• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Remont pompy głównej

    Jan Hlebowicz

    |

    Gość Gdański 30/2017

    dodane 27.07.2017 00:00

    Na dużym stole pojawiają się miski, szklanki, kieliszki, butelki, dzbany, krajalnice i tarki. Obok stoją beczki po ogórkach. Nie, to nie zaproszenie na tradycyjny obiad...

    Ale na... muzyczną ucztę. Po chwili do przedmiotów codziennego użytku dołączają kalimby, dzwonki chromatyczne, balafony, djemby, fletnie Pana. Siedzący przy stole sięgają po nietypowe instrumenty. − Okej, jesteśmy gotowi? − pyta Jarosław Marciszewski. − Raz, dwa trzy, cztery... lecimy! Niepozorną salę prób na gdańskim Przymorzu wypełniają kaskady etnicznych, awangardowych dźwięków. – Kiedyś ludzie się ze mnie śmiali: „Patrz, to ten down. Ha, ha, ha!”. Od kilku lat jest inaczej: „Zobacz, to ten muzyk z Remontu Pomp”. Podchodzą, klepią po plecach. „Gracie super!” – mówią – opowiada Janek Skiba, kiedy w pomieszczeniu robi się już całkiem cicho.

    Siła pomp!

    Zespół Remont Pomp powstał przy Polskim Stowarzyszeniu na Rzecz Osób z Niepełnosprawnością Intelektualną Koło Gdańsk w 2004 roku. W jego skład wchodzą pełnoletnie osoby niepełnosprawne intelektualnie oraz wolontariusze. Łącznie kilkanaście osób. Całością kieruje pan Jarek. – Dlaczego Remont Pomp? 13 lat temu uznaliśmy, że nazwa powinna łączyć elementy abstrakcji i rytmu. Z czasem pojawiła się nowa interpretacja. Naszą misją stał się remont pompy głównej człowieka, czyli serca – tłumaczy. Zespół inspiruje się przede wszystkich muzyką perkusyjną i etniczną (z naciskiem na afrykańską). Lubi też eksperymentować. – Z kieliszka czy miski można wydobyć piękne brzmienia. Grając na takich zwykłych przedmiotach, udowadniamy, że jesteśmy otoczeni muzyką. Wystarczy zamknąć oczy i się wsłuchać. Odgłos tłuczonego talerza można przemienić w prawdziwą sztukę – wyjaśnia Sebastian Włodarek, członek zespołu. Z czasem na próbach zaczęły pojawiać się „instrumenty śmieciowe” (trash music) − beczki po ogórkach, rury gumowe i PCV, drewniane kije. „Pompiarze” współpracują z muzykami jazzowymi światowego formatu – Wojtkiem Mazolewskim, Olem Walickim, australijskim kontrabasistą Mike’em Majkowskim, a szczególnie z Mikołajem Trzaską. Ten ostatni towarzyszy im od 2010 roku. To właśnie z międzynarodowej sławy saksofonistą przed paroma miesiącami nagrywali swoją drugą płytę – „Pomp Power”. – Staramy się, by to, co robimy, było najlepsze i na maksa. W tym pomaga nam m.in. Mikołaj. To nie jest grupa terapeutyczna, ale dążący do profesjonalizmu zespół, którego celem jest dostarczanie emocji i doznań artystycznych słuchaczom. Żadnych półśrodków. To, co tworzymy, jest dojrzałe, przemyślane i żmudnie wyćwiczone. W ten sposób staramy się promować wizerunek osób niepełnosprawnych intelektualnie, które w pełni świadomie uczestniczą w procesie tworzenia kultury – podkreśla J. Marciszewski. Po wydaniu płyty wystąpili w Europejskim Centrum Solidarności z koncertem charytatywnym na rzecz ofiar wojny w Syrii, a później wyruszyli w trasę po Australii. Zagrali koncerty m.in. w Lismore, Brisbane, Melbourne, Sydney oraz Wagga Wagga. W trakcie tournée razem z innymi formacjami muzycznymi stworzyli operę opowiadającą historię wyginięcia rodzaju ludzkiego na ziemi.

    Najważniejsza rzecz w życiu

    Cały ich świat kręci się wokół dźwięków. Magdalena Spaleniak w zespole gra na djembach. Kocha też gitarę. Jacek Cieślicki, gdy nie gra na przeszkadzajkach, słucha muzyki. Kupuje płyty, jeździ na koncerty. Jest wielkim fanem metalu. Szczególnie zespołu Sabaton. Janek, kiedy mówi o muzyce, jakby unosił się w powietrzu. − Ona daje mi kopa, energię do działania, sprawia, że w ogóle chce mi się żyć. Gdyby nie zespół, to pewnie całe dnie bym leżał do góry brzuchem. Marzę, żebyśmy kiedyś byli tacy znani jak Maanam i mieli po 15 tys. wyświetleń pod każdym utworem na YouTube – mówi. Janek codziennie szlifuje grę na saksofonie. Jest w tym naprawdę dobry. Tak dobry, że na scenie występuje z takimi tuzami polskiej sceny muzycznej, jak Wolna Grupa Bukowina. Wszyscy „pompiarze” przyznają, że bycie w zespole to „wybawienie”. – Chodziło o to, by nie gnić w domu. Osoby niepełnosprawne po ukończeniu szkoły mają mało możliwości. Terapia zajęciowa? Tak, ale często nie dla wszystkich, bo trzeba czekać w kolejce. Praca? Właściwie bez szans, bo wielu pracodawców boi się nas zatrudniać. Co mogłem zrobić? Zamiast marnować czas przed komputerem, postanowiłem ruszyć się z fotela i działać. I tak znalazłem się w Remoncie Pomp – wspomina Sebastian, który jest w zespole od początku. – Dla mnie to najważniejsza rzecz w życiu. Być częścią zespołu, który tworzy coś pięknego – czy może być coś lepszego? – dodaje Magdalena.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół