniów. „Ja też, synu, za wódkę” – odpowiedział na to ks. Blachnicki. Nie dał się złamać. Po odbyciu kary rozpoczął energiczne działania na rzecz utworzenia ogólnopolskiego Ruchu Światło–Życie, proponując młodym ludziom atrakcyjną ofertę ideowo-wychowawczą, tak bardzo odmienną od szarej i nieciekawej komunistycznej rzeczywistości.

    Wielkim wsparciem dla ks. Blachnickiego był wybór na papieża Karola Wojtyły, wieloletniego opiekuna oaz w archidiecezji krakowskiej. Mniej więcej w tym samym czasie Ruch Światło–Życie zaczął dynamicznie rozwijać się na Pomorzu. – Początki wiążą się z Jadwigą i Stanisławem Ludwigami. W 1978 r. żona namówiła swojego męża, by razem wybrali się na rekolekcje do Krościenka w Pieninach. Problem w tym, że Stasiu pozostawał pod silnym wpływem intelektualnym prof. Tadeusza Kotarbińskiego, prezentował postawę wolnomyślicielską i deklarował się jako niewierzący. Zgodził się jednak, choć zaznaczył, że kiedy Jadwiga będzie „oddawała się praktykom religijnym”, on pójdzie na wyprawę w góry. Na miejscu okazało się, że w ośrodku zabrakło dla nich pokoju. Swój odstąpił małżeństwu ks. Blachnicki. Stasiu przegadał wtedy z ks. Franciszkiem całą noc. Po tej rozmowie nawrócił się, a w góry nie poszedł – opowiadają Rajmund i Teresa Żelewscy, w Ruchu Światło–Życie od 1987 roku.

    Ludwigowie zaprzyjaźnili się z ks. Blachnickim i pod jego wpływem zaczęli rozwijać oazy oraz Krucjatę Wyzwolenia Człowieka na Pomorzu. Współtworzącymi ruch w tamtym czasie byli też kapłani, m.in. ks. Antoni Dunajski, ks. Edward Zielski, ks. Andrzej Regent oraz salezjanie i pallotyni z Gdańska. Ważnym momentem była wizyta twórcy oaz na Wybrzeżu. – Ks. Franciszek w 1980 r. prowadził rekolekcje na gdańskiej Zaspie i u redemptorystów w Gdyni. Przyciągał tłumy, choć nie był najlepszym mówcą. Podobno raz zdarzyło mu się zasnąć na własnym wykładzie. Oprócz oficjalnych wizyt, często odwiedzał Jadwigę i Stanisłąwa Ludwigów. Osobiście pomagał im budować struktury ruchu w Polsce północnej – mówi R. Żelewski.

    Przeciwnik partii i bezpieki

    – Z oazami zetknąłem się pod koniec lat 70. Nigdy nie zapomnę swojego pierwszego wrażenia. Byłem zachwycony sposobem mówienia o rzeczywistości biblijnej – świeżym, pociągającym, innym od wszystkiego, z czym miałem dotychczas styczność w Kościele – wspomina ks. Zenon Pipka, dziś moderator diecezjalny Ruchu Światło–Życie.

    Ksiądz Blachnicki proponował członkom ruchu oryginalną „teologię wyzwolenia człowieka”, mówiącą o zwalczaniu wszelkich form zniewolenia i nałogów oraz podkreślającą wewnętrzną wolność. Nie stawiał przed oazowiczami celów politycznych, ale jasno określał swój stosunek do aktualnych problemów społecznych. „Mamy do czynienia z systemem w swojej najgłębszej istocie zakłamanym, który panuje przez kłamstwo i strach zaszczepiany ludziom” – pisał i proponował alternatywę.

    W parafiach organizowane były spotkania z ludźmi nauki, kultury i polityki związanymi z opozycją. W programie formacyjnym znajdowało się miejsce na pamięć i modlitwę za więzionych za przekonania. Rekolekcje organizowane w całej Polsce stawały się nie tylko okazją do rozwoju duchowego, ale także dawały szansę poznania niezakłamanej historii Polski. W Gdańsku odwiedzano m.in. pomnik Poległych Stoczniowców i bazylikę św. Brygidy, bastion „Solidarności”. Podczas spotkań mówiono o Katyniu, powstaniu warszawskim, czyli tematach wówczas zakazanych. – Ruch był zjawiskiem niezwykłym, którego odpowiednika próżno szukać w innych państwach zniewolonych komunizmem. Działał w sposób jawny, choć nielegalny. Bez zezwolenia władz wydawał książki, organizował kolonie, procesje, pielgrzymki. Przyczyniał się w ten sposób do tworzenia społeczeństwa obywatelskiego, będącego poza kontrolą partii – podkreśla ks. dr Jarosław Wąsowicz SDB, historyk.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół