• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Pod parasolem modlitwy

    dodane 08.06.2017 00:00

    – U źródeł powstania Towarzystwa Przyjaciół GSD leży pragnienie świeckich. To zupełnie oddolna inicjatywa – mówi ks. dr Jan Uchwat, ojciec duchowny seminarium.

    Obecnie jest ich 1775. Mieszkają w całej archidiecezji. Różni ich tak naprawdę wszystko: wiek, wykształcenie, wykonywane zawody. Połączyło ich pragnienie modlitwy za młodych mężczyzn, którzy poprzez studia w seminarium przygotowują się do kapłańskiej posługi. Co wnoszą w życie seminaryjnej wspólnoty? – Od strony duchowej to ogrom modlitwy. Można powiedzieć, że towarzystwo jest właśnie obrazem trwającego na modlitwie Kościoła. Dzięki niemu tej wspólnoty możemy doświadczyć w sposób namacalny. Nie da się, oczywiście, zmierzyć i zważyć jego duchowego oddziaływania. Ale jestem głęboko przekonany, że to doskonały duchowy parasol, chroniący seminaryjną wspólnotę przed działaniem zła – podkreśla ks. Uchwat.

    – Człowiek potrzebuje ludzi bliskich, którzy z życzliwością go wspierają. Tak też jest w drodze powołania. Jak wyjaśnia ks. Uchwat, alumni utrzymują z członkami towarzystwa nieustanny kontakt. Budowaniu wzajemnych więzi służy wymiana korespondencji oraz doroczne spotkania odbywające się w Gdańskim Seminarium Duchownym. Ostatnie zgromadziło 28 maja w budynkach seminarium kilkaset osób. Była to okazja nie tylko do modlitwy i wspólnego przeżywania Eucharystii – klerycy zaprezentowali przyjaciołom program artystyczny. Co ważne, znalazł się również czas na długie, pełne życzliwości rozmowy.

    – Dlaczego tu jestem? Przyjechałam do moich dzieci – do kleryków – mówi pani Anna z Mrzezina. – W moim przypadku wszystko zaczęło się od wizyty kleryków w naszej parafii. Zachęcali nas, byśmy wstąpili do Towarzystwa Przyjaciół GSD. Skorzystałam z tego zaproszenia. I dzisiaj jestem z tego powodu szczęśliwa – dodaje. Zaznacza, że swój udział w towarzystwie traktuje jako odpowiedź na zaproszenie samego Boga. Odczuwa też Jego prowadzenie. – Dzisiaj zaspałam. Na spotkanie dojechałam stopem, później autobusem, pociągiem i wreszcie taksówką. W dotarciu na miejsce pomogło mi kilka osób. Pan Bóg czuwa – uśmiecha się. – Kiedy patrzę na tych młodych chłopców, myślę, że mogliby być moimi synami. Dostrzegam w nich moje duchowe dzieci. Jestem przekonana, że po tym spotkaniu będę się za nich modliła jeszcze gorliwiej – zapewnia.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół