Nowy numer 13/2020 Archiwum

Co kaszubskie, to polskie

Gdy w 1920 r. gen. Józef Haller wkroczył z Błękitną Armią na Pomorze, zapanowała euforia. W Pucku odbyły się zaślubiny Polski z morzem. Chlebem i solą polskich żołnierzy witały córki miejscowego kupca Antoniego Miotka. Kilka miesięcy wcześniej pucczanin był na konferencji w Wersalu. Niedawno doczekał się upamiętnienia.

10 lutego 1920 r. to był dzień zimny i nieprzyjemny. Zacinał północny wiatr, który niósł ze sobą lodowaty deszcz. Józef Ceynowa, pisarz kaszubski, wspominał, że ludzie szli na piechotę wiele kilometrów, szyto polskie flagi. Gdy nad Puckiem zawisła polska chorągiew, w oczach wielu osób pojawiły się łzy szczęścia z odzyskanej wreszcie niepodległości.

Wersalski stół, chleb i sól

28 czerwca 1919 r. w podparyskim Wersalu zwycięskie mocarstwa potwierdziły polskie prawa do dostępu do morza. Ale konkretny kształt granic trzeba było wywalczyć. W tym celu na konferencję pokojową udali się kaszubscy działacze – Antoni Abraham, legendarny Król Kaszubów, i mniej znany działacz młodokaszubski Antoni Miotk, prawie 50-letni kupiec z Pucka, właściciel składu bławatnego „Bazar”.

Popularna legenda głosi, że o fragment ponad 140-kilometrowego wybrzeża Morza Bałtyckiego, od Sopotu do mniej więcej wysokości Jeziora Żarnowieckiego, trzeba było walczyć. Dosłownie. Antoni Abraham podobno posadził przy stole przed mapą Polski prezydenta Woodrowa Wilsona i, uderzając w stół, kazał mu rysować czerwoną kredką kształt polskiego wybrzeża. W granicach morskich Polski nie znalazł się jednak żaden większy port. Na mocy traktatu wersalskiego Gdańsk miał być Wolnym Miastem, pozostającym pod protektoratem Ligi Narodów. Dopiero kilka lat później zapadła decyzja o budowie Gdyni. 10 lutego 1920 r. gen. Haller, dowódca Frontu Pomorskiego, wrzucił do morza platynowy pierścień – symbol odzyskania przez Polskę dostępu do Bałtyku, który kilka godzin wcześniej otrzymał w Gdańsku od miejscowej Polonii.

„Stojąc pod banderą, oświadczyłem w krótkim przemówieniu, żeśmy wrócili nad morze i że Rzeczpospolita Polska staje się znów władczynią na swoim Bałtyku, na znak czego – zaślubin Polski z Bałtykiem – rzucam w morze pierścień ofiarowany przez polską ludność z Gdańska, który znów będzie polskim” – tak wspominał historyczny dzień w Pucku w swoich „Pamiętnikach” gen. Haller. Drugi, identyczny pierścień, dar gdańskiej Polonii, Haller nosił na palcu aż do śmierci 4 czerwca 1960 r. w Londynie. Delegację w Pucku powitały chlebem i solą córki A. Miotka. On sam zorganizował całą uroczystość. I później aktywnie włączył się w życie miasta, będąc jego wiceburmistrzem przez wiele lat.

Prawdziwy Kaszuba

Pod koniec XIX w. Niemcy zorientowali się, że kulturkampf przyniósł odwrotne efekty niż planowano. Kiedy Kaszubowi, dobremu poddanemu cesarza, płacącemu podatki i walczącemu w pruskim mundurze nawet w dalekich rejonach świata, narzucono naukę języka niemieckiego, zwłaszcza w sprawach dotyczących religii, ten mówił krótko: „Nie! Jak to? Jestem katolikiem i chcę, żeby moje dzieci uczyły się katechizmu po polsku”.

Nieco inaczej było w miastach. Tu w większości mieszkali albo Niemcy, albo zgermanizowani Kaszubi. Kiedy Kaszub przeprowadzał się do miasta, chciał zrobić karierę, tracił kaszubskość w sferze języka, kultury, pamięci historycznej. Właśnie z tym ostatnim trendem walczył od lat A. Miotk. O sposobach walki Kaszubów z agresywną germanizacją wielokrotnie mówił w czasie tegorocznych obchodów 100. rocznicy powrotu Polski nad morze prof. Mirosław Golon, szef gdańskiego IPN.

– Przyczyniały się do tego polskie gazety, takie jak „Pielgrzym” czy „Gazeta Grudziądzka”, które ukazywały się na Pomorzu. Niemałą rolę odegrał tu także A. Abraham, który wytrwale jeździł po wsiach i miasteczkach kaszubskich. Przemawiał po kaszubsku i zachęcał, by w stosownej chwili chwycić za broń i przyczynić się do tego, żeby Polska wróciła na kaszubskie ziemie. Oprócz tego wspomnieć trzeba działania inteligencji młodokaszubów, m.in. Aleksandra Majkowskiego czy Jana Karnowskiego – mówił prof. Golon. Młodokaszubi to kierunek występujący równolegle z Młodą Polską.

Mieli podobne postulaty, jednak ich najważniejszym założeniem były słowa: „Co kaszubskie, to polskie”. W podtrzymywaniu polskości ogromną rolę odegrał także ks. Józef Wrycza, ten sam, który w Pucku 10 lutego, 100 lat temu, odprawiał Mszę św. w farze. Okrągła rocznica zaślubin Polski z morzem stała się wreszcie okazją do uhonorowania A. Miotka pamiątkową tablicą, która wyszła spod dłuta artysty rzeźbiarza Macieja Jagodzińskiego-Jagenmeera. Ufundował ją gdański oddział IPN, a odsłonili m.in. prezydent Andrzej Duda, wnuczka puckiego kupca dr Grażyna Miotk-Szpiganowicz oraz starosta pucki Jarosław Białk.

– Był działaczem zabiegającym o polskość tej ziemi. Był prawdziwym Kaszubą, a to przez serca Kaszubów wiedzie droga do małego i wielkiego morza. Kaszubi byli tu od wieków i będą tu zawsze. Razem tworzyliśmy przeszłość tej ziemi i razem chcemy budować jej przyszłość. To jest dar, który otrzymaliśmy od takich ludzi jak Antoni Miotk – mówił starosta pucki.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Polecamy

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama