Nowy numer 4/2023 Archiwum

Pierwsza taka Msza w PRL

Najpierw była spowiedź, dlatego dwa pomieszczenia biurowe gdańskiego Urzędu Wojewódzkiego zamieniły się w konfesjonały. Potem, mimo zakazu wojewody, strajkujący pracownicy oświaty, służby zdrowia i kultury zgromadzili się w holu głównym państwowego budynku. „Nie dajcie się podzielić” – usłyszeli podczas kazania.

Wszystko zaczęło się od nauczycieli, którzy po Sierpniu ’80 domagali się od komunistycznych władz m.in. podwojenia ówczesnego 3,5-procentowego udziału oświaty w podziale dochodu narodowego, wprowadzenia 18-godzinnego pensum, zwiększenia autonomii szkoły oraz „weryfikacji i uzupełnienia podręczników historii i literatury”. Na skutek przedłużającego się impasu w rozmowach ze stroną rządową 7 listopada 1980 r. pracownicy oświaty (a wraz z nimi także przedstawiciele służby zdrowia i – kilka dni później – kultury) zadecydowali o rozpoczęciu ogólnopolskiego strajku okupacyjnego w gdańskim Urzędzie Wojewódzkim. Był to pierwszy tego typu protest w historii Polski powojennej, prowadzony w budynku urzędu administracji państwowej. Przełomowa dla strajkujących okazała się Msza św. odprawiona przez pallotyna ks. Jerzego Błaszczaka. Mimo doniosłego znaczenia wydarzenia sprzed 42 lat nie funkcjonują w świadomości społecznej mieszkańców Pomorza Gdańskiego.

Najtrudniejsze są noce

Protestujące w UW środowiska wspierały się wzajemnie. „Służba Zdrowia – zdrowie narodu, Oświata – wiedza narodu, Kultura – świadomość narodu” – brzmiały główne hasła strajkujących. „Rozmawialiśmy ze sobą. Dodawaliśmy sobie otuchy. Kibicowaliśmy sobie. Ale to były trzy różne strajki – mieliśmy inne postulaty, negocjowaliśmy z innymi podmiotami” – oceniała po latach uczestniczka strajku oświatowego Danuta Witowska. Podobnego zdania był nauczyciel Krzysztof Koszlaga. „Kontakt pomiędzy poszczególnymi grupami strajkowymi był utrzymywany bardziej na zasadzie »jak się czujecie?« niż »co udało wam się zrobić?«. Mieliśmy pełną świadomość, że każda z naszych grup ma inne cele i priorytety. Jedno było wspólne – musimy doprowadzić negocjacje do końca, wymóc realne zmiany. Wygrać” – mówił po latach uczestnik protestu.

W trakcie strajku czas protestującym wypełniały wydarzenia kulturalne – koncert, recital poezji Miłosza, przedstawienie studenckiego teatru Jedynka. Strajkujący sami umilali sobie czas śpiewem, m.in. pieśni patriotycznych. Pomimo działań integrujących protestującym szczególnie doskwierały rozłąka z rodziną, permanentne napięcie i zmęczenie, brak możliwości „porządnego umycia się”. „Szczególnie trudne są noce” – pisały Zofia Madej i Regina Dutkowska, uczestniczki strajku oświatowego. „Tak, noce były najgorsze” – potwierdzała D. Witowska. „Wtedy po głowie krążyło sporo nieprzyjemnych myśli. Pojawiały się obawy, że zostaniemy rozbici przez komunistyczne służby albo wojsko. Ja spałam na korytarzu, miałam miejsce pod stołem. Najbardziej przerażało mnie głośne zamykanie krat i obecność żołnierzy, którzy stali na warcie i w ogóle się do nas nie odzywali” – zapamiętała.

Śpiwory, listy i pieczone kurczaki

Strajkujące środowiska wsparło wiele różnych grup zawodowych, które przyjeżdżały do gdańskiego Urzędu Wojewódzkiego, demonstrując solidarność z nauczycielami, pracownikami służby zdrowia i kultury. Byli wśród nich górnicy, kolejarze, duchowni, aktorzy, uczniowie szkół średnich, studenci i wielu innych. „Szybko w UW pojawiły się materace i śpiwory, które otrzymaliśmy z zewnątrz. W ogóle – to wsparcie ludzi najbardziej dodawało otuchy. Z gdyńskiego technikum gastronomicznego przywieźli nam obiad – pamiętam do dziś – były to pieczone kurczaki. Ale też inne środowiska dostarczały nam jedzenie. Wszystkiego mieliśmy pod dostatkiem” – zapamiętał jeden z uczestników strajku nauczycielskiego Jerzy Roman.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama