Czy fizyk może wierzyć w Boga? - wieczór z nauką i wiarą na gdańskiej Zaspie

Ponad 20 osób w poniedziałkowy wieczór przyszło do kawiarenki parafii pw. św. Kazimierza Królewicza na gdańskiej Zaspie, by posłuchać wykładu fizyka, który z pozoru brzmiał jak prowokacja.

Dr inż. Marek Augustyniak z Politechniki Gdańskiej nie unikał trudnych pytań. Mówił o losowości, Wielkim Wybuchu, multiwersum, kryzysie współczesnej nauki i o własnym doświadczeniu wiary, które, jak podkreślał, nie stoi w sprzeczności z rozumem.

Spotkanie 2 marca było pierwszym z cyklu wykładów parafian. - Będziemy spotykać się, by z perspektywy aktywności zawodowych, pasji życiowych i własnych doświadczeń mówić o Bogu i wierze - zapowiada ks. Grzegorz Zakrzewski, wikariusz parafii.

Dr Augustyniak zaczął od osobistego wprowadzenia. - Jestem fizykiem przemysłowym i dydaktykiem. Od ponad 20 lat pracuję na Politechnice Gdańskiej. Nie jestem odkrywcą nowych praw przyrody. Stoję raczej na styku dydaktyki, zastosowań i przemysłu - mówił. Zastrzegł jednak, że z uwagą śledzi to, co dzieje się na ”froncie poznania”.

Równie otwarcie mówił o sobie jako o człowieku wierzącym. - W moim przypadku to jest wiara wyboru. A jeszcze mocniej: wiara jako ratunek. Doświadczenie miłosierdzia, które wyciąga człowieka - podkreślił. Fundamentem wiary nazwał ”doświadczenie egzystencjalne”, ale jednocześnie sprzeciwił się tezie, że wiara musi być w konflikcie z intelektem. - Nie zgadzam się z intuicją, że posłuszeństwo Bogu może być niespójne z doświadczeniem intelektualnym człowieka. Z tym właśnie chcę dziś polemizować - zapowiedział.

Jego głównym przeciwnikiem nie była konkretna osoba, naukowiec, lecz scjentyzm - przekonanie, że nauka wyczerpuje pole racjonalności. - Biorę na pierwszy ogień krańcową formę sceptycyzmu. Tezę, że Boga nie ma, bo nauka go wyrugowała - mówił.

Przypomniał, że wśród noblistów z fizyki XX wieku znajdziemy zarówno wierzących, jak i ateistów oraz agnostyków. - Skoro są fizycy, którzy wierzą, to w sensie statystycznym odpowiedź brzmi: ”może” - zauważył z uśmiechem. Wspomniał o Isaacu Newtonie, Georges’u Lemaîtrze, Abdusie Salamu czy Arno Penziasie. - To pokazuje, że sprawa nie jest tak prosta, jak chcieliby niektórzy - stwierdził.

W jego wykładzie często powracał motyw ”łączenia kropek” i interpretacji. Te same fakty można połączyć w różne opowieści. - Ludzie rzadko spierają się o same fakty. Częściej o to, które z nich są ważne - mówił. I dodawał: ”To jest wybór narracji”.

Jednym z argumentów przeciw triumfalizmowi nauki była historia matematyki. Dr Augustyniak przywołał spór między Davidem Hilbertem a Kurtem Gödelem. - Hilbert wierzył, że wszystko da się wykazać. Gödel pokazał, że istnieją zdania, których w danym systemie nie da się ani dowieść, ani obalić. To podcina naiwną pewność, że rozum formalny domknie wszystko - przypomniał.

Mówił też o ”skandalach” fizyki XX wieku: czystej losowości, zasadzie nieoznaczoności, dualizmie korpuskularno-falowym, problemie energii próżni czy osobliwości początkowej. - Świat przyrody nie jest gładkim mechanizmem, który za chwilę domkniemy - przekonywał.

Sporo miejsca poświęcił Wielkiemu Wybuchowi. - Osobliwość początkowa stawia pytanie: jak to się stało, że ”nic” zamieniło się w ”coś”? - pytał. Jego zdaniem koncepcje multiwersum czy cyklicznego kosmosu bywają próbą odsunięcia tego problemu. - Nawet jeśli multiwersum byłoby prawdziwe, pytanie metafizyczne nie znika. Dlaczego w ogóle istnieje cokolwiek? - zastanawiał się.

Nie unikał także krytycznego spojrzenia na samą naukę. Wspomniał o presji publikacyjnej, ”punktozie” i rosnącej liczbie hipotez, których nie da się łatwo zweryfikować eksperymentalnie. - Klasyczny ideał to doświadczenie, model, przewidywanie, test. Dziś wiele kluczowych testów jest ekstremalnie trudnych albo niewykonalnych - mówił.

Jednocześnie przestrzegał przed redukowaniem człowieka do biologii czy algorytmu. - Czy człowiek jest tylko nośnikiem genów? W wielu sensach tak. Ale także kimś więcej. Usunięcie Boga bywa równocześnie usunięciem czegoś istotnego z rozumienia człowieka - zapewnił.

W pewnym momencie wykład stał się bardzo osobisty. Fizyk opowiedział o chwili zachwytu, gdy obserwował atomy w mikroskopie transmisyjnym. - A potem wyszedłem z laboratorium, spojrzałem w niebo i zobaczyłem podobieństwo wzorów. To było poruszające - wyznał. Takie doświadczenia, jak mówił, nie są dowodem w sensie ścisłym, ale mogą być dla kogoś ważnym znakiem.

Pod koniec porównał praktykę naukową i religijną. - W obu jest autorytet, tradycja, wspólnota, doświadczenie własne, rozumowanie. I w obu jest tajemnica - przyznał.

Nie próbował zamknąć dyskusji jednoznaczną tezą. Raczej zostawił słuchaczy z pytaniem: czy naprawdę musimy wybierać między nauką a wiarą, jakby to była gra o sumie zerowej? - To nie jest tak, że nauka daje jedną, domkniętą opowieść bez Boga, a religia jest dodatkiem. Także naukowcy wybierają interpretacje. Pytanie brzmi: w jaką grę gramy? - zakończył.

Sądząc po liczbie pytań po wykładzie i skupieniu, z jakim słuchano prelegenta, temat z pewnością powróci podczas kolejnych spotkań.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..