GN 42/2019 Archiwum

Płyty nagrobne i przecięty ołtarz

– Kiedy po raz pierwszy spojrzałem na przeznaczone do publikacji zdjęcia, pomyślałem, że kościoła Mariackiego nie znam. Mimo że spędzam w nim po kilka czy kilkanaście godzin dziennie czy mówił ks. prał. Ireneusz Bradtke, proboszcz świątyni.

Pomysł stworzenia albumu w głowie ks. Ireneusza pojawił się zaraz na początku, gdy jako 62. proboszcz obejmował konkatedralną parafię. Kapłan zaznacza, że o taką publikację pytali zarówno turyści, jak i mieszkańcy Gdańska. Jednak priorytet, zgodnie z wyznaczonymi mu zadaniami, stanowił gruntowny remont świątyni. Liczący 9 tys. m kw. dach przeciekał, a z elewacji odpadały cegły. Ks. Ireneusz opowiada, że gdy pewnego razu zamykał drzwi do zakrystii, usłyszał ogromny łomot. Otworzył je niepewnie. To, co zobaczył, zmroziło go. W miejscu, gdzie stał jeszcze przed chwilą, leżała roztrzaskana ogromna, średniowieczna cegła. Mając świadomość zagrożenia, jakie stan obiektu niesie dla przechodniów, robił wszystko, by remont rozpocząć jak najszybciej. Starał się o pieniądze. Część zdobył z Unii Europejskiej, część wyasygnowało miasto.

– Wtedy właśnie przyszli do mnie panowie z Towarzystwa Przyjaciół Bazyliki i zapytali, co mogliby zrobić dla tej świątyni. To ludzie, na których zawsze mogę liczyć. Krzysztof Zwara i Wiktor Hajduk stanowią w 100 proc. wolontarystyczne zaplecze kościoła Mariackiego. Mają rodziny, mają swoje firmy, a mimo to zawsze gotowi są do działania – opowiada proboszcz. Podkreśla, że już wcześniej zainicjowali akcję umieszczania gwiazd na sklepieniu bazyliki. Powiedział im o pragnieniu wydania albumu. – To oni poszukali zarówno autora tekstu, jak i zdjęć. Oni też znaleźli sponsorów, dzięki którym wydanie tej pozycji było możliwe – zaznacza proboszcz.

Na autora tekstu wybrali dr. hab. Janusza Trupindę, dyrektora Muzeum Zamkowego w Malborku. O wyborze zadecydował nie tylko wysoki warsztat naukowy historyka, ale także wielka łatwość, z jaką potrafi on przekazywać wiedzę historyczną przeciętnemu człowiekowi. J. Trupinda wskazał z kolei fotografa, z którym chciał współpracować. Wybrał Dariusza Kulę, który już niejednokrotnie wykonywał w bazylice zdjęcia dla różnych muzeów, uczelni i placówek naukowych. – Już na początku tego zadania powiedziałem, że pisać o bazylice to zajęcie karkołomne. Zaproponowałem więc czytelnikowi opowieść o fenomenie kościoła Mariackiego i moim odczuwaniu tej świątyni. Chodziło o to, żeby ukazać tę świątynię jako coś żywego – mówi J. Trupinda. – Bazylika jest oczywiście zbiorem artefaktów, ale za tymi przedmiotami kryją się konkretni ludzie. Mówiąc w przenośni, próbowałem troszkę „uchylić płyt nagrobnych” i ukazać osoby, które tam zostały pochowane. Także tych, których przedstawiają epitafia. Zależało mi też na ukazaniu historii związanych z kaplicami. One nam czasem umykają, bo szukamy w nich konkretnych dzieł – opowiada autor tekstu. Czy się udało? – Kiedy dostałem do ręki pierwszą wersję tekstu, miałem wrażenie, że czytam wspaniałą powieść. Tak mnie wciągnęła, że przeczytałem ją jednym tchem – mówi ks. Bradtke.

Wydawałoby się, że sfotografowanie wysokich i smukłych wnętrz bazyliki powinno być trudnym zadaniem. D. Kula twierdzi jednak, że prawdziwe problemy wiązały się z zupełnie innymi wyzwaniami. – Propozycja wykonania zdjęć dotarła do mnie dość późno, zważając na czas, jaki powinien być poświęcony na tego typu pracę. Dodatkowym stresem był remont, który rozpoczął się równolegle z początkiem zdjęć. Pamiętam, jaki miałem dylemat – czy fotografować dzieła według wskazań pana Janusza, czy też dokumentować fantastycznie rozcinany ołtarz i prezbiterium. Myślę, że udało mi się to pogodzić – mówi fotograf. – Borykałem się nie tyle z problemem, jak fotografować bazylikę. Trudniejszym zadaniem było omijanie remontu. Proszę sobie wyobrazić, że wykonane ze zbrojonego betonu prezbiterium było cięte piłami diamentowymi przez dwa tygodnie. Dookoła chodzili turyści. Musiałem się bardzo skupić, żeby odpowiednio pilnować kadru, dobierać optykę, a jednocześnie patrzeć na torbę. Zdarzyło mi się, że turysta, patrząc w górę, kopnął nogę statywu. Aparat był na 7 metrach. Gdy coś spadnie człowiekowi na głowę z wysokości 7 metrów, może spowodować naprawdę poważne obrażenia – tłumaczy artysta.

– Realizując prace nad albumem, chcieliśmy też udokumentować to, czego za chwilę już nie będzie. Prezbiterium zostało całkowicie przebudowane, a bazylika odzyskuje swój dawny kształt. Można śmiało powiedzieć, że zdjęcia znajdujące się w albumie już stały się źródłem wiedzy historycznej dla przyszłych pokoleń. Warto także dodać, że album jest również cegiełką, która ma wspomóc prace remontowe trwające w naszej świątyni – zaznacza ks. Ireneusz.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama