• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • I w ten sposób narodziłem się ja...

    Jan Hlebowicz

    |

    Gość Gdański 28/2017

    dodane 13.07.2017 00:00

    − Rozmawialiśmy z osobami, które zdecydowały się na aborcję. Dla wszystkich ta decyzja wiązała się z wielką traumą. Nigdy nie zapomnę spotkania z 80-letnią panią, która w młodości postanowiła przerwać ciążę. Płacząc, pytała, gdzie teraz jest jej dziecko − opowiada Anna Zenka.

    Z Gdańska wystartowała 8. edycja Rajdu dla Życia, organizowanego przez Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży. Druga grupa uczestników równocześnie wyruszyła z Oświęcimia. 27 osób na rowerach w ciągu tygodnia pokonało ponad 2314 km, przejeżdżając przez teren 27 diecezji i 15 województw. Wszyscy spotkali się pod katedrą w Łodzi. − Nasz rajd był pielgrzymką, a nie wyzwaniem sportowym. Każdy trud, zmęczenie, wysiłek, problemy na drodze ofiarowaliśmy w intencji obrony życia. Prosiliśmy też napotkane na trasie osoby, by w taką modlitwę się włączyły − podkreśla ks. Janusz Wilk, duszpasterz rajdu.

    To co, usuwamy?

    W miejscowościach, przez które prowadziła trasa, uczestnicy rajdu spotykali się z mieszkańcami. − Rozmawialiśmy o wartości życia od poczęcia aż do naturalnej śmierci, rozdawaliśmy bezpłatne materiały pro life i, co najważniejsze, dzieliliśmy się osobistymi świadectwami − mówi Karolina Pluta, rzecznik prasowy trasy z Gdańska do Łodzi. Ewelina od lekarza, który oznajmił jej, że jest w ciąży z trzecim dzieckiem, usłyszała: „To co, usuwamy?”. Na jej pytanie: „Dlaczego?” zdziwił się: „Przecież ma pani już dwoje dzieci, urodzonych w odstępie około 1,5 roku. Chce się pani męczyć z trzecim?” – dopytywał. Dziś syn Eweliny – Michał – jest studentem politechniki. – 55 lat temu Irena Kamys zaszła w ciążę i lekarz powiedział, że ciąża może być zagrożeniem jej życia. Radził jej, żeby ją usunęła, na co Irena Kamys się nie zgodziła. I w ten sposób narodziłem się ja – opowiada swoją historię Dariusz Kamys, założyciel kabaretu Hrabi, który oficjalnie wsparł inicjatywę KSM. − Cieszę się, że mogę firmować tak piękne przedsięwzięcie. Staram się żyć w przyjaźni z Panem Bogiem, oczywiście mając na plecach bagaż ludzkich słabości, upadając i dźwigając się, ale jednak cały czas idąc za tym głosem − dodaje.

    Kwiaty pod koła rowerów

    Uczestnicy rajdu zachęcali także ludzi do włączenia się w Duchową Adopcję Dziecka Poczętego. – To wspaniała forma modlitwy, którą sam podjąłem już kilkakrotnie. Wierzę, że dzięki niej możemy ocalić życie wielu dzieci – mówi Sebastian Jaworski, uczestnik rajdu. Maria modliła się w intencji konkretnego dziecka zagrożonego aborcją. Jest pielęgniarką. Do laboratorium, w którym pracuje, zgłosiła się para w 24. tygodniu ciąży. U dziecka wykryto podejrzenie wady genetycznej. Ojciec zapowiedział, że jeśli badania to potwierdzą, nie zgodzi się, żeby dziecko się urodziło. Z jakimi reakcjami spotykali się uczestnicy rajdu, kiedy dzielili się swoim przesłaniem albo zachęcali do modlitwy?

    − To ciekawe, ale właściwie ani razu nie zetknęłam się z negatywnym odbiorem naszej inicjatywy. Czasami niektórzy sceptycznie kiwali głowami albo nie przyjmowali od nas materiałów. Nie było jednak agresji, złości, nienawiści. Wiele osób, szczerze zainteresowanych, prosiło o szczegółowe informacje na trudne tematy związane z aborcją, pigułką „dzień po” czy in vitro. Wiedzieliśmy, że musimy być merytorycznie przygotowani i dlatego przed pielgrzymką zapoznawaliśmy się z fachową literaturą − opowiada A. Zenka, która brała udział w rajdzie już po raz piąty. Z podobnymi reakcjami spotkał się ks. Wilk, który towarzyszy rowerzystom od pierwszego rajdu. − W jednej z miejscowości mieszkańcy sypali kwiaty pod koła naszych rowerów. Innym razem po uczestników wyjechała straż pożarna i eskortowała do miejscowości postojowej. W jednym ze sklepów robiliśmy spore zakupy na dalszy etap drogi. Kiedy właściciel dowiedział się o naszej inicjatywie, nie policzył ani złotówki. Jeszcze gdzie indziej miejscowy proboszcz razem z mieszkańcami przygotował dla nas poczęstunek, chociaż nie planowaliśmy się w tym miejscu zatrzymywać. Takich gestów była cała masa w każdym z województw, przez które przejeżdżaliśmy − zaznacza. − To zupełnie inny obraz, który znamy z mainstreamowego, zmanipulowanego przekazu medialnego promującego czarne marsze. Polska jest za życiem.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół