• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • „Atopuś” z kolorowym zamkiem

    Justyna Liptak

    |

    Gość Gdański 49/2016

    dodane 01.12.2016 00:00

    Wymyśliła coś, czego w Polsce jeszcze nie było – takie białe niby nic, a jednak dla małych „atopików” to więcej niż może się wydawać.

    Gdy najmłodszy synek pani Sylwii miał półtora roku, zaczął chorować. Zanim postawiona została właściwa diagnoza, minęło kilka miesięcy, a choroba dziecka drastycznie postępowała. – Mały drapał się aż do krwi. W pewnym momencie nie było na jego ciele zdrowego miejsca. Dla nas to był dramat, bo nie wiedzieliśmy, jak możemy Rysiowi pomóc – opowiada Sylwia Pangsy-Kania. Kolejne wizyty u lekarzy nie przyniosły rozwiązania. – Jedna z lekarek zaleciła, a było to zimą, aby mały nigdzie nie wychodził. Teraz wiemy, że to było najgorsze, co można było zalecić – mówi pani Sylwia. Najgorsze, bo – jak się później okazało – Rysio cierpi na ciężką postać atopowego zapalenia skóry (AZS). – Na to nie ma jeszcze lekarstwa. Jedyne, co możemy, to minimalizować objawy – podkreśla.

    Zaczęła się nierówna walka. –  Ta choroba uczy cierpliwości. Codziennie powtarzaliśmy te same czynności: kąpaliśmy, wcieraliśmy kolejne maści, kremy, emolienty. Podawaliśmy leki antyhistaminowe i uspokajające. Całe nasze życie stanęło na głowie – wspomina kobieta. Mimo wielkiej staranności i zaangażowania rodziców, każdej nocy Rysio bezwiednie się drapał. – Przez rok praktycznie nie spaliśmy. Żeby się nie drapał, trzymaliśmy mu w nocy ręce. Świąd, mimo stosowania leków, nie ustępował – mówi pani Sylwia.

    Największymi wrogami malca okazały się alergeny pokarmowe i roztocza kurzu domowego. – Bardzo dokładnie przestudiowałam „życiorys” roztoczy. Zdecydowaliśmy, że – poza łóżkiem – wyrzucimy z sypialni synka prawie wszystko. Kupiliśmy pokrowce antyroztoczowe i odpowiednią pościel – tłumaczy matka. Do pokoju wstawili nawet urządzenie do oczyszczania powietrza.

    Ostatnim elementem, który zapewniłby Rysiowi spokojny, nieprzerwany sen, była piżama. I tu pojawił się poważny problem. – Nie mówię, że na rynku nie ma takiego produktu. Jest, ale ma jedną zasadniczą wadę: składa się z kilku części, a takie rozwiązanie nie zdaje egzaminu – wyjaśnia. Rysio bardzo szybko opanował sztukę zdejmowania albo podwijania koszulki, spodenek czy skarpet. – Potrafił tak mocno trzeć kostką o kostkę, że rano pościel była cała we krwi – mówi matka.

    Pani Sylwia wraz z mężem dowiadywali się, jak radzą sobie inni rodzice w takich sytuacjach. – Niektórzy próbowali przyszywać do rękawów piżamy skarpetki na lewą stronę albo po prostu zszywać rękawy – tłumaczy. Po wypróbowaniu różnych piżamowych opcji mąż pani Sylwii powiedział do żony: „Skoro na rynku nie ma takiego ubranka, to może sama je zaprojektujesz?” – Talentu do szycia, niestety, nie mam, ale chociaż rysować potrafię. Zaczęłam myśleć, jak miałby wyglądać i z czego powinien być wykonany taki idealny nocny strój dla mojego Rysia – mówi.

    Kilkanaście szkiców później powstał „Atopuś”, czyli innowacyjna, jednoczęściowa piżamka (ubranko) dla małych i większych „atopików”. – Stworzenie projektu nie było tak czasochłonne, jak znalezienie krawcowej, która potrafiłaby „myśleć na drugą stronę”, bo przecież wszystkie szwy musiały być na zewnątrz – uśmiecha się pani Sylwia. Finalnie „Atopuś” to biały kombinezon z kolorowym zamkiem, w którym dziecko zakryte jest „od stóp do głów”. Szyte jest z produkowanej w Polsce bawełny i w całości wykonywane ręcznie w Łodzi. Ubranko posiada dziurkę na kciuk dla starszych dzieci, aby mogły trzymać np. kubek czy zabawkę, a jednocześnie mieć zakryte nadgarstki. Ważną częścią piżamki są „niedrapki”, które przyszyte są w taki sposób, że po odwróceniu żadne szwy nie drażnią dłoni. Dla bezpieczeństwa i wygody zamek został wszyty z boku i tak zabezpieczony, aby żadna jego część nie drażniła wrażliwej skóry. Zadbano też o stójkę w celu ochrony szyi oraz kaptur i jego osłonkę, aby chronić skórę głowy. Co najważniejsze – ubranko zapewnia swobodę ruchów.

    Innowacyjne jest nie tylko wykonanie, ale także sposób konserwacji (prania) „Atopusia”. – Biorąc pod uwagę fakt, że temperatura jest głównym czynnikiem decydującym o możliwości rozwoju roztoczy, bardzo ważne jest wymrażanie piżamki, a także okresowe wymrażanie pościeli i zabawek. Roztocza giną bowiem w niskich temperaturach. Jeśli będziemy je wymrażać przez 6 godzin w temperaturze –15 st., to przeżyje ich tylko 40 proc., natomiast w temperaturze –25 st. po 6 godzinach zginą wszystkie – tłumaczy kobieta. Stąd w domu pani Sylwii wielka zamrażarka, gdzie „przechowuje” piżamkę i pościel Rysia.

    – Nie mogę odseparować trzylatka od wszystkich alergenów, ale tworząc „Atopusia”, starałam się ulżyć mu w chorobie, której on jeszcze nie rozumie. Nie mogę mu przecież powiedzieć: „Nie drap się!” i liczyć, że w jednej chwili przestanie – mówi kobieta. Rysio testuje „Atopusia” od ponad pół roku. – Zarówno on, jak i my zaczęliśmy przesypiać noce. Skoro nam ta piżamka pomogła, to czemu nie mielibyśmy podzielić się nią z innymi rodzicami? – pyta pani Sylwia.

    Gdzie go znaleźć?

    Wszelkie informacje o innowacyjnej piżamie dla dzieci zmagających się z AZS dostępne są na: www.atopus.pl.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół