• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Kapłan, Kaszub i żołnierz

    dodane 20.07.2017 00:00

    O pewnej rozmowie z gen. Hallerem, wojennych dowcipach i politykowaniu, które nie wszystkim się podobało, mówi dr Krzysztof Korda, historyk.

    Jan Hlebowicz: Podczas ostatnich Targów Książki Kaszubskiej i Pomorskiej w Kościerzynie Pańska praca „Ks. ppłk Józef Wrycza (1884–1961) – biografia historyczna” zdobyła główną nagrodę w kategorii opracowania naukowe. Skąd pomysł na taką właśnie książkę?

    Krzysztof Korda: To odpowiedź na apel śp. prof. Gerarda Labudy, aby upamiętnić wybitnych Pomorzan poprzez pisanie ich naukowych biografii. Profesor wypowiedział te słowa na II Kongresie Kaszubskim i mimo że od tego czasu upłynęło ponad 20 lat, biografistyka pomorska nadal jest dziedziną nauki mało rozpoznaną.

    Bohater książki urodził się w 1884 r. w Zblewie na Kociewiu, czyli w zaborze pruskim. Był buntownikiem już od wczesnej młodości...

    Mawiał o sobie, że nie miał w życiu dwóch rzeczy – strachu i pieniędzy. I rzeczywiście tak było. Od najmłodszych lat, już jako gimnazjalista, związał się z filomatami pomorskimi. Potajemnie studiował polską literaturę, historię, geografię. Z tego powodu stanął przed prokuratorem pruskim. Mógł nawet zostać wyrzucony ze szkoły z wilczym biletem, ale nie znaleziono przeciw niemu obciążających dowodów. To właśnie wtedy nauczył się konspiracji, a doświadczenie z młodości mocno wpłynęło na jego późniejszą postawę.

    10 lutego 1920 r. ks. Wrycza stanął u boku gen. Hallera w Pucku. Podobno sprzeciwił się dowódcy, gdy ten poprosił go o skrócenie kazania. To prawdziwa anegdota czy legenda powtarzana od lat na Kaszubach?

    Rzeczywiście, ks. Wrycza – w imieniu Wojska Polskiego oraz duchowieństwa – wygłosił kazanie podczas zaślubin Polski z morzem w Pucku. Pogoda tego dnia była paskudna, dlatego gen. Haller chciał, aby kapelan skrócił kazanie. Ale ks. Wrycza się na to nie zgodził. Postawił się generałowi i zrobił po swojemu. Kaszubi podczas płomiennej homilii płakali. Nadeszła chwila wolności, na którą czekali aż 148 lat, tj. od 1772 r. To najważniejszy moment w życiu ks. Wryczy − czas wejścia na karty historii, a także narodzin jego legendy.

    Ks. Wrycza to osobowość złożona i trudna do zaszufladkowania.

    W 1924 r. ks. Wrycza przybył jako nowy proboszcz do Wiela − miejscowości i parafii, z którą miał związać się niemal do końca życia. We wspomnieniach zapisał się jako osoba o grubej skórze, ale gołębim sercu. Potrafił zrazić do siebie dużą część parafii, ale kiedy komuś działa się krzywda, stał na czele komitetu pomocy. Tryskał energią i pomysłami. Upowszechniał różnego rodzaju kółka − nie tylko religijne, ale także rolnicze i wojackie. Był dobrym gospodarzem. Dbał o kościół i o kalwarię wielewską.

    Zrażał do siebie parafian zaangażowaniem politycznym?

    Polityka bardzo zajmowała ks. Wryczę. Zdaniem niektórych jemu współczesnych, za bardzo. Był jednym z liderów Narodowej Demokracji na Pomorzu, lokalnym radnym. Być może ks. Wrycza nie zostałby politykiem, gdyby nie przewrót majowy z 1926 r., przeprowadzony przez Józefa Piłsudskiego. Duża część Pomorzan miała poglądy endeckie. Wynikało to z wdzięczności dla postawy Romana Dmowskiego za zabiegi o przyłączenie Pomorza do Polski. Kiedy na skutek przewrotu odsunięto od władzy rząd Wincentego Witosa współtworzony przez endecję, wielu Pomorzan protestowało. To spowodowało także większe zaangażowanie ks. Wryczy w politykę.

    W jakich okolicznościach bohater Pańskiej książki rozpoczął działalność niepodległościową po 1 września 1939 r.?

    Ksiądz podpułkownik Wrycza był przed wojną prezesem pomorskim Towarzystwa Powstańców i Wojaków. Jego członkowie organizowali ćwiczenia, strzelanie, rzut granatem itp. Prowadzili działalność paramilitarną. I to doświadczenie przydało się księdzu w czasie II wojny światowej. W 1939 r. czworo młodych Kaszubów założyło partyzantkę o nazwie „Gryf Kaszubski” (później „Gryf Pomorski”). Jeden spośród jego założycieli był związany z przedwojennym towarzystwem wojackim ks. Wryczy. Dla partyzantów z „Gryfa” kapłan był autorytetem. To oni poprosili go o przystąpienie do organizacji. Zgodził się, w 1941 r. stanął na jej czele, ale nie walczył, pełnił funkcję symboliczną. Jego obecność sprawiała jednak, że organizacja cieszyła się większym uznaniem, a ludzie, wiedząc, że przewodzi jej legendarny ksiądz podpułkownik, chętnie włączali się w działalność niepodległościową.

    W czasie wojny powstało wiele anegdot i dowcipów na temat ks. Wryczy...

    Oto jeden z nich: „Niemcy znaleźli ciało księdza Wryczy i przeprowadzili sekcję zwłok. Otwierają głowę, a tam Polska. Otwierają serce, a tam Bóg. Przeprowadzają sekcję dalej. Gdzie ma Niemców? Patrzą: w d...”.

    Rok 1945. Upragniony koniec wojny. Reżim brunatny został zastąpiony czerwonym.

    Ksiądz Wrycza wrócił do zniszczonej parafii. W Wielu mieszkały rodziny, których członkowie woleli zginąć, niż zdradzić miejsce jego ukrycia. Po wojnie proboszcz zabrał się energicznie za pracę w parafii. Powołał spółkę rolniczą i reaktywował bank. Chciał pomóc tym, którzy ponieśli straty z jego powodu. Jednak w 1948 r. poprosił o przeniesienie. Urazy wojenne rodzin, które cierpiały dla księdza, goiły się zbyt wolno. Stąd taka decyzja. Trafił do Tucholi. Nie potwierdziły się współcześnie funkcjonujące anegdoty mówiące o rzekomym zaangażowaniu księdza w drugą konspirację. Permanentne inwigilacja i szykany ze strony UB doprowadziły do usunięcia ks. Wryczy z probostwa. Mając 75 lat, przeszedł na emeryturę. Dwa lata później, w 1961 r., zmarł. Ksiądz Wrycza był postacią wielką, ale i kontrowersyjną. Dla Kaszubów jest autorytetem, jednym z nich, ich dumą.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół