• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Podziel się domem

    Justyna Liptak

    |

    Gość Gdański 11/2017

    dodane 16.03.2017 00:00

    To był impuls. Wiedziała, że musi pomóc. Po powrocie do domu w internetowej wyszukiwarce wpisała: „Znalazłam dziecko. Co zrobić?”.

    Było sierpniowe popołudnie. Wioletta Wróblewska odebrała telefon. Dzwoniła jej przyjaciółka. Prosiła, żeby Wiola przyszła do niej jak najszybciej. – Tłumaczyła, że jej brat przyprowadził z dyskoteki dziewczynę, która – mimo później godziny – wcale nie spieszy się do domu. „Jest raczej smutna i zagubiona” – mówiła do mnie przyjaciółka. Nie zastanawiając się, poszłam tam – wspomina pani Wioletta. Ta decyzja zmieniła całe późniejsze życie – jej, a także Leny. – Okazało się, że Lena, bo tak miała na imię dziewczyna, nie ma dokąd wrócić. Została wyrzucona z domu i jest zdana sama na siebie – mówi pani Wioletta.

    Niewiele się zastanawiając, postanowiła, że zabierze nieznajomą do siebie. – To był impuls – nie mogłam jej skazać na dalszą tułaczkę – wyjaśnia. Był akurat weekend, pani Wioletta miała więc chwilę na pozbieranie myśli. – Dziewczyna bardzo się otworzyła – jej sytuacja rodzinna była bardzo trudna. Już jako dziecko została porzucona przez matkę, która wyjechała za granicę. Lena trafiła wówczas do rodziny zastępczej, niestety matka po powrocie zaczęła starać się o odzyskanie córki – wyjaśnia pani Wioletta. Dla dziewczyny było to o tyle niefortunne, że po jakimś czasie znowu została wyrzucona z domu. Zdana na siebie, bez pieniędzy, ubrań i perspektyw. Tułała się po działkach, starała się przetrwać każdy następny dzień.

    – Przyznam, że w tamtym momencie byłam równie zagubiona jak ona. Nie wiedziałam, co zrobić. Pierwszym odruchem było wpisanie w internetowej wyszukiwarce hasła: „Znalazłam dziecko”. Przekierowało mnie na stronę MOPR. Postanowiłam, że w poniedziałek tam właśnie zaprowadzę Lenę – mówi pani Wioletta. Niestety, początek tygodnia był dla kobiety bardzo pracowity. Zatrudniona na wysokim stanowisku w jednej z trójmiejskich korporacji, nie mogła opuścić ważnego spotkania. Poprosiła przyjaciółkę, aby zawiozła Lenę do MOPR. Ostatecznie i ona musiała do placówki przyjechać. – Dostałam wiele wiadomości: „Przyjedź natychmiast!”. Pojechałam. Weszłam akurat w momencie, kiedy biologiczna matka uderzyła Lenę w twarz. Coś we mnie pękło i jedyne, czego chciałam, to zabrać dziewczynę daleko od tego koszmaru – wyjaśnia.

    W MOPR dowiedziała się, że istnieje możliwość stworzenia rodziny zastępczej, z której od razu skorzystała. – Wracając do domu, zadzwoniłam do męża. Powiedziałam, że mamy córkę. On akurat stawiał płot. Dopiero na miejscu przekonałam się, jak bardzo emocjonalnie musiał do tej wiadomości podejść, bo w życiu nie wdziałam, żeby ogrodzenie kształtem przypominało zygzak – uśmiecha się pani Wioletta. Lena, która początkowo twierdziła, że do pełnoletniości pozostał jej rok, okazała się 14-latką. Rodziny Wróblewskich to jednak nie zniechęciło. Znalazła u nich to, czego w rodzinnym domy zabrakło – bezpieczeństwo, miłość i stabilizację. Dzisiaj jest niezależną, młodą kobietą, która planuje ślub i założenie własnej rodziny.

    Lena nie była jedyną, którą przyjęli pod swój dach państwo Wróblewscy. Zaczynali jako rodzina zastępcza, która może przyjąć do sobie maksymalnie 3 dzieci. Obecnie prowadzą rodzinny dom dziecka. Pod ich opieką jest aż 8 maluchów – w wieku od 3,5 roku do 11 lat. – Tym dzieciom, które często pochodzą z bardzo trudnych środowisk, trzeba pokazać, co to jest rodzina – wyjaśnia pani Wioletta. Po 16 latach zrezygnowała z pracy w korporacji, aby cały swój czas poświęcić przebywającym u nich dzieciom. – Przyznam, że jest to najbardziej wymagający cel, jaki sobie postawiłam, a jednocześnie dający najwięcej satysfakcji – mówi.

    Gdański MOPR po raz kolejny zachęca ludzi o wielkim sercu do włączenia się w kampanię „Podziel się swoim domem”. Joanna Radzimowska, kierownik Działu Pieczy Rodzinnej gdańskiego MOPR, wyjaśnia, że na taką formę opieki nadal jest bardzo duże zapotrzebowanie, gdyż obecnie ok. 70 gdańskich dzieci, które nadal przebywają w pieczy instytucjonalnej, mogłoby od razu trafić do rodziny zastępczej lub rodzinnego domu dziecka – najlepszych form wsparcia, gdy już zawiodła rodzina biologiczna. – Zapewnimy szkolenia przygotowujące do nowej roli. Rodzina, która zdecyduje się podzielić domem, nigdy nie zostaje zdana sama na siebie. Towarzyszymy jej i wspieramy, bo najczęściej dzieci niosą ze sobą duży bagaż bolesnych doświadczeń i przeżyć. Rodziny zastępcze powinny nastawić się na małe sukcesy, a nie spektakularne osiągnięcia dzieci znajdujących się pod ich opieką – mówi J. Radzimowska.

    Gdzie po informacje

    Zainteresowani mogą kontaktować się z Działem Pieczy Zastępczej MOPR przy ul. Leczkowa 1A w Gdańsku, tel. (58) 347 82 77 (lub końcówki 75, 79) oraz tel. (58) 342 31 41. Tematyczne informacje są także na stronie: www.mopr.gda.pl (w zakładce: dzieci i rodzina/piecza zastępcza).

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Wybrane dla Ciebie

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół