• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Przemeblowanie

    Jan Hlebowicz

    |

    Gość Gdański 22/2017

    dodane 01.06.2017 00:00

    – Wcześniej był wieczny bal. Impreza za imprezą, morze alkoholu i generalnie luźne życie. Kościół omijałem. A w środku? Pustka. Kim ja w ogóle jestem? Wspólnota wszystko zmieniła. Brzmi patetycznie, ale tak naprawdę było. To tu poznałem Chrystusa… i swoją przyszłą żonę – opowiada Paweł Loose.

    Korzenie wspólnoty sięgają jeszcze lat 90., kiedy w gdańskim Matemblewie odbywały się organizowane przez ks. Zbigniewa Drzała festiwale ewangelizacyjne dla młodzieży. Z czasem wokół tych imprez zaczęła gromadzić się grupa ludzi, regularnie pomagająca w przygotowaniach. Przed sześcioma laty przy parafii pw. Świętych Anny i Joachima w Letnicy powstała wspólnota Młodzi i Miłość. − Skąd taka nazwa? Bo Bóg jest miłością. Bo miłość pozwala pokonywać życiowe trudności i trwać w młodości serca − wyjaśnia Paweł.

    Młodzi i miłość

    Na spotkaniach wspólnoty poznał Ulę. – Razem pracowaliśmy przy organizowaniu różnego rodzaju wydarzeń, potem były długie rozmowy, przyjaźń, a w końcu miłość – opowiada Ula. Rok temu wzięli ślub. – Można powiedzieć, że nasza historia idealnie wpisuje się w nazwę wspólnoty – dodaje z uśmiechem. W pewnym momencie padł pomysł, by wyjść ze wspólnotowymi doświadczeniami, przemyśleniami, rozmowami „na zewnątrz”. Tak narodziło się pierwsze Forum Młodzi i Miłość – wydarzenie ewangelizacyjne skierowane do młodych ludzi z całej diecezji.

    – Na kolejnych spotkaniach, przyciągających setki, a z czasem tysiące uczestników, poruszane były głównie zagadnienia z zakresu budowania relacji międzyludzkich. Mówiliśmy o przyjaźni, relacjach damsko-męskich, zaufaniu, emocjach. Oczywiście zawsze w odniesieniu do Pana Boga – tłumaczy Paweł. − Nie jesteśmy hermetycznym środowiskiem. W naszych spotkaniach uczestniczą osoby silnie związane z Kościołem, a także takie, które nie wierzą albo poszukują. Obserwuję od lat, jak te fora zmieniają młodych ludzi. Nierzadko przychodzą później na spotkania wspólnoty i mówią: „Chcę dowiedzieć się więcej, chcę poczuć więcej, chcę coś zmienić” − dodaje ks. Zbigniew Drzał, duszpasterz wspólnoty. Gosia Truszczyńska brała udział w dwóch forach. Wcześniej mieszkała za granicą. – Chociaż wychowana zostałam w tradycji katolickiej, to z wiarą i Kościołem niewiele miałam wspólnego. Od czasu do czasu chodziłam na niedzielną Mszę św. i to wszystko. Moje życie duchowe właściwie nie istniało – opowiada. – Radykalna zmiana przyszła w zeszłym roku. Wraz z chorobą. Nie chcę mówić jaką. Poważną. Na tyle, że nic nie pomagało. Zwróciłam się do jakiejś „siły wyższej”, bo tylko to mi pozostało. Wtedy, trochę nieświadomie, zaczęłam się modlić do Boga. Rozmawiałam z Nim. Dzieliłam się wszystkim, co mnie bolało. No i… zaczęło się poprawiać. Postanowiłam wrócić do Polski. Podczas pielgrzymki poznałam ludzi ze wspólnoty Młodzi i Miłość. Przyszłam na spotkanie. Potem było pierwsze forum. Całkowicie przemeblowałam swoje życie. I zostałam.

    Nie dla nas seksualny fast food

    Kolejne, ósme już Forum Młodzi i Miłość odbyło się 24 maja na stadionie Energa w Gdańsku. Tym razem poświęcone było tematowi ludzkiej seksualności. − Bardzo często w internecie, telewizji, gazetach, reklamach bombardowani jesteśmy „seksualnym fast foodem” − powierzchownym, szkodliwym, brzydkim. My opowiadamy, choćby na własnym przykładzie, o pięknej seksualności realizowanej w relacji małżeńskiej, która skupia się wokół miłości, zaufania, szacunku, bliskości i wzajemnej akceptacji − mówi Ula. – Myślę, że każdy młody człowiek ma w sobie potrzebę miłości i bliskości. Nie dziwi więc ogromna chęć odnalezienia „tego czegoś”. Niestety w wielu przypadkach następuje zderzenie z seksualnością zbanalizowaną, która sprowadza się do opowieści „jak często”, „z iloma”, „w jakich konfiguracjach”. Wtedy przychodzi rozczarowanie. Forum Młodzi i Miłość daje okazję poznania ludzi, którzy szukają czegoś głębszego i piękniejszego – dodaje Gosia. Gościem specjalnym spotkania był Lech Dokowicz, polski reżyser, scenarzysta i producent filmowy, a przede wszystkim mąż, ojciec pięciorga dzieci. − W dzisiejszym czasach niemal cały medialny świat wytapetowany jest obrazami nagości, pobudzającymi ludzką seksualność. Dlaczego? Te obrazy niszczą niewinność i czystość, kładąc fundament pod pierwszy grzech, który pociąga za sobą następne − mówi. − Najpierw jest zabicie niewinności i czystości, później nieczyste myśli, a następnie czyny. Ciało jest pobudzone i rozognione, więc domaga się spełnienia. Wtedy dochodzi do pierwszego grzechu w czynie. W przypadku większości młodych ludzi − do masturbacji. Wiele osób pyta mnie: „Co jest w tym aż tak złego i dramatycznego?”. To zachowanie odwraca zamiar Boga względem człowieka w seksualności. Pan Bóg zamierzył naszą seksualność jako dar mężczyzny dla kobiety oraz kobiety dla mężczyzny w związku małżeńskim. Małżonkowie mają obdarowywać się seksualnością. Masturbacja natomiast uczy przeżywać seksualność jako egoistyczne zaspokojenie samego siebie − wyjaśnia. − Regularna spowiedź i przyjmowanie Eucharystii to najlepsze i najsilniejsze lekarstwo. Demon nie może zbliżyć się do człowieka, który jest w stanie łaski uświęcającej − podkreśla.

    Od medium do Różańca

    Tegoroczne forum zakończył występ Piotra Kowalczyka, znanego jako Tau. Raper, wokalista i beat- boxer opowiedział o swoim nawróceniu. Artysta wcześniej występował pod pseudonimem Medium. Zadebiutował płytą „Seans spirytystyczny”. Jak sam przyznaje, w swoim życiu otarł się o okultyzm − eksperymentował z medytacjami, wymianami energii oraz wychodzeniem z ciała. − Te, jak się później okazało, niebezpieczne fascynacje zbiegły się z sukcesami zawodowymi. Zacząłem grać z legendami polskiego rapu, jeździłem po całej Polsce z koncertami, paliłem marihuanę, a kieszenie miałem wypchane pieniędzmi. Co z tego, skoro w sercu czułem jedną wielką pustkę. Myślałem, że jak wejdę na szczyt, to tam znajdę skarbiec, a w nim wszystko, czego potrzebuję. Okazało się, że skarbiec jest pusty − wspomina. Styl życia, a także praktyki spirytystyczne przyczyniły się do powstania wielkiej blokady, która nie pozwalała mu wejść do kościoła. Słyszał bluźnierstwa. Pojawiły się obsesje i myśli autodestrukcyjne. Mroczny, duchowy świat, w który wszedł, spowodował całkowite rozbicie psychiczne i fizyczne. Wtedy pomyślał: „Skoro żaden człowiek na ziemi nie jest w stanie mi pomóc, to może ten Bóg, który gdzieś tam pewnie istnieje, wyciągnie mnie z tego bagna, w którym się znalazłem”. Wewnętrzną przemianę artysty słychać już na płycie „Graal”, na której raper opowiedział o przywiązaniu do wartości chrześcijańskich i swojej relacji z Bogiem i Matką Bożą. − Maryja niejednokrotnie ratowała mnie z otchłani. Różaniec wyciągnął mnie z przepaści. Tak zacząłem się nawracać − opowiada. Artysta przystąpił do szczerej i trudnej dla niego spowiedzi z całego życia. Zaczął regularnie się modlić, czytać Biblię, uczestniczyć w Mszach św. Zmienił pseudonim. − Dlaczego? Ponieważ „Medium” to słowo zaczerpnięte z okultyzmu, a ja, mówiąc o Jezusie Chrystusie i opierając swoje teksty na chrześcijaństwie i Piśmie Świętym, po prostu nie mógłbym się nim posługiwać. To byłoby nie w porządku. Wyzerowałem więc licznik − przyznaje. Któregoś dnia obudził się i usłyszał w głowie głos, który powtarzał słowo „tau”. Nie wiedział, co to oznacza. Sprawdził w książkach i internecie. Okazało się, że „tau” jest znakiem ludzi zbawionych. W przeszłości posługiwał się nim św. Franciszek. •

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół