• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Co Polacy chcą powiedzieć światu

    Jan Hlebowicz

    |

    Gość Gdański 16/2017

    dodane 20.04.2017 00:00

    O krytyce swojej kandydatury, wizji połączonych placówek i wystawie stałej mówi dr Karol Nawrocki, nowy dyrektor Muzeum II Wojny Światowej.

    Jan Hlebowicz: Zwolni Pan wszystkich dotychczasowych pracowników i gruntownie zmieni wystawę stałą?

    Dr Karol Nawrocki: Paliwo do napędzania niezdrowej atmosfery paniki się wyczerpało. Po zgodnej z prawem decyzji konstytucyjnego ministra przyszedł nowy dyrektor – zawodowy historyk. Po czym, zamiast zacząć fizyczną dewastację ekspozycji, o jakiej mówiły skrajne środowiska, zapowiedział rzetelną dyskusję nad jej kształtem, z udziałem naukowców i środowisk, których głos do tej pory bagatelizowano. Jeśli chodzi o pracowników, wszyscy, którzy są gotowi realizować misję MIIWŚ w poszerzonym kształcie, mogą czuć się bezpieczni.

    Jaka jest Pańska wizja historyczna MIIWŚ?

    Dla mnie MIIWŚ w Gdańsku, wybudowane kosztem ciężko wypracowanego przez Polaków pół miliarda złotych, winno być wyjątkową okazją do opowiedzenia światu o fenomenie polskiego doświadczenia w czasie II wojny światowej.

    Wystawa stała spełnia te kryteria?

    Mówimy o najpotężniejszej, zdaje się, inwestycji muzealnej w historii Polski. Muzeum ma więc ogromny potencjał lokalowy i multimedialny, ale przede wszystkim potencjał wpływania na opinię publiczną w Polsce i za granicą. Dlatego tak ważna jest w tym kontekście odpowiedź na pytanie, co my, Polacy, chcemy powiedzieć światu o naszym tragicznym doświadczeniu z lat 1939–1945, aż do zniewolenia przez nowy system totalitarny. Nie widzę żadnego problemu w spektakularnej i interesującej dla zagranicznych gości metodzie komparatystycznej prowadzenia narracji. Spodziewam się tylko, że to porównanie będzie obiektywne i że zostanie w nim podkreślona rola pewnych osobliwych doświadczeń Polaków w czasie II wojny światowej. W tym na przykład wyjątkowe w początkowym etapie wojny bestialstwo Schelbschutz, prowadzące do masowych mordów mieszkańców Polski, w tym Pomorza, jesienią 1939 r., tragiczne losy polskiego duchowieństwa katolickiego w diecezjach, gdzie ginęło nawet 50 proc. księży, w końcu fenomen Polskiego Państwa Podziemnego, powstania warszawskiego itd.

    Co sądzi Pan o pomyśle włączenia Muzeum Westerplatte jako filii MIIWŚ? Czy to nie krok marginalizujący znaczenie i rolę Westerplatte w dziejach polskiej historii?

    Westerplatte to jeden z fenomenów naszych pięknych i jednocześnie skomplikowanych dziejów. Tam, w boju z niemieckim nazizmem, rodził się archetyp polskich postaw w czasie II wojny światowej − umiłowania wolności i konsekwentnej walki o najwyższe wartości. Dla mnie Westerplatte doskonale pasuje do słów profesora Henryka Elzenberga: „Sens walki winien być mierzony nie szansami na jej zwycięstwo, a wartościami, w imię których walka się odbywa”. Pomysł połączenia uważam za bardzo dobry. W innym przypadku ciężko byłoby mi realizować swoją misję. Jednym z moich zadań jest natomiast zadbanie o to, by Westerplatte nie funkcjonowało wyłącznie jako filia MIIWŚ, ale także stało się żywym miejscem pamięci. Choć to szalenie trudne zadanie...

    W jaki sposób planuje Pan zagospodarować półwysep Westerplatte?

    Jeszcze przed połączeniem obu placówek Muzeum Westerplatte podejmowało realne działania. M.in. badania archeologiczne, które będą kontynuowane w tym roku, ale także wydarzenia kulturalne oraz szalenie skomplikowane i żmudne odtwarzanie szczegółowej topografii Westerplatte z września 1939 – z postępującymi śladami walk. Wszystkie te projekty mają olbrzymi potencjał, dlatego będę je wspierał. Jednak dla półwyspu najważniejsze jest aktualnie uregulowanie prawa własności działek i rozpoczęcie procesu rekonstrukcji zabytkowej infrastruktury.

    Powstanie realna przestrzeń łącząca obie placówki?

    Mam pewien bardzo śmiały i na dziś mocno perspektywiczny pomysł. Moim marzeniem byłoby, aby za kilka lat zwiedzanie MIIWŚ rozpoczynało się właśnie na Westerplatte, od opowieści w miejscu, gdzie unosi się historia − opowieści o pierwszych dniach wojny i całym tragicznym roku 1939. Potem z Szańca Mewiego następowałby rejs Martwą Wisłą i Motławą w okolice mostu Wapienniczego. Po drodze turyści mijaliby Twierdzę Wisłoujście, piękne gdańskie pobrzeża i w końcu docieraliby do małej mariny przy moście i budynku MIIWŚ, z dalszą częścią historii o doświadczeniach II wojny. Podsumowując: jeden bilet, kilka modułów zwiedzania, piękne widoki i nowoczesna technika. To spodobałoby się nie tylko miłośnikom historii.

    Krytycy Pańskiej nominacji wskazują na „słaby dorobek naukowy”, brak kontaktów międzynarodowych, młody wiek i niewielkie doświadczenia w zarządzaniu placówką muzealno-kulturalną...

    Kilka książek poświęconych różnym zagadnieniom z najnowszej historii Polski, wiele artykułów naukowych i popularnonaukowych, kilkadziesiąt konferencji, stopień doktora nauk humanistycznych – w moim przekonaniu w pełni wystarczają jak na niespełna 35-letniego naukowca, edukatora i działacza społecznego. MIIWŚ potrzebuje dyrektora na miejscu, wywodzącego się z regionu, znajdującego wspólny język z rozmaitymi środowiskami reprezentującymi gdańszczan, rozumiejącego miejscową specyfikę. Sprawami zagranicznymi zajmie się prof. Grzegorz Berendt, wybitny naukowiec z ogromnym dorobkiem w dziedzinie II wojny światowej, znający kilka języków, posiadający rozległe kontakty międzynarodowe. Bez obaw.•

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół