• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • To nie jest happening

    ks. Rafał Starkowicz

    |

    Gość Gdański 02/2017

    dodane 12.01.2017 00:00

    O genezie, sensie duchowym i tajemnicy popularności orszaków Trzech Króli mówi ks. Jan Uchwat, ojciec duchowny GSD.

    Ks. Rafał Starkowicz: Od lat towarzyszy Ksiądz środowisku, które zapoczątkowało gdańskie orszaki Trzech Króli. Jak to wszystko się zaczęło?

    Ks. Jan Uchwat: To inicjatywa oddolna, którą zapoczątkowali katoliccy rodzice dzieci ze szkół opartych na formacji Opus Dei. Pierwsze orszaki odbywały się w Warszawie. Tam organizowało je środowisko działające wokół Stowarzyszenia „Sternik”. Można powiedzieć, że otrzymaliśmy od nich „licencję”. W Gdańsku po raz pierwszy orszak zorganizowała oliwska szkoła „Fregata”.

    Ale skąd wziął się sam pomysł, by ze świętowaniem uroczystości Trzech Króli wyjść na ulicę?

    Początkiem inicjatywy były jasełka wystawiane w takich szkołach. W 2009 roku były to już tak wielkie imprezy, że nie wszyscy uczestnicy mieścili się w szkolnych budynkach. Postanowili więc wyjść na ulice. Taki był początek pierwszego, zorganizowanego w Warszawie orszaku. Dwa lata później pierwszy marsz odbył się w Oliwie. Inicjatywa bardzo spodobała się władzom miasta. W kolejnych latach imprezę postanowiono przenieść na gdańską Starówkę. W organizację włączyło się dynamicznie gdańskie Stowarzyszenie „SUM”. Dzisiaj jest ono współorganizatorem wydarzenia. Stowarzyszenie daje wsparcie techniczne, logistyczne, zapewnia aktorów, scenę... To, co teologiczne i duchowe – rodzice katoliccy zrzeszeni w Stowarzyszeniu „SKWER”.

    Wspomniał Ksiądz, że początek orszakom dały osoby związane z Opus Dei. Czy zatem można powiedzieć, że to inicjatywa tej wspólnoty?

    Orszaki nie są dziełem Opus Dei. Mimo tego, że tworzą je ludzie formowani w duchowości tej wspólnoty, jest to inicjatywa zupełnie oddolna. Nikt im nie kazał tego robić. Zresztą istotą formacji w ramach Opus Dei jest kształtowanie świadomych katolików, którzy na podstawie swojej wolności podejmują różnorakie działania. Opus Dei nie prowadzi działań korporacyjnych. Wolność jest tutaj fundamentem. Rodzice chcą tego dla swoich dzieci. Mają pragnienie przeżywania wiary w sposób radosny i spontaniczny oraz manifestowania jej na zewnątrz. Trzeba także dodać, że tylko część rodziców zaangażowanych w akcję to ludzie formowani w Opus Dei.

    W czym kryje się fenomen popularności tej imprezy?

    Myślę, że liczne uczestnictwo gdańszczan w orszaku wynika w swojej najgłębszej warstwie z potrzeby wiary. Może nawet nie do końca uświadomionej. Ludzi pociąga zapewne piękno tego wydarzenia. Jest tam wiele radości, jest wzajemna życzliwość. Przygotowane śpiewniki ułatwiają wspólne śpiewanie kolęd. Każdy może wziąć sobie także koronę. To zewnętrzne elementy, które ułatwiają modlitwę kolędami. Chęć doświadczenia wspólnoty i fajnej zabawy prowadzi tu do spotkania z Bogiem. Jednocześnie budzi i wzmacnia wiarę. Bo wyznawanie wiary prowadzi do jej umocnienia. To takie sprzężenie zwrotne.

    Przygotowanie takiego wydarzenia wymaga zapewne wiele pracy...

    Organizatorzy przygotowują się przez ponad pół roku. Wydarzenie poprzedza konkretna formacja, oparta na programie teologiczno-edukacyjnym. Trzeba zaznaczyć, że każdy z królów ma swój własny orszak. Impreza składa się tak naprawdę z trzech orszaków. Reprezentują one Azję, Europę i Afrykę. Program edukacyjny obejmuje przygotowanie zarówno dzieci, jak i rodziców. Znajdują się w nim elementy teologiczne, formacyjne oraz takie, które przekazują tradycję i duchowość regionu. To nie jest happening. Jeżeli w grupie jest kilkaset osób świadomych, uformowanych, które wiedzą, po co idą w tym marszu, pojawia się także pewne oddziaływanie duchowe. One nie muszą nic mówić. Wydarzenie pozwala wielu uczestnikom odnaleźć swoją katolicką tożsamość. Jest także ciekawym lekarstwem na to, co dzieje się w wielu krajach świata. Przecież w niektórych stanach USA nie można używać sformułowania „Boże Narodzenie”, są także kraje Europy, w których publiczne manifestowanie wiary jest zakazane. To pewna kontra wobec komercyjnego i z gruntu świeckiego podejścia do Bożego Narodzenia. Chociażby wobec świątecznych dekoracji pozbawionych akcentów związanych z Bożym Narodzeniem. Przyglądałem się ostatnio elementom iluminacji parku Oliwskiego i z pewnym zdziwieniem dostrzegłem, że nie ma tam żadnego odniesienia do chrześcijaństwa, choć ich pojawienie się bezpośrednio związane jest właśnie ze świętami.

    Czy współczesnemu katolikowi potrzebna jest taka forma manifestowania swojej wiary?

    Kościołowi, zwłaszcza polskiemu, często zarzuca się zamknięcie na „innych”, „obcych”. Orszaki pokazują, że te oskarżenia są bezpodstawne. Że Kościół ze swej natury otwarty jest na ludzi wszystkich kultur. Poza tym, biorąc pod uwagę instytucje, które niosą pomoc ubogim krajom i społeczeństwom, Kościół katolicki i w ogóle chrześcijanie robią dla nich w sferze materialnej najwięcej. Co ważne, Kościół czyni to z należytą roztropnością. Głosi im też Ewangelię, bo wynika to wprost z nakazu misyjnego Chrystusa. A o potrzebie samych orszaków świadczą zwyczajnie liczby. Dwa lata temu w gdańskim orszaku uczestniczyło 12 tys. osób.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół