• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Nie dawaj Polakom broni

    Jan Hlebowicz

    |

    Gość Gdański 08/2017

    dodane 23.02.2017 00:00

    Było ich trzech, w każdym z nich inna krew, ale jeden przyświecał im cel. Przerobiony fragment znanej piosenki to idealny wstęp do opowieści o kociewskiej Jaszczurce.

    Zelgoszcz, niewielka miejscowość na Kociewiu. 29 czerwca 1941 r. Paweł Wyczyński „Wrzos” kończył 20 lat. Był dobrze zapowiadającym się młodym poetą. Książki pochłaniał pasjami. Ludzie, mijając go po drodze, szeptali do siebie: „On daleko zajdzie”. Zygmunt Bączkowski „Zyga” był o kilka miesięcy młodszy od kolegi. Harcerz. Wulkan energii i pomysłów. Jego pasją była fotografia. Z aparatem i statywem właściwie się nie rozstawał. I w końcu najstarszy. Izydor Gencza „Junak”. Lat 22. Największy z całej trójki spec od wojskowości i konspiracji. Od lat zaczytywał się w książkach o tematyce patriotycznej i w instrukcjach żołnierskich, które „podkradał” starszym braciom. Paweł znał Zygmunta. A Izydor Pawła. Cała trójka po raz pierwszy spotkała się na przyjęciu u „Wrzosa”...

    Inteligentni, dobrze wychowani, przystojni, aktywni, przebojowi. Najlepsi uczniowie polskich gimnazjów. Przyszła elita Kociewia i kraju. Jeszcze przed wojną poznali historię towarzystwa Tomasza Zana oraz działalność wileńskich filomatów i filaretów. Zaczytywali się w wierszach polskich romantycznych poetów. Patriotyczne wychowanie wyniesione z domów i szkół zainspirowało trójkę młodych mężczyzn do podjęcia walki z niemieckim okupantem.

    To właśnie na urodzinach Pawła powołali do życia tajną organizację, której naczelnym celem było odzyskanie niepodległości. Patrząc sobie w oczy, wyrecytowali fragment „Pieśni od ziemi naszej” Norwida: „Tam, gdzie ostatnia świeci szubienica, tam jest mój środek dziś – tam ma stolica, tam jest mój gród”. Młodzi konspiratorzy przyjęli te słowa jako motto swojej działalności. „Mojej drodze do domu Pawła towarzyszyła cisza. Psy wygrzewały się na słońcu. Cała natura cieszyła się latem. Czułem zapach sosen, traw i wrzosu. A w samym wrzosie zauważyłem wygrzewającą się na słońcu jaszczurkę” – wspominał tamten dzień Izydor. Odczytali to jako znak i swojej organizacji postanowili nadać nazwę „Jaszczurka”. – Nazwa ta, oprócz wymiaru symbolicznego, wprost nawiązywała do Związku Jaszczurczego, tajnej konfederacji szlachty z ziemi dobrzyńskiej, walczącej przeciwko Krzyżakom pod koniec XIV w. – wyjaśnia Krzysztof Filip, historyk z gdańskiego IPN, wnuk Izydora Genczy.

    Prowadzenie działalności konspiracyjnej w warunkach niemieckiej okupacji na Pomorzu było trudne i obarczone ogromnym ryzykiem. – Terror rozpętany przez Niemców od pierwszych dni okupacji na samym Kociewiu pochłonął tysiące osób, przede wszystkim przedstawicieli polskiej inteligencji – urzędników, nauczycieli, duchownych, aktywistów społecznych i politycznych. Miejscowi volksdeutsche systematycznie donosili na swoich sąsiadów. Wsie patrolowały oddziały gestapo i nazistowskiej żandarmerii – przypomina historyk. Wszelki ruch oporu mógł więc działać tylko na zasadach najgłębszej konspiracji. Zdawali sobie z tego sprawę młodzi twórcy Jaszczurki. Przyjaciele wypracowali zaszyfrowany alfabet do przekazywania bardzo ważnych informacji. Hasło? „Trójkąt!”. Odzew? „Puszcza!”. Przysięgę zredagował Paweł: „W obliczu Boga Wszechmogącego ślubuję Polsce Chrobrych i Batorych i Organizacji wierną służbę i pracę. Chcę dobrowolnie wypełniać wszystkie obowiązki. Tak mi dopomóż, Boże i Święta Męka Syna Jego. Amen”.

    Te słowa wypowiadali kolejni werbowani członkowie Jaszczurki – głównie przyjaciele ze szkoły i harcerstwa. Z czasem zaczęto przyjmować także kobiety. W szczytowym momencie organizacja liczyła prawie 300 osób. Jaszczurka była ugrupowaniem samodzielnym, wyjątkowym pod względem programowym i ideologicznym. Prowadziła działania sabotażowo-dywersyjne, zajmowała się dostarczaniem lekarstw, żywności i pieniędzy osobom ukrywającym się przed poborem do niemieckiego wojska, pomagała jeńcom alianckim osadzonym w obozie pod Starogardem, szerzyła propagandę antyhitlerowską, organizowała tajne nauczanie. Utrzymywała także kontakt z innymi ugrupowaniami podziemnymi, m.in. Gryfem Pomorskim i Armią Krajową. Prowadziła na ich rzecz działania wywiadowcze. Jaszczurkowcy zdobywali informacje o rozlokowaniu jednostek Wehrmachtu oraz godzinach i trasach transportów kolejowych.

    – Ze względu na swoją aktywność Jaszczurka najprawdopodobniej była rozpracowywana przez gestapo. Raczej nieskutecznie, ponieważ nigdy nie doszło do żadnej poważnej wsypy – podkreśla K. Filip. – Mimo to sytuacja jaszczurkowców pogorszyła się znacznie w 1942 r. Wiązało się to z zarządzeniem gauleitera Forstera, w którym wzywał on tych Polaków, którzy jeszcze nie zdecydowali się wpisać na niemiecką listę narodowościową, aby to uczynili, bo w przeciwnym razie „zostaną uznani za najgorszych wrogów Państwa Niemieckiego” – dodaje historyk.

    Jaszczurkowcy stanęli przed poważnym dylematem. Jak zachować się w obliczu groźby pomorskiego namiestnika Hitlera? „Odpowiedzią była nasza wspólna reakcja streszczona w jednym słowie: wallenrodyzm” – napisał po latach w swoich wspomnieniach Paweł. W tym samym czasie członkowie organizacji ukuli dwuwiersz, powtarzany z ust do ust oraz pisany na płotach: „Du, dummer Affe, gibt den Polen keine Waffe”, co oznaczało: „Ty, głupia małpo, nie dawaj Polakom broni!”.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół