• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Nie tylko dla superbohaterów

    dodane 08.06.2017 00:00

    O działaniach, leczeniu emocji oraz o trwałych więziach, jakie wytwarzają się w rodzinie zastępczej, mówi Ewa Weiss-Miller, dyrektor puckiego Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie.

    Ks. Rafał Starkowicz: Od dwóch lat jest Pani dyrektorem puckiego PCPR. Co zdecydowało o tym, że podjęła Pani taką właśnie pracę?

    Ewa Weiss-Miller: Wszystko zaczęło się już w liceum. Zawsze interesowały mnie trudne ludzkie historie. Stykałam się z nimi na co dzień. Dlatego właśnie wybrałam resocjalizację. Pojawiło się we mnie pragnienie, by pomagać człowiekowi w rozwikłaniu życiowych problemów. Służba rodzinom zastępczym jest oczywistą kontynuacją tego pragnienia. Jest to bowiem pomoc tym, którzy są najbardziej bezbronni – dzieciom. Przecież to właśnie dziecko zawsze ponosi konsekwencje trudnych zawiłości rodzinnych.

    Wydarzenia sprzed pięciu lat położyły się cieniem na placówce, którą przyszło Pani kierować…

    To prawda. Myślę jednak, że wszyscy pracownicy puckiego PCPR z tego bolesnego wydarzenia wyciągnęli odpowiednie wnioski. Obecnie kwalifikacja kandydatów na rodziców zastępczych odbywa się na zupełnie innym poziomie niż do tej pory. Powierzenie obowiązków poprzedzają badania psychologiczne, pedagogiczne, wywiad środowiskowy. Pomagają także specjalistyczne szkolenia. Później zbiera się grupa specjalistów tworząca tzw. zespół kwalifikacyjny, który decyduje o tym, czy kandydaci posiadają wszelkie predyspozycje i motywacje, by pełnić funkcję rodziny zastępczej. Obecnie spełniamy wszystkie wymogi i bardzo drobiazgowo się do nich stosujemy.

    Jak ważny jest tu dobór ludzi o właściwych predyspozycjach?

    O tym, że jest to kwestia kluczowa, przekonałam się dużo wcześniej, kiedy przez 15 lat pracowałam w domu dziecka. Każde dziecko, które trafia do pieczy zastępczej, niesie swój bagaż doświadczeń. Często to bardzo traumatyczne doświadczenia. Życzliwe osoby, które spotyka po drodze, mogą je ukierunkować i spowodować, że takie dziecko będzie umiało normalnie funkcjonować w otaczającym je świecie.

    Czy jest to możliwe w sytuacji, gdy dziecko wychowuje się poza swoją biologiczną rodziną?

    Oczywiście. Jeżeli tylko dzieckiem zajmują się właściwe osoby. Ważne jest także to, by dziecko trafiło do pieczy zastępczej w odpowiednim momencie. Mamy takie przypadki, że państwo prowadzący rodzinną placówkę spotykają się ze swoimi dorosłymi już dziećmi zastępczymi, np. w święta. Wychowankowie odwiedzają ich, ponieważ to są niezwykli ludzie, którzy oddali im serce. Przyjeżdżają całymi rodzinami. Wytworzone więzi są tak silne, że odwiedzają ich także „wnuki zastępcze”.

    Czy rodzina zastępcza jest w tym względzie lepsza od tradycyjnego ośrodka?

    Ogromnym walorem rodzinnej pieczy zastępczej jest to, że jest w niej mniej dzieci niż w ośrodku. Kontakt pomiędzy opiekunem a dzieckiem jest zindywidualizowany. Relacje są bliższe, cieplejsze. Wiele zależy także od tego, na ile pozwoli dziecko. Nie ma dwóch takich samych historii.

    Ile rodzin zastępczych funkcjonuje na Waszym terenie?

    Na terenie powiatu puckiego jest ich 60. Sprawują one opiekę nad ok. 140 dziećmi. Nie ukrywam jednak, że bardzo zależy nam na tym, żeby zwiększyć te zasoby. Czekamy na chętnych. Myślę, że wszystkie powiatowe centra na terenie naszego województwa poszukują takich kandydatów. Osoby, które się do nas zgłaszają, to zwykle ludzie z powołaniem. Myślę, że w pewnym momencie w ich życiu pojawia się po prostu pragnienie pomocy dzieciom.

    Zwykle pojawiają się także wątpliwości…

    To prawda. Ludzie często zastanawiają się, czy podołają wyzwaniom. Do tego, by pełnić rolę rodziny zastępczej, nie trzeba być superbohaterem. Nie ma się czego bać. Kiedy takie osoby zgłoszą się do naszego ośrodka, pomożemy rozeznać im, czy się do tego nadają. Biorąc udział w kształtowaniu dzieci w ramach rodziny zastępczej, dajemy tym dzieciom szczęście. Można powiedzieć, że budujemy ich świat. Uczymy funkcjonowania, sposobu poruszania się w świecie. Ale także dorosłym, którzy podejmą się uczestnictwa w tym dziele, daje to niewątpliwie poczucie spełnienia i wielką satysfakcję.

    Jakie działania podejmujecie, by zachęcić niezdecydowanych?

    Staramy się dbać o popularyzację rodzicielstwa zastępczego poprzez uczestnictwo w festynach i odpustach. W zeszłym roku byliśmy np. na odpuście w Swarzewie. Mamy swój namiot, rozdajemy ulotki… Próbujemy docierać wszędzie tam, gdzie możemy spotkać dobrych, otwartych na potrzeby innych ludzi. Poza tym w związku z Dniem Rodzicielstwa Zastępczego sami organizujemy festyny. Najbliższy odbędzie się 10 czerwca w Szymbarku. Mimo że jest on przeznaczony dla rodzin zastępczych, zawsze jest pewną formą promocji. Zapewniamy nie tylko szeroko rozumiane wsparcie specjalistyczne. W tym roku po raz pierwszy będziemy także mieli półkolonie dla dzieci z pieczy zastępczej. Organizujemy je wraz ze Stowarzyszeniem „Port”. Ponieważ jesteśmy najbardziej morskim powiatem, zaproponowaliśmy w tym roku w sporty wodne: surfing, żeglarstwo… Najistotniejsze jest jednak to, by wychowujące się w rodzinach zastępczych dzieci mogły oddychać pełną piersią i doznać miłości. Zaufanie do dorosłych, miłość, bezpieczeństwo – to je kształtuje na przyszłość. Patrząc na efekty działań rodzin zastępczych, widzę, że to się udaje.• rafal.starkowicz@gosc.pl

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół