• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Podziel się domem

    Justyna Liptak

    |

    Gość Gdański 11/2017

    dodane 16.03.2017 00:00

    To był impuls. Wiedziała, że musi pomóc. Po powrocie do domu w internetowej wyszukiwarce wpisała: „Znalazłam dziecko. Co zrobić?”.

    Było sierpniowe popołudnie. Wioletta Wróblewska odebrała telefon. Dzwoniła jej przyjaciółka. Prosiła, żeby Wiola przyszła do niej jak najszybciej. – Tłumaczyła, że jej brat przyprowadził z dyskoteki dziewczynę, która – mimo później godziny – wcale nie spieszy się do domu. „Jest raczej smutna i zagubiona” – mówiła do mnie przyjaciółka. Nie zastanawiając się, poszłam tam – wspomina pani Wioletta. Ta decyzja zmieniła całe późniejsze życie – jej, a także Leny. – Okazało się, że Lena, bo tak miała na imię dziewczyna, nie ma dokąd wrócić. Została wyrzucona z domu i jest zdana sama na siebie – mówi pani Wioletta.

    Dostępne jest 14% treści. Chcesz więcej? Kup wydanie papierowe lub e-wydanie.

    «« | « | 1 | » | »»

    oceń artykuł

    Reklama

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół