Nowy numer 30/2021 Archiwum

Zaproszenie do szczęścia

– Nasza duchowa wspólnota, braterskie spotkania, atmosfera dobra i pokoju to błogosławieństwo od samego Boga – mówi s. Elżbieta Hetko OFS, przełożona wspólnoty Franciszkańskiego Zakonu Świeckich w archikatedrze oliwskiej.

Piotr Piotrowski: W jaki sposób i kiedy trafiła Pani do Franciszkańskiego Zakonu Świeckich?

s. Elżbieta Hetko OFS: Z perspektywy mojego całego życia, począwszy od dzieciństwa, wiem, że powołanie jest darem od Boga i kształtowało się we mnie przez całe życie. Otrzymywałam od Niego różne znaki i wiele łask. Gdy poszukiwałam doskonałej miłości, interesowały mnie postawy wielu świętych. Była wśród nich św. Faustyna Kowalska, która mnie zaintrygowała. Następnie była głębia życia duchowego św. Jana od Krzyża. Potem przyszedł św. Franciszek i wspólnota FZŚ. Obserwowałam ich postawę apostolską, spotkania modlitewne. Odczytując drogę swego powołania, przyłączyłam się. Szczególnie fascynowała mnie droga św. Franciszka, człowieka światowego, który ten świat porzucił dla radykalnej zmiany, dla ubóstwa. Początki to był 1993 rok. 9 maja 1994 r. rozpoczęłam drogę nowicjatu pod kierownictwem o. Kazimierza Kozłowskiego OFM Conv, a rok później złożyłam profesję wieczystą.

Jak wyglądała Pani formacja we wspólnocie przez lata?

Warto przypomnieć, że za nasze życie duchowe odpowiedzialni są ojcowie z I zakonu i oni sprawują pieczę nad naszą działalnością. Kiedy rozpoczęłam swoją drogę zakonną, potraktowałam to jako wolę Boga i wezwanie, by się zaangażować. Przede wszystkim poddałam się posłuszeństwu Kościoła, żyjąc w łasce uświęcającej. Zaczęłam uczestniczyć w codziennych Mszach św., starałam się nie popełniać grzechów ciężkich, zawsze wracałam do Chrystusa. Wsłuchiwałam się także we wskazania mojego przewodnika duchowego, spowiednika. Jako FZŚ mamy szeroką ofertę formacyjną. Są modlitwy wspólnotowe, dni skupienia, dni pokutne, pielgrzymki. Uczestniczyłam również w rekolekcjach zamkniętych, w rekolekcjach przed dniem patronalnym św. Franciszka. Mnóstwo było i jest wydarzeń pomocnych w tym, by trwać w naszym charyzmacie.

Co jest szczególnie ważne w byciu tercjarką?

Przede wszystkim poznawanie Chrystusa i życie Jego Ewangelią na wzór naszego patrona. To przyrzekamy w naszych profesjach. Będąc we wspólnocie od wielu lat, mogę dać świadectwo, że mamy gwarancję podążania wypróbowaną, prostą drogą do zbawienia. Od 1973 r. jestem w szczęśliwym związku małżeńskim. Mąż, choć nie jest tercjarzem, musiał wyrazić zgodę na moją profesję wieczystą i towarzyszy mi w tej drodze. Jest to pragnienie dzielenia się miłością w małżeństwie. Jest też rezygnacja z przyjemności, ofiarowanie, także pokuta, i niesienie krzyża. Przez lata pracowałam jako pielęgniarka na oddziale noworodków. Tam również wielką rolę odgrywała moja misja dawania świadectwa życia chrześcijańskiego.

Jaki był najważniejszy moment Pani życia zakonnego?

To profesja wieczysta, którą złożyłam 14 maja 1995 roku. Ten moment potraktowałam bardzo poważnie, z miłością do Chrystusa. Po rocznej formacji w nowicjacie kandydat składa prośbę do przełożonego o udzielenie pozwolenia na złożenie profesji wieczystej. Decyzję podejmuje gremium, w którym są przełożony z I zakonu, ojciec asystent, rada regionalna i sama wspólnota. Osoba składa przyrzeczenie, wypowiadając słowa przyrzeczeń chrzcielnych, które za niego wypowiedzieli wcześniej rodzice chrzestni. Poświęca się na służbę Bożemu królestwu, przyrzeka żyć Ewangelią Chrystusa w swoim świeckim stanie, zachowując reguły FZŚ. To świadome i głębokie poświęcenie się Chrystusowi. Jeśli Bóg powołuje kogoś do dzieł apostolskich w Kościele, to daje łaskę specjalną, żeby można było sumienne wypełniać te obowiązki.

Jakie zadania stoją przed tercjarzami dziś, we współczesnym świecie?

Być odważnym świadkiem Jezusa Chrystusa. Zło nazywać po imieniu. Być wiernym swoim pierwszym przyrzeczeniom z chrztu świętego. I tym, które składamy na całe życie podczas profesji wieczystej – życia zgodnego z Ewangelią i naśladowania Chrystusa. My nie wiemy, na co nas stać. To Bóg daje łaskę i daje światło. Trzeba nieustannie prosić Ducha Świętego o światło, a Matkę Bożą o wylanie się Jego darów na każdego z nas. Myślę, że nie ma sensu szukać na siłę dróg, martwić się. Jeśli Bóg jest w nas, przez nas będzie działał.

Jak zachęciłaby Pani inną osobę do wstąpienia na Trzecią Drogę Franciszkańską?

Powołałabym się na przykład życia założyciela. On jest kluczem do życia w każdym czasie. Droga tercjarska to zaproszenie do szczęścia, pokoju i dobra. Takie jest pragnienie każdego człowieka, takie jest też nasze hasło. Jeśli ktoś szuka życzliwości, to wśród nas udzieli mu się atmosfera pokoju, radości, ciepła, serdecznego i gościnnego grona.


piotr.piotrowski@gosc.pl

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama