• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Tato, tylko On może mi pomóc

    dodane 27.07.2017 00:00

    O spirytusie i wódce, codziennym czuwaniu i dziecinnie prostym dostępie do pornografii mówi ks. dr Bogusław Głodowski, duszpasterz uzależnionych archidiecezji gdańskiej.

    Jan Hlebowicz: Niedawno z rąk prymasa abp. Wojciecha Polaka otrzymał Ksiądz prestiżowe wyróżnienie za wieloletnią pracę z uzależnionymi. Rozpoczyna się sierpień, nazywany miesiącem trzeźwości. Co się będzie u nas działo?

    Ks. Bogusław Głodowski: Regularnie odprawiane będą specjalne Msze św. za uzależnionych i ich rodziny. W parafiach wystawione zostaną Księgi Trzeźwości, w których można będzie zapisać intencje za osoby uzależnione czy przyrzeczenia zachowania abstynencji. W ramach Archidiecezjalnego Kongresu Trzeźwości 15 sierpnia odbędzie się pielgrzymka z Oliwy do Matemblewa pod hasłem: „Kocham, nie piję!”. Wymarsz sprzed katedry nastąpi o godz. 14. Innym wydarzeniem w ramach kongresu będzie organizowana 21 października konferencja naukowa w auli Jana Pawła II pt. „Przez abstynencję wielu do trzeźwości stanowej i zawodowej wszystkich”. Będziemy definiować zagrożenia wynikające z nałogów, a także odpowiemy na pytania, jakie środowiska są najbardziej zagrożone różnego rodzaju uzależnieniami, jak radzić sobie z problemem, gdzie szukać pomocy.

    Wydawało mi się, że nałogi dotyczą wszystkich – od prezesów dużych firm poczynając, na uczniach szkoły podstawowej kończąc.

    Zasadniczo tak jest. Jednak im środowisko bardziej hermetyczne, tym łatwiej wpaść w nałóg i trudniej z niego wyjść. Bankowcy, policjanci, księża, prawnicy, lekarze – to grupy podwyższonego ryzyka. Dramat bardzo często rozgrywa się w czterech ścianach luksusowych gabinetów. Niedawno rozmawiałem z panią stomatolog, która nie mając pod ręką wódki, wypiła spirytus służący do dezynfekcji narzędzi. Mimo to twierdziła uparcie, że nie ma żadnego problemu z alkoholem.

    Jak rozpocząć wyjście z nałogu?

    Chwytając za telefon lub przychodząc porozmawiać osobiście. Jakiś czas temu zadzwonił do mnie właściciel dużej firmy. „Mam bardzo dobrego pracownika. Mądry, pracowity, ambitny. Niestety, ma problem z alkoholem. Chciałbym mu pomóc”.

    I co wtedy?

    Wtedy umawiamy się na spotkanie. Na rozmowę albo spowiedź. Nie narzucam formy. Potem wspólnie ustalamy procedurę wyjścia z nałogu. Najczęściej w tym trudnym i żmudnym procesie uczestniczy cała rodzina, która cierpi z powodu uzależnienia.

    No dobrze. Szef widzi problem, ale pracownik pewnie go nie dostrzega. „Spokojnie, proszę księdza, wszystko mam pod kontrolą”. Mogę się założyć, że słyszał to Ksiądz wielokrotnie.

    To prawda. Chęć wyjścia z nałogu musi być autonomiczna. Nie zrobią tego za nas mama, żona, przyjaciel czy szef. Dlatego bardzo często dopiero po sięgnięciu dna robimy pierwszy krok ku trzeźwości. Cierpienie uzależnionego to jedyna rzecz, która zmusi go do szukania pomocy. Na taką decyzję nie wpłynie nawet płacz dzieci.

    Świat zmienia się dynamicznie, a wraz z nim pojawiają się nowe zagrożenia i uzależnienia.

    Jednym z najpowszechniejszych, najniebezpieczniejszych, a jednocześnie wciąż bagatelizowanym i przemilczanym jest uzależnienie od pornografii i seksoholizm. Dotyczy to przede wszystkim młodych ludzi – nawet 8-, 9-,10-latków. Dostęp do erotyki jest dziecinnie prosty – wystarczy jedno kliknięcie myszką. Niestety, wzorce takich zachowań dzieci bardzo często przejmują od rodziców, także otoczonych pornografią. O tym się nie mówi, bo nie ma żadnych badań na ten temat. Jednak problem jest bardzo realny. Pornografia to świat bez uczuć. Człowiek uzależniony traktuje innych przedmiotowo, ma problemy z wrażliwością, empatią.

    Mówi się, że nałogowcem jest się całe życie.

    Uzależnieni codziennie walczą o to, by nie sięgnąć po kieliszek, narkotyk, pornografię itd. Pewien mężczyzna nie miał alkoholu w ustach od 20 lat. Ułożył sobie życie, odbudował relacje rodzinne, był szczęśliwy. Któregoś razu, na imprezie urodzinowej wnuczki, spróbował szampana, teoretycznie bezalkoholowego. Najpierw wypił jedną lampkę, potem butelkę. Sięgnął po wódkę. To, czego nie wypił przez ostatnie lata, „nadrobił” w dwa tygodnie. Widok był przerażający. Kochający mąż i ojciec zamienił się w „robiący pod siebie” wrak człowieka. Przez kilka godzin pomagałem w myciu go, tak bardzo był zapuszczony.

    Co pomaga w zachowaniu abstynencji?

    W grupach wsparcia nie analizuje się swojego uzależnienia od strony naukowej. Walka z nałogiem sprowadza się do „czuwania” przez całe życie. A w tym pomagają regularna modlitwa, spowiedź, przyjmowanie Eucharystii, rekolekcje oraz oczywiście program „12 kroków”. Terapia pozbawiona duchowości nie będzie skuteczna. Nie mówię tego jako ksiądz, ale osoba, która pracuje z uzależnionymi od lat. Niemal każdy powie, że bez wsparcia Boga nie udałoby się codziennie wygrywać.

    Człowiek niewierzący nie ma szans na wyjście z nałogu?

    Odpowiem pewną historią. Któregoś razu przyszedł do mnie znany dziennikarz. Raczej daleko od Kościoła. Był w okropnym stanie. Prosił o pomoc, a butelka wódki wystawała mu z kieszeni kurtki. Na spotkaniu towarzyszył mu ojciec. Ateista. Namawiał syna: „Zapewnię ci najlepszych specjalistów – psychologów, lekarzy, terapeutów. Jesteś chory, Bóg nie ma tu nic do rzeczy”. Syn jednak był stanowczy: „Tato, tylko On może mi pomóc”.

    Tu znajdziesz pomoc

    Kontakt: ks. dr Bogusław Głodowski, ul. Złota Karczma 24, 80-298 Gdańsk. Telefon: (58) 321 42 05 albo 695 403 962. E-mail: kapelanpol@wp.pl.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół