Nowy numer 49/2020 Archiwum

Wiara, biznes i feministki

Konferencja „Katolicka rewolucja w biznesie” wywołała oburzenie środowisk lewicowych. Dlaczego?

Chrześcijańskie przedsiębiorstwa górą

Mottem Wiary w Biznesie jest fragment z Ewangelii św. Mateusza: „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili”. – Wprowadzamy te słowa do naszego biznesu nie tylko w relacji pracownik–pracodawca, ale także w kontekście naszej konkurencji. Według nas zysk firmy jest warunkiem koniecznym prowadzenia działalności, ale nie jest nadrzędnym celem – zaznacza T. Sztreker. Co ciekawe, kierowanie się tą zasadą przynosi wymierne rezultaty. – Niedawno zostały przeprowadzone badania, w których uczestniczyło kilkadziesiąt firm. Kiedy zaczęły wprowadzać wartości oparte na katolickiej nauce społecznej, okazało się, że najgorzej prosperujące przedsiębiorstwo osiągnęło wzrost przychodów na poziomie kilkunastu procent w skali roku. Większość firm biorących udział w badaniu osiągnęła wzrost na poziomie 30 proc. – podkreśla. Jak dodaje, celem konferencji było zebranie w jednym miejscu przedsiębiorców, którzy utożsamiają się z wartościami wypływającymi z chrześcijaństwa. – Chcemy się zrzeszać, współpracować oraz wspólnie stawiać czoła zagrożeniom – mówi. Zdaniem mec. Kwaśniewskiego jednym z największych niebezpieczeństw dla polskich przedsiębiorców jest narastająca ingerencja ideologiczna w obszar wolności gospodarczej w postaci tzw. piątej dyrektywy antydyskryminacyjnej UE. – Negatywne konsekwencje wprowadzenia tych przepisów byłyby ogromne. Organizacje przypisujące sobie prawo do reprezentowania jakichkolwiek grup mniejszościowych mogłyby żądać dotkliwych zadośćuczynień od każdego przedsiębiorcy, którego posądzono by o rzekomą dyskryminację. Tak było choćby w przypadku strony internetowej Christian Tingle. Portal miał kojarzyć ze sobą pary wyznające i praktykujące wartości chrześcijańskie. Jednak forma działania witryny została uznana za dyskryminującą. Ostatecznie portal musiał zmienić zasady funkcjonowania i został sprzedany − opowiada.

Fortuna, depresja i Boża interwencja

Igor Gielniak, przedsiębiorca, menedżer, wykładowca kursów Master of Business Administration, a także mąż, ojciec pięciorga dzieci, podzielił się osobistą historią wielkiego bogactwa i równie wielkiego biznesowego upadku. − Jako dziecko nie zostałem ochrzczony. Będąc nastolatkiem, właściwie nie znałem Pana Boga − mówi. − Przełomowe okazały się studia. W tamtym czasie, myśląc o przyszłości, zadałem sobie pytanie: „No dobrze, zrobię karierę, założę rodzinę, zbuduję dom, będę bogaty i sławny, ale co dalej? Śmierć? Nicość? Pustka?”. Świadomość tego mnie przeraziła – dodaje. Na studiach poznał koleżankę, która zachęciła go do czytania Biblii. – Po kilku dniach powiedziała mi, że Jezus mnie kocha. Kocha?! Nie miałem pojęcia, o co jej chodzi. Pewnego razu obudziłem się i poczułem, że jest „coś” więcej. To był mój moment nawrócenia. Ochrzciłem się w wieku 20 lat. Wstąpiłem do neokatechumenatu – wspomina. W 1988 r. założył firmę Everest SA. – Rozwinęła się niezwykle dynamicznie. Cztery lata później ja i mój wspólnik zostaliśmy okrzyknięci przez jedną z gazet najbogatszymi gdynianami. Rzeczywiście, w tamtym czasie byłem w stanie kupić 10 luksusowych willi – podkreśla. W 1993 r. został jedynym właścicielem przedsiębiorstwa z 16 oddziałami w Polsce. Zatrudniał 236 osób i miał ok. 100 mln obrotu rocznie. – Odbiła mi sodówka. Potrafiłem pojechać do Warszawy i za gotówkę kupić najnowsze BMW. W domu spędzałem 20 minut. Do tego stopnia, że syn pytał, co to za pan, który przychodzi na obiad – opowiada. – Po okrzyknięciu nas najbogatszymi gdynianami zaczęły się codzienne kontrole. W 1996 r. Urząd Kontroli Skarbowej sprawdzał naszą firmę przez pół roku. Pracownicy ostrzegali mnie, że chcą nas zniszczyć. Najpierw uciekła księgowa. Potem prawnik. Wszystkie konta zostały zajęte. Żyliśmy z żoną za 10–15 złotych dziennie. Nie stać nas było nawet na opłacenie komórek – mówi. W latach 1997–1999 zmagał się z ciężką depresją. Planował samobójstwo. – W dniu, w którym miałem to zrobić, rzucając się pod pociąg, powstrzymał mnie uśmiech córki. „Do zobaczenia wieczorem, tato” – powiedziała. To mnie powstrzymało. Z perspektywy czasu wiem, że zadziałał przez nią Bóg – wspomina. – W pewnym momencie, całkowicie bezradny, zwróciłem się do Niego: „Zrobiłem wszystko, co w mojej mocy. Bez Ciebie nie dam rady”. 15 minut później ktoś zadzwonił z informacją o kontrakcie z jedną z największych spółek budowlanych, która postanowiła zrobić interes z... bankrutem. Jestem pewien, że była to Boża interwencja. Po tej propozycji spłaciłem kredyty i stanąłem na nogi.•

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Dyskusja zakończona.

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama