• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Kąpiel dobra na... trąd

    Jan Hlebowicz

    |

    Gość Gdański 32/2017

    dodane 10.08.2017 00:00

    Osobno panie, osobno panowie. Najlepiej nago. Woda im zimniejsza, tym lepsza. Kilka energicznych przysiadów i szybkie zanurzenie. Najwyżej parę minut. Raz dziennie przez kilka tygodni − zalecał 150 lat temu lekarz specjalista od morskich kąpieli.

    Obecnie traktujemy wypoczynek nad morzem jako coś naturalnego, nie zdając sobie sprawy, że moda na „zażywanie morskich kąpieli” rozpoczęła się zaledwie 200 lat temu. Jak bardzo XIX-wieczni kąpielowicze różnili od współczesnych?

    Na czczo lub...

    Przez całe wieki lęk przed morzem traktowanym jako żywioł groźny, nieprzewidywalny i nieprzyjazny człowiekowi był głęboko zakorzeniony w europejskiej kulturze. Zgodnie z średniowieczną wiedzą medyczną, kąpiele morskie uchodziły za wyjątkowo szkodliwe.

    − To tradycyjne podejście powoli zaczęło zmieniać się dopiero w XVII w. wraz z pojawieniem się pierwszych publikacji mówiących o dobroczynnym wpływie wody morskiej na organizm człowieka. Jednak moda na wypoczynek plażowy zaczęła kształtować się dopiero w pierwszej połowie XVIII w. w Anglii. Następnie nowy zwyczaj zaczął przenikać na kontynent – do Francji, Niemiec, Belgii, Holandii – mówi dr Janusz Dargacz z Muzeum Historycznego Miasta Gdańska. Trend nie ominął miasta nad Motławą, gdzie do 1939 r. funkcjonowało aż 6 kąpielisk – Jelitkowo, Brzeźno, Wisłoujście, Stogi, Sobieszewo i... Westerplatte. − O tym ostatnim wie dzisiaj niewiele osób, a sam półwysep kojarzy się bardziej z bohaterską obroną w trakcie II wojny światowej. Tymczasem kąpielisko na Westerplatte należało do jednych z najpopularniejszych i najlepiej wyposażonych – podkreśla historyk. U źródeł nowej mody stało przekonanie o leczniczych właściwościach wody morskiej. Korzystnie na zdrowie, zdaniem ówczesnych lekarzy, wpływały wysokie zasolenie oraz duża siła fal. Medyczne kąpiele, a także picie wody morskiej miały przynosić ulgę lub nawet całkowite uwolnienie od wielu poważnych chorób, takich jak: podagra, choroby kobiece, anemia, reumatyzm, histeria, skrofuloza, a nawet trąd czy paraliż. Kuracja odbywała się pod ścisłym nadzorem lekarza kąpielowego, który zalecał, by kąpieli zażywać raz dziennie (bez względu na pogodę) i zarazem długotrwale − od 4 do 6 tygodni. Chory mógł przebywać w wodzie najwyżej kilka minut. − Im większe fale i zimniejsza woda, tym lepiej. Chodziło przede wszystkim o pobudzenie krążenia. Właśnie dlatego XIX-wieczne kurorty powstawały nad Morzem Północnym i Bałtykiem. Ówcześni kąpielowicze, w przeciwieństwie do współczesnych, omijali ciepłe południe szerokim łukiem – wyjaśnia J. Dargacz. „Do kąpieli należy iść na czczo lub po lekkim śniadaniu i po naturalnym wypróżnieniu (...). Zanurzać się, wykonując kilka energicznych przysiadów” – radził w swoim poradniku XIX-wieczny berliński lekarz Ernst Horn. Dodawał, że niewłaściwie stosowana morska kąpiel może zaszkodzić, a nawet doprowadzić do śmierci.

    Wozem do morza

    Kąpieli można było zażywać jedynie w ściśle wyznaczonych do tego miejscach, odizolowanych od pozostałych części plaży. Aby umożliwić letnikom zdjęcie ubrania, budowano różnego rodzaju przebieralnie – proste, drewniane budki ustawione w jednym rzędzie na brzegu morza. Z czasem budki kąpielowe zaczęto łączyć ze sobą, tworząc zwarte kompleksy tzw. łazienek plażowych. – Zazwyczaj składały się one z trzech skrzydeł łączących się ze sobą pod kątem prostym, przy czym dwa boczne sięgały wody. Powstawało w ten sposób otoczone parkanami, zamknięte kąpielisko, niedostępne dla spojrzeń z zewnątrz – mówi historyk. Z powodu ściśle przestrzeganej zasady segregacji płci, w kąpieliskach funkcjonowały zawsze dwa zespoły przebieralni – damskie i męskie. Czasami stosowano także wozy kąpielowe. Miały one najczęściej formę niewielkiego domku nakrytego dwuspadowym dachem i osadzonego na czterokołowym wozie. Do morza był wciągany przez konia. Kąpielowicz wsiadał do wozu na plaży, po czym – w trakcie przetaczania pojazdu do wody – rozbierał się. W ten sposób mógł zażyć kąpieli w odpowiednim oddaleniu od brzegu. Wóz kąpielowy pojawił się m.in. na plaży w Stogach.

    Nago, a potem w sukni

    Początkowo do morza wchodzono... nago, co wynikało z zaleceń lekarskich. Jak można się domyślić, szczególnie widok roznegliżowanych pań wzbudzał zainteresowanie miejscowych młodzieńców wyposażonych w lornetki. By zabezpieczyć kąpielowiczów przed podglądaczami, oprócz zwartej infrastruktury kąpielowej, stosowano surowe przepisy. Za podglądanie groziły kary cielesne, a nawet areszt. Strój kąpielowy jako obiekt zainteresowania mody wykształcił się dopiero w latach 50. XIX w. − Pojawiły się wówczas długie, luźne suknie szyte z ciemnej flaneli, które po nasiąknięciu uniemożliwiały ruch, o nauce pływania nie wspominając. Z tego powodu kąpiące się kobiety stawały się częstym obiektem kpin i karykatur − tłumaczy J. Dargacz. Od samego początku uzdrowiska nadmorskie stanowiły także ośrodki życia towarzyskiego. Kuracjusze korzystali bowiem z bogatego programu rozrywek dostępnych w domu kuracyjnym – od koncertów i spektakli teatralnych poczynając, na nielegalnych wówczas grach hazardowych kończąc. Więcej o zwyczajach panujących na XIX-wiecznych kąpieliskach można dowiedzieć się z wystawy „Gdańszczanin na plaży”, czynnej w Domu Uphagena do 29 października.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół