• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Wynocha z Gdańska!

    Jan Hlebowicz

    |

    Gość Gdański 35/2017

    dodane 31.08.2017 00:00

    W zatłoczonej piwnicy wybuchł pożar. Czterech pocztowców zginęło na miejscu. Sytuacja z minuty na minuty robiła się coraz bardziej beznadziejna...

    Postanowili się poddać. Dyrektor placówki Jan Michoń wyszedł na zewnątrz budynku. W ręku trzymał biały ręcznik kąpielowy na znak kapitulacji. Przy akompaniamencie wrzasków: „To są polskie psy! Niech sczezną! Nie bierzemy jeńców!” padły strzały. Martwy dyrektor osunął się na ziemię. Idącego za nim naczelnika Józefa Wąsika Niemcy podpalili miotaczem ognia.

    Beczka prochu

    Kilka miesięcy przed wybuchem II wojny światowej Wolne Miasto Gdańsk przypominało beczkę prochu. „Stale coś się działo. Ulicami miasta maszerowali naziści i skandowali chórem: »Powieście Żydów, postawcie Polaków pod ścianą. Raz dwa, raz dwa«” − tak wspominał tamte dni Arkadiusz Binnebesel, syn zamordowanego obrońcy Polskiej Poczty przy Heveliusplatz. Stefania, córka Maksymiliana Cygalskiego, pocztowca zabitego przez Niemców, była zaczepiana w drodze do szkoły. „Polskie świnie, wynocha z Gdańska!” – krzyczeli za nią chłopcy z Hitlerjugend.

    Urząd pocztowy w ciągu kolejnych miesięcy dozbrojono, a także wzmocniono kadrowo, przysyłając dodatkowych pracowników po przeszkoleniu wojskowym. Do Gdańska skierowany został także członek polskiego wywiadu Konrad Guderski, którego zadaniem było przygotowanie urzędu do ewentualnej obrony. Kulminacją napiętej sytuacji był 1 września 1939 r. „Schleswig-Holstein” rozpoczął ostrzał Westerplatte. Mniej więcej w tym samym czasie do ataku na Pocztę Polską ruszyli uzbrojeni niemieccy policjanci, wspierani przez trzy samochody pancerne i artylerię. Dostali wyraźny rozkaz: obsadzić gmach poczty i aresztować jej urzędników. Nieoczekiwanie spotkali się jednak z zaciętym, zbrojnym oporem. „Walce tej nadawano wówczas sens nie tyle militarny, ile symboliczny. Od 1933 r. Gdańsk był coraz bardziej »brunatnym« miastem. Mieszkający w nim Polacy, a szczególnie pocztowcy i kolejarze, na co dzień musieli się zmagać z rosnącą falą szykan ze strony gdańskich nazistów. W konsekwencji tych doświadczeń 1 września 1939 r. polscy urzędnicy państwowi zamanifestowali swój sprzeciw, stawiając czynny opór wobec bezprawnej agresji niemieckiej” – podkreśla historyk Jan Daniluk.

    Kobieta z karabinem

    W budynku znajdowało się 58 osób, a między nimi Małgorzata Pipka, żona dozorcy, oraz jej 10-letnia wychowanica Erwina Barzychowska. Najprawdopodobniej dozorczyni pomagała obrońcom, opatrywała rannych. Piekło rozpętało się, gdy pocztowcy schronili się w piwnicy, do której Niemcy wpompowali benzynę i podpalili ją miotaczami ognia. Zachęcała ich wówczas do wspólnego odmawiania modlitwy. Walki trwały kilkanaście godzin, a nie – jak zaplanowano − sześć. Po śmierci Guderskiego akcję obronną koordynował pocztowiec i zarazem były żołnierz Alfons Flisykowski. O godz. 19 zapadła decyzja o kapitulacji. Dozorca Jan Pipka wyszedł z piwnicy tak poparzony, że widać było jego gołą czaszkę. Umarł następnego dnia. Poparzonej, ciężko rannej i oślepionej Małgorzacie Pipkowej Niemcy wcisnęli do ręki karabin i zrobili zdjęcia. Jej fotografia została później wykorzystana przez hitlerowską propagandę, a ona sama ochrzczona jako Flintenweib, czyli „Kobieta z karabinem”. 10-letnia Erwina umarła dopiero po 7 tygodniach męczarni, w październiku 1939 roku.

    Relikwie po pocztowcach

    Pocztowcy, którzy przeżyli, trafili do niemieckiej niewoli 1 września 1939 r. Po przesłuchaniach i torturach zostali postawieni przed sądem. Z ewidentnym pogwałceniem obowiązujących przepisów zapadło 38 wyroków śmierci wykonanych w pobliżu strzelnic gdańskiej Policji na Zaspie. Masowy grób pocztowców starannie ukryto. Jak pisze niemiecki kryminolog Dieter Schenk: „Odpowiedzialni za to nadużycie niemieccy prawnicy – prokurator dr Hans-Werner Giesecke i sędzia dr Kurt Bode – robią później kariery w wymiarze sprawiedliwości (...). Po wojnie, w RFN, dr Bode zostaje wiceprzewodniczącym Hanzeatyckiego Wyższego Sądu Krajowego w Bremie, a dr Giesecke – dyrektorem Sądu Krajowego we Frankfurcie. Nigdy nie zostali pociągnięci do odpowiedzialności ani za bezprawne wyroki wydane na polskich pocztowców, ani za całą swoją późniejszą działalność w służbie nazistowskiego bezprawia”.

    Przez dziesięciolecia nie udało się także odnaleźć szczątków pocztowców. − Śledztwo prowadzone w okresie powojennym pozwoliło w przybliżeniu określić miejsce egzekucji, ale poszukiwania długo nie przynosiły rezultatu. Dopiero 27 sierpnia 1991 r. koparka pracująca przy al. Jana Pawła II odkryła ludzkie szczątki i resztki pocztowych mundurów. Podjęto decyzję o ekshumacji, identyfikacji i o pogrzebie – mówi dr hab. Janusz Trupinda, kierownik Muzeum Poczty Polskiej. Uroczystości trwały dwa dni – 4 i 5 kwietnia 1992 r. 25 lat po tamtych wydarzeniach MPP, w ramach projektu „Witajcie koledzy!”, upamiętniło rocznicę pogrzebu pocztowców, a także zebrało relacje uczestników wydarzeń związanych z ekshumacją. − Teraz skupimy się przede wszystkim na konserwacji obiektów wydobytych z masowego grobu i ich odpowiednim wyeksponowaniu. Na godne potraktowanie relikwie bohaterów Poczty Polskiej czekały prawie ćwierć wieku. Drugie zadanie polega na ich digitalizacji – informuje J. Trupinda.

    Prezentacja odnowionych zabytków planowana jest na 5 października 2017 r., czyli w 78. rocznicę rozstrzelania Obrońców Poczty Polskiej. Wart ponad 58 tys. zł projekt dofinansowany został w 80 proc. z kasy Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół