• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Właściwy azymut

    Agnieszka Lesiecka

    |

    Gość Gdański 29/2017

    dodane 20.07.2017 00:00

    – Pielgrzymować może każdy. Jeśli ma w sercu pragnienie, by wziąć udział w pielgrzymce, to po prostu musi się ruszyć – mówi Mariola Przegenda.

    W Polsce jest ich ponad 122 tysiące. To uczniowie liceów, studenci, matki i ojcowie, emeryci, przedsiębiorcy, kasjerki. Osoby zdrowe i chore. Każdego roku w wakacje wkładają wygodne buty i wyruszają na szlak, by po kilkunastu dniach pieszej wędrówki pokłonić się przed tronem Jasnogórskiej Pani. Część z nich wyrusza z naszej archidiecezji.

    Odciąć się od codzienności

    – Pierwszy raz poszedłem do Częstochowy po drugiej klasie liceum. Były wakacje, a ja miałem dużo wolnego czasu – mówi Aleksander Szulc, obecnie student informatyki na Politechnice Warszawskiej. – W pielgrzymowaniu zakochałem się już pierwszego dnia wieczorem, podczas Apelu Jasnogórskiego. Piorunujące wrażenie zrobiło na mnie to poczucie wspólnoty i serdeczności, gdy wszyscy pielgrzymi wyszli z ławek, złapali się za ręce i razem zaczęli się modlić i śpiewać – opowiada Olek.

    Jest absolwentem renomowanej gdyńskiej „Trójki” i zwycięzcą wielu konkursów z zakresu robotyki. Choć mógłby spędzać wakacje nad morzem ze znajomymi bądź podróżując po świecie, twierdzi, że nie ma lepszego pomysłu na wakacje niż pielgrzymowanie. – Żaden wyjazd nie działa na mnie tak jak pielgrzymka. To czas, w którym jestem w stanie całkowicie odciąć się od świata zewnętrznego i od codzienności – mówi. – W momencie wyjścia na trasę tak naprawdę myśli się głównie o tym, by dojść na kolejny postój i na miejsce noclegu. Wszystko, co robiliśmy jeszcze kilka dni temu, na uczelni czy w pracy, nie ma w tym momencie żadnego znaczenia – podkreśla. Olek nie ukrywa, że zmęczenie, mała ilość snu i codzienne wczesne wstawanie nieco doskwierają w czasie pielgrzymowania. Dodaje jednak, że po 3 dniach łapie się kondycję i sam marsz już tak nie męczy. – Człowiek zaczyna skupiać się na innych aspektach drogi – na modlitwie i intencjach, w których pielgrzymuje – wyjaśnia. – Aspekt duchowy wędrówki jest dla mnie bardzo ważny. To okres, kiedy mogę się skoncentrować na tym, jak wygląda moje życie duchowe i relacja z Bogiem. Czuję, że w tym czasie na nowo wyznaczam sobie właściwy azymut i już wiem, w którą stronę powinienem podążać przez cały kolejny rok – dodaje.

    Powrót na szlak

    Mariola Przegenda rozpoczęła swoją przygodę z pielgrzymowaniem w latach 80. ub. wieku. Pierwszy raz wybrała się na Jasną Górę z Pielgrzymką Pomorską. Później regularnie chodziła do Częstochowy z Pielgrzymką Gdańską. W końcu na świecie pojawił się jej młodszy syn. – Od 1990 roku miałam 15-letnią przerwę w pielgrzymowaniu. Łukasz urodził się bowiem z porażeniem dziecięcym czterokończynowym spastycznym – opowiada. – Cały czas nosiłam w sobie to pragnienie, żeby do pielgrzymowania wrócić, ale moje dziecko musiało dorosnąć do tego, żeby zabrać je ze sobą. Choć tak naprawdę w ogóle nie wyobrażałam sobie pielgrzymowania w tej sytuacji – tłumaczy. Wszystko się zmieniło, gdy pewnego razu ksiądz uczący Łukasza religii zasugerował, że ten powinien wybrać się na Jasną Górę. – Powiedział mu, że już jest stary i powinien zacząć chodzić na pielgrzymki – śmieje się Mariola. – Ja się wtedy pochwaliłam, że moim marzeniem jest powrót na szlak. A ksiądz, słysząc to, szybko załatwił Łukaszowi nowy wózek, bo bałam się, że ten stary rozleci się na trasie. Później z nieba spadł nam opiekun dla Łukasza i tak mój syn wybrał się po raz pierwszy na pielgrzymkę – opowiada. – Oczywiście, obawiałam się tego, jak on sobie da radę. Wiedziałam, jaki to wysiłek. Cały czas mówiłam im, że mogą w każdej chwili wracać. Ale po powrocie z Częstochowy zakomunikowali mi, że w przyszłym roku idą znowu – śmieje się. Wtedy do pielgrzymowania postanowiła wrócić także Mariola. Ponieważ Łukasz wolał na trasie towarzystwo rówieśników, ona musiała znaleźć sobie jakieś zajęcie. Dołączyła do służby medycznej. Dzisiaj Mariola ma 52 lata. W tygodniu pracuje i opiekuje się niepełnosprawnym 27-letnim Łukaszem. Nadal chodzi na pielgrzymki. Podkreśla, że czeka na to cały rok i że latem jest to dla niej doświadczenie lepsze i ważniejsze niż opalanie się na plaży. – Na pielgrzymkę zawsze czekam z utęsknieniem. Po niej wystarcza mi sił na kolejny rok – zapewnia.

    Nie bój się

    Aleksander, Mariola i Łukasz, zapytani o zalety pielgrzymowania, jednogłośnie opowiadają o ładowaniu akumulatorów, rozwoju duchowym i wspaniałych ludziach. – Jeśli ktoś ma w sercu pragnienie, by wziąć udział w pielgrzymce, to po prostu musi się ruszyć i spróbować swoich sił – mówi Mariola. – To naprawdę fantastyczne doświadczenie, którego nie należy się bać – dodaje. – Sądzę, że każdy powinien przynajmniej raz pójść na pielgrzymkę. Choćby na dzień czy dwa. W pielgrzymowaniu najważniejsze są droga i proces, przez jaki sami przechodzimy. Towarzyszy nam zupełnie inne doświadczenie modlitwy. Naprawdę warto je przeżyć – dodaje Olek.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół