• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Warto żyć ekstremalnie

    Jan Hlebowicz

    |

    Gość Gdański 12/2017

    dodane 23.03.2017 00:00

    Z otarciami i odparzeniami na stopach, okrutnie zmęczeni, zziębnięci, przemoczeni. Zbliżają się do Jezusa niosącego krzyż.

    To będzie już trzecia edycja Ekstremalnych Dróg Krzyżowych na Pomorzu. Pomysł zrodził się niezależnie w głowach trzech mężczyzn zainspirowanych ideą ks. Jacka Stryczka. Kuba Gorski wytyczył szlak z Matemblewa do Kalwarii Wejherowskiej, Jacek Zarzycki – z Pruszcza Gdańskiego do Rewy, a Kuba Terakowski – z Jastrzębiej Góry do Helu.

    W międzyczasie pojawiły się nowe trasy z Tczewa do Gdańska-Brzeźna oraz z Dziemian na Kalwarię Wielewską. Z roku na rok przybywa też chętnych do udziału w nietypowej Drodze Krzyżowej – kobiet, mężczyzn, ludzi w młodym, średnim i starszym wieku. Także dzieci. – Sądząc po zgłoszeniach, liczba uczestników może wzrosnąć w tym roku dwu-, a może nawet trzykrotnie – twierdzi Jacek. Na czym polega fenomen EDK?

    EDK różni się od tradycyjnych Dróg Krzyżowych, w których bierzemy udział co piątek w naszych kościołach. Uczestnicy wędrują nocą, w całkowitym milczeniu, minimum 40 km. Idą małymi grupkami lub w samotności. Zatrzymują się przy kościołach, kapliczkach czy przydrożnych krzyżach. Tam odczytywane są przygotowane przez organizatorów rozważania. Potem maszerują dalej, w skupieniu kontemplując usłyszane słowa. Jak podkreślają, ekstremalny dystans i trudne warunki symbolicznie pozwalają zrozumieć cierpienie Chrystusa.

    – Dyskomfort, wysiłek, zmęczenie, ból oraz psychiczne pokusy typu: „Po co mi to? Po ciężkim tygodniu pracy? Chyba zwariowałem, dzwonię po taksówkę” w pewnym momencie prowadzą do refleksji: „Przecież Jezus, jako Bóg, w każdym momencie mógł zrezygnować. Jednak tego nie zrobił. Dla człowieka” – mówi Kuba.

    EDK to forma duchowego sprawdzianu. Jak zachowam się w sytuacji niecodziennej, ekstremalnej? Na ile jestem wierny swojemu postanowieniu? Czy gdy pojawi się pierwszy pęcherz na stopie lub ból nóg, zrezygnuję? – W czasie mojej pierwszej EDK zmagałem się z „własnymi małymi demonami”. Targały mną lęki, niepokoje, dręczyła depresja. Tym mocniej chciałem więc przejść całą trasę, by uwolnić się od strachu i rozpaczy. Zwątpienie i słabość przyszły dosyć szybko, na pierwszym 10-kilometrowym odcinku, na którym dodatkowo zabłądziliśmy – opowiada Tomasz Szturo. Jak podkreśla, podczas EDK trzeba zawierzyć Panu Bogu, mimo iż wydaje nam się, że nie damy rady, że „to za daleko i za ciężko”. – Ogarnął mnie strach z pogranicza paniki. Ale wtedy pojawił się jakiś mistyczny powiew. To było przy trzeciej stacji, pierwszym upadku Pana Jezusa, z którego przecież Chrystus musiał się podnieść. I coś także „podniosło” mnie, poczucie, nakaz, że nie mogę uciekać, tylko zmierzyć się ze swoimi demonami. Zaufać – dodaje.

    Cisza i ciemność pomagają w refleksji i medytacji. Ludzie zostają sam na sam ze swoimi myślami, a także z bólem i zmęczeniem. – Ja osobiście modlę się na różańcu. Widziałem, że wiele innych osób również. Myślę, że każdy uczestnik EDK dochodzi do takiego momentu, kiedy stwierdza: „Dłużej nie idę. To granica moich możliwości”. I zaczyna się modlić. A wtedy krok za krokiem sił przybywa. Tak wynika z dziesiątek świadectw, które napływają do mnie po każdej edycji – zaznacza Kuba.

    Chociaż EDK to wyzwanie przede wszystkim duchowe, nie można zapominać o stronie fizycznej. – W czasie poprzedzającym Ekstremalną Drogę Krzyżową warto zmienić nawyki. Regularnie przesiadać się z samochodu na rower. Zamiast windy, wybierać schody. Chodzić na częstsze i dłuższe, nawet 10-, 15-kilometrowe spacery. Taka zaprawa bardzo nam się później przyda – podpowiada Kuba.

    Na EDK warto zabrać ze sobą wysokoenergetyczny prowiant, ciepłe ubrania (na cebulkę), wygodne buty trekkingowe, termos z gorącą herbatą, latarkę czołówkę, naładowany telefon, GPS z wgranym śladem trasy (można pobrać ze strony internetowej) albo mapę obszaru, po którym przebiega szlak Drogi Krzyżowej. Nieodłączonym elementem każdej EDK jest także własny drewniany krzyż.

    Ekstremalnej Drogi Krzyżowej nie można traktować jako testu własnych możliwości, treningu, sposobu na poprawienie figury. Jednak formuła EDK nikogo nie wyklucza. – Jaką mamy gwarancję, że ktoś, kto bierze udział w EDK z pobudek czysto fizycznych, sportowych, gdzieś na 30. kilometrze nie zawoła: „Jezu, pomóż!”? Jestem pewien, że wielu na trasie doświadcza wewnętrznej przemiany – mówi Jacek.

    Tomek na swoją pierwszą EDK zapisał się z kolegą agnostykiem. – Potraktowaliśmy to jako „sportowy wyczyn”. Było w tym coś egoistycznego, jakaś zaciętość, w której ginął wymiar mistyczny. Ale na końcu doświadczyliśmy kalwarii i misterium. Dotarliśmy, przynajmniej na skraj, tej wielkiej i pięknej tajemnicy, jaką jest Bóg – przyznaje. Przyjaciel Tomka podczas EDK otrzymał łaskę wiary. Dziś jest praktykującym katolikiem.


    Gdzie i kiedy?

    Jastrzębia Góra–Hel (49 km) – 7 kwietnia; Gdańsk--Matemblewo–Kalwaria Wejherowska (53 km) – 7 kwietnia; Pruszcz Gdański–Rewa (53 km) – 7 kwietnia; Pruszcz Gdański–Gdynia (trasa krótsza, 41 km) – 7 kwietnia; Tczew–Gdańsk-Brzeźno (49 km) – 7 kwie- tnia; Dziemiany–Kalwaria Wielewska w Wielu (41 km) – 31 marca. Zapisy poprzez stronę: www.edk.org.pl.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół