Nowy numer 5/2023 Archiwum

A gdyby tak inni nie poszli?

– Odkrycie przez młodych ludzi swojego miejsca przy ołtarzu może być piękną przygodą z Kościołem, z Eucharystią, z Chrystusem. Bardzo często może to być początek kapłańskiej drogi, tak jak w naszym przypadku – mówią ks. Krzysztof Szerszeń, rektor Gdańskiego Seminarium Duchownego, i ks. Piotr Belecki, archidiecezjalny duszpasterz LSO.

Ostatnia niedziela roku liturgicznego to uroczystość Jezusa Chrystusa, Króla Wszechświata. Jest to również święto patronalne Gdańskiego Seminarium Duchownego oraz bardzo ważny dzień dla Liturgicznej Służby Ołtarza. Wszyscy należący do niej: ministranci, lektorzy, krucjatki w tym dniu składają lub odnawiają swoje przyrzeczenia godnego służenia Bogu w Kościele i w codziennym życiu. Dla wielu z nich jest to pierwszy dzień, kiedy założą komżę, pelerynkę lub albę z cingulum. I rozpoczną drogę służby przy ołtarzu, ale też przygodę z przyjaciółmi czy sportem. Ksiądz Szerszeń wspomina, że na pierwszą ministrancką zbiórkę poszedł w 1986 r., kiedy przystąpił do I Komunii św.

– To był czas, kiedy katecheza odbywała się poza szkołą. W parafii pw. Bożego Ciała w Gdańsku było nas tak wielu, że z trudem mieściliśmy się w salce, a i przy ołtarzu było tłumnie. Po kilku miesiącach przygotowań przyszedł wreszcie ten dzień, kiedy przyjęto mnie oficjalnie do grona ministrantów. W dalszych miesiącach i latach trwałem na służbie przy ołtarzu. Kiedy brakowało motywacji do porannego wstawania na Mszę św. o godz. 6.30, przypominałem sobie słowa mamy, która mówiła mi: „A gdyby tak inni nie poszli...?” – wspomina ks. Krzysztof.

Dom rodzinny i wychowanie, ale też poczucie obowiązku i siła wspólnoty – to one najczęściej budują motywację młodych do przyjęcia na siebie ministranckich obowiązków. Choć dziś sytuacja z „pozyskaniem” ministranckiego narybku jest nieco trudniejsza. – Jest dużo rozrywek, przyjemności, ale też wiele dodatkowych obowiązków, zajęć, które młodzież bierze na siebie. Często bycie ministrantem przegrywa z nimi – dodaje rektor GSD.

Ksiądz Belecki widzi potencjał do rozwoju ministranckich wspólnot w zespołowym działaniu i relacjach w grupie. – Za moich czasów stół bilardowy, hala sportowa, basen czy boisko do piłki to było coś, co nas dodatkowo motywowało. Oczywiście dziś nie we wszystkich parafiach jest to standard i właśnie dla wielu chłopaków to jest ten magnes. Myślę, że w parafiach wielkomiejskich, które przeważają u nas, wszystko opiera się na odnalezieniu wspólnoty. Kiedy zaczną budować relacje między sobą, gdy oderwą się od codzienności, która jest skupiona na indywidualizmie i rzeczywistości multimedialnej, wtedy następuje fascynacja relacjami z innymi i budowaniem wspólnoty – mówi ks. Piotr. Duszpasterz LSO dodaje, że budowanie grup opiera się też na ciekawości i indywidualnej informacji między rówieśnikami. – To pierwsze to bycie bliżej całej rzeczywistości Eucharystii. Możliwość poznania obrzędowości, tradycji, ale też takiego, po ludzku, spojrzenia na Kościół „z drugiej strony”. I działa też, jak w ewangelizacji, zasada „od osoby do osoby”. Czyli świadectwo kolegi, rówieśnika jest często ważniejsze niż ogłoszenie, post na FB czy wesoły filmik nagrany przez wspólnotę. Kolejną rzeczą jest przyjmowanie do służby i pokazanie tej „atrakcyjności”. Widzę to w wielu miejscach. Dziś kandydat czy mniejszy ministrant może wykonywać czynności, na które kiedyś trzeba było „zapracować” stażem, jak np. dzwonki. Ważniejsze obrzędy są oczywiście dostępne później, po przyjęciu do grupy, ale zaczyna się od zainteresowania – dodaje.

Obaj dawni ministranci widzą też inny aspekt funkcjonowania takich wspólnot – to ogromna rola kapłanów, którzy są ich opiekunami. – Jeśli ksiądz się w nią angażuje, a jest to wspólnota, która wymaga zaangażowania i poświęcenia czasu, to wszystko działa. Muszą wiedzieć, że ksiądz jest z nimi, że się nimi interesuje. Nie tylko w wymiarze aktywności kościelnych, ale też tego, co się dzieje w szkole, w domu. Młodzi ludzie ufają, angażują się i potrzebują uwagi. Ale też szybko wyciągają wnioski, jeśli się ich zaniedba – mówi ks. Szerszeń.

Również aspekt budowania wiary jest bardzo mocno akcentowany. – To oczywiście naturalne, bo działamy w Kościele. Jednak widzę, że w wielu wspólnotach modlitwa jest mocno praktykowana, łącznie z brewiarzem – dodaje ks. Piotr. Obaj kapłani są przykładami osób, które poprzez ministranturę dotarły do kapłaństwa. Czy dziś podobną drogę obierają klerycy GSD? – Można powiedzieć językiem marketingowym, że jest to nasz target, nasza grupa docelowa. Faktycznie, najwięcej naszych kleryków to mężczyźni, którzy w różnych okresach życia byli związani z LSO. Mają doświadczenie ołtarza, służby. Wielu z nich mówi, że na decyzję miało wpływ również konkretne świadectwo życia księdza – opiekuna, jego zaangażowania we wspólnotę ministrancką, ale też w Eucharystię i życie parafii – zaznacza ks. Krzysztof.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama