• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Trudno się z tym pogodzić

    Jan Hlebowicz Jan Hlebowicz

    dodane 29.11.2017 12:00

    Akcja ratunkowa na Atlantyku została przerwana. Szanse na odnalezienie żeglarza z Gdańska są zerowe. Rodzina prosi o wsparcie.

    Koniec poszukiwań Stanisława Dąbrownego - 74-letniego żeglarza z Gdańska, który zaginął na Oceanie Atlantyckim. - Akcję ratunkową oficjalnie zakończono - poinformowała nas córka Hanna Dąbrowna-Kocan.

    - Wczoraj w nocy otrzymałam telefon od ratowników z Martyniki, którzy powiadomili mnie oficjalnie o zakończeniu akcji ratowniczej w powietrzu i na wodzie. Decyzja została podjęta przez specjalną komisję, w której skład wchodził m.in. lekarz. Jego zdaniem, ojciec - przebywając w oceanie bez wody pitnej i jedzenia przez 7 dni - nie ma już żadnych szans na przeżycie. Pozostawiono jedynie sygnał satelitarny do wszystkich jednostek pływających w pobliżu z informacją o zaginięciu, na wypadek gdyby ktoś wcześniej tatę odnalazł, ale tego nie zgłosił - mówi córka.

    - Z ludzkiego punktu widzenia, ciężko mi się pogodzić z tą decyzją. Jednak patrząc na sprawę racjonalnie, dłuższe prowadzenie akcji ratowniczej na wielkim oceanie po 7 dniach od zaginięcia nie miałoby większego sensu. Jeśli ojciec nie został wcześniej podjęty przez jakąś jednostkę, to nie żyje. Trzeba to przyjąć do wiadomości, choć to niezwykle trudne - dodaje. - Oczywiście, gdzieś z tyłu głowy ciągle jest nadzieja. Nie odnaleziono ciała, nie odnaleziono koła ratunkowego, nie odnaleziono fragmentu żagla. Powoli jednak próbuję pogodzić się z bolesnym faktem - podkreśla.

    W obliczu tragedii rodzina 74-letniego żeglarza apeluje o pomoc. - Z jednej strony walczymy z bólem po stracie taty, z drugiej jest jeszcze mnóstwo formalnych i bardzo trudnych spraw do załatwienia. Po pierwsze - musimy sprowadzić mamę z powrotem do kraju. Po drugie - jacht, na którym płynęli rodzice, ciągle dryfuje po oceanie. Polskie MSZ pomaga nam w obu sprawach. Jednak nawet jeśli jacht zostanie bezpiecznie ściągnięty z oceanu, to co dalej? Opłacenie postoju w marinie na drugim końcu świata jest potwornie drogie. Chcielibyśmy sprzedać łódź i pieniądze przeznaczyć na opiekę dla mamy. Niestety, jest problem, ponieważ tata formalnie ma status osoby zaginionej, co utrudnia sprzedaż. Prosimy o kontakt prawników specjalizujących się w prawie morskim o wsparcie w tej sprawie - mówi córka.

    Kontakt: hanna.dabrowna-kocan@wp.pl.

    Stanisław Dąbrowny płynął razem ze swoją żoną dookoła świata. W ubiegły wtorek mężczyzna wypadł za burtę w niewyjaśnionych okolicznościach. O zdarzeniu poinformowała jego żona. Kobieta przez jakiś czas płynęła sama. Nie była w stanie zawrócić ani zatrzymać jednostki. W niedzielę została uratowana przez kontenerowiec. Teraz jest w drodze do Brazylii. Więcej o całej sprawie pisaliśmy TUTAJ.

    Małżeństwo płynęło na 14-metrowym jachcie od lipca tego roku. Zamierzali w rejsie spędzić jeszcze co najmniej dwa lata.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    • ann
      30.11.2017 11:13
      Pięknie jest w wieku mocno dojrzałym spełniać swoje marzenia, ale może jednak należy to robić z rozsądkiem, rozwagą i pokorą wobec żywiołów natury? Z wyrazami współczucia dla rodziny.
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół