• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Od niepodległości do Solidarności

    Jan Hlebowicz

    |

    Gość Gdański 45/2017

    dodane 09.11.2017 00:00

    Bez doświadczenia z 1918 roku nie byłoby Sierpnia ’80 i przemian ustrojowych 10 lat później.

    W okresie Polski Ludowej świętowanie odzyskania niepodległości było marginalizowane, a pamięć o 1918 roku zakłamywana. – Komuniści robili wszystko, by odciąć się od tradycji „reakcyjnej” II RP, która powstała na fundamencie 11 listopada. Dlatego od samego początku starali się „wygumkować” ze zbiorowej pamięci architektów polskiej suwerenności – Romana Dmowskiego i Józefa Piłsudskiego – mówi Arkadiusz Kazański, historyk z gdańskiego oddziału IPN. Trudno więc się dziwić, że czas wywalczonej wolności z roku 1918 stał się dla większości środowisk opozycji demokratycznej w Polsce wyznacznikiem społecznych, politycznych i gospodarczych standardów oraz symbolem dającym nadzieję i motywację dla ich własnej działalności.

    Zasługa Lenina...

    W PRL dzień odzyskania niepodległości przestał być wolny od pracy. Komuniści wykorzystywali propagandowo bliskość rocznicy rewolucji październikowej (7 listopada), dowodząc, że to nie Piłsudski i Dmowski otworzyli Polakom drogę do odbudowy państwa, ale przejęcie władzy w Rosji przez bolszewików. W okrągłą, 50. rocznicę odzyskania niepodległości władze zorganizowały podniosłą akademię, podkreślając zasługi Tymczasowego Rządu Ludowego Republiki Polskiej z socjalistą Ignacym Daszyńskim na czele. Premier PRL Józef Cyrankiewicz przekonywał, że „wyzwolenie narodowe to zasługa ludowych mas”. Mówił także, że główne znaczenie dla odzyskania niepodległości miał dekret Lenina unieważniający traktaty rozbiorowe. Taka wykładnia o polskiej niepodległości była głoszona przez komunistyczny reżim właściwie do końca Polski Ludowej. – W PRL-owskiej rzeczywistości święta takie, jak 11 listopada, 3 maja zostały niejako zastąpione komunistycznymi odpowiednikami. Polskie społeczeństwo zmuszane było do świętowania 1 maja, 22 lipca oraz kolejnych rocznic rewolucji październikowej – podkreśla A. Kazański.

    Tłukli i szarpali

    Rok 1976 to moment narodzin zorganizowanej opozycji demokratycznej. 23 września powstał Komitet Obrony Robotników – ugrupowanie stawiające sobie za cel pomoc represjonowanym uczestnikom strajków czerwcowych. KOR nie odwoływał się jednak tak chętnie do dziedzictwa II RP oraz tradycji niepodległościowej, jak robiły to utworzone później: Ruch Obrony Praw Człowieka i Obywatela (1977 r.), Studenckie Komitety Solidarności (1977 r.), Wolne Związki Zawodowe Wybrzeża (1978 r.) czy Ruch Młodej Polski (1979 r.). Nieprzypadkowo pierwszy apel ROPCiO podpisał gen. bryg. Mieczysław Boruta-Spiechowicz – legionista, bohater wojny polsko-bolszewickiej. Przedstawiciele antykomunistycznej opozycji przyjęli rok 1918 jako symbol walki o suwerenność i wolność. W Gdańsku 60. rocznicę odzyskania niepodległości postanowiono uczcić uroczyście i – po raz pierwszy – całkowicie jawnie. Mszy św. w bazylice Mariackiej przewodniczył ks. Józef Zator-Przytocki, pseudonim „Czeremosz”, ppłk Armii Krajowej. Następnie kilkaset osób pomaszerowało pod pomnik króla Jana III Sobieskiego. Sukces zachęcił opozycję do powtórki za rok. Tym razem w niezależnych uroczystościach wzięło udział kilka tysięcy osób. Demonstrujący członkowie RMP nieśli transparent z napisem: „Niepodległość, wolność, równość”. Do historii przeszło przemówienie Tadeusza Szczudłowskiego, gdańskiego lidera ROPCiO. „Fałsze nie przesłonią faktów – faktów dobitnie świadczących, że jesteśmy godni niepodległego bytu i że byt ten 61 lat temu odzyskaliśmy samodzielnie (...). W tym wielkim zwycięstwie godną czci rolę odegrał Kościół katolicki oraz geniusz wojenny Piłsudskiego i dyplomatyczny Dmowskiego. Chwała im!” – mówił opozycjonista. Chwilę później wraz z synem Piotrem, członkiem RMP, został napadnięty przez kilkunastu funkcjonariuszy SB i brutalnie pobity. − Po manifestacji postanowiliśmy dojść do dworca i skorzystać z taksówki, by jak najszybciej dotrzeć do domu. Nie udało się. Otoczyli nas esbecy i zaczęli tłuc i szarpać. Piotrowi podarli płaszcz. Tak „świętowaliśmy” 11 listopada w 1979 roku – wspomina T. Szczudłowski. Siłą prowadzeni do komisariatu krzyczeli: „Biją nas, niech żyje Polska!”. Rocznice niepodległości stały się także inspiracją dla „młodych niepokornych” – uczniów szkół średnich. Już w 1977 roku P. Szczudłowski z koleżankami i kolegami z gdańskiego III LO, czyli „Topolówki” słynącej ze swojej opozycyjności, przygotował dla wszystkich drugich klas koperty zawierające szpilki oraz małe tekturowe biało-czerwone karteczki z napisem: „11 listopada”. Na dużej przerwie uczniowie przypięli je do ubrań. Dwa lata później w III LO zostały rozdane ulotki oraz biało-czerwone baretki, niektóre ze znakiem Polski Walczącej. Ubrało je aż 150 uczniów szkoły. Organizatorzy akcji trafili „na dywanik” do dyrektora.

    Mogli się policzyć

    Demonstracje patriotyczne okazały się sukcesem opozycji. – Dotychczas Polacy bali się wyjść na ulicę i jawnie brać udział w uroczystościach zakazanych przez władze. Podczas niezależnych obchodów 11 listopada po raz pierwszy przełamana została bariera strachu. Podobnie myślący ludzie „mogli się policzyć” – zaznacza A. Kazański. – Wcześniej żądanie w przestrzeni publicznej odzyskania niepodległości stanowiło społeczne tabu, które zostało złamane przez przedsierpniową opozycję z T. Szczudłowskim na czele. Bez tych doświadczeń trudno wyobrazić sobie ogromny sukces Solidarności z sierpnia 1980 roku – podsumowuje historyk.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół