Zimowisko z Caritas Ferie dla każdego

Jan Hlebowicz

|

Gość Gdański 01/2013

publikacja 03.01.2013 00:00

Wielu rodziców zwyczajnie nie stać, by zapewnić dzieciom zimowy wypoczynek. Pomaga im w tym Caritas Archidiecezji Gdańskiej.

 Dzieci uczą się pomagać innym. Ci, którzy lepiej jeżdżą na nartach czy łyżwach, wspierają mniej doświadczonych kolegów i koleżanki Dzieci uczą się pomagać innym. Ci, którzy lepiej jeżdżą na nartach czy łyżwach, wspierają mniej doświadczonych kolegów i koleżanki
zdjęcia archiwum CARITAS ARCHIDIECEZJI GDAŃSKIEJ

W parafiach działają parafialne zespoły Caritas, do których można się zgłosić. Ich członkowie dobrze znają lokalną społeczność, wiedzą, kto najbardziej potrzebuje wsparcia – tłumaczy ks. Piotr Brzozowski, zastępca dyrektora Caritas.

Nie zawsze chodzi o pieniądze

Zimowiska odbywają się w dwóch turnusach. Bierze w nich udział średnio 200 dzieci w wieku 7–12 lat. Z każdej parafii maksymalnie dziesięcioro tych, których sytuacja jest szczególnie trudna. – Nie zawsze chodzi o pieniądze. Czasem jest tak, że rodzice pracują, ale borykają się z problemami innej natury – z alkoholem, narkotykami, wzajemną agresją, która z kolei rodzi przemoc – opowiada ks. Brzozowski. Dzieciom bardzo często brakuje podstawowych rzeczy – butów, spodni na zmianę, porządnej, ciepłej kurtki, bielizny, skarpetek. Żyją w warunkach uniemożliwiających codzienne mycie się, dbanie o higienę. W czasie trwania zimowiska dochodzi do sytuacji zadziwiających samych wychowawców. Tak jak w przypadku Bartka, który podczas wspólnych obiadów jadł tylko zupę. Wszystkim wydawało się dziwne, gdy chłopiec odmawiał panierowanego kurczaka czy dobrej surówki. Okazało się, że w jego domu nigdy nie jadano drugiego dania. Smak kotleta był mu nieznany. Bał się spróbować.

Pomóżcie mi!

Dzieci wyjeżdżają do oddalonego o kilkanaście kilometrów od Gdańska Warzenka, gdzie mieści się ośrodek szkoleniowo-kolonijny Caritas. Główną atrakcją jest lodowisko. Pod okiem wykwalifikowanych wychowawców-wolontariuszy uczą się jazdy na łyżwach. Często pierwszy raz w życiu mają je na nogach. Uczestniczą też w zajęciach plastycznych, sportowych, nauce tańca i różnego rodzaju zabawach integracyjnych. – Chcemy, żeby nasi podopieczni mieli cały czas zajęcie, a przygotowane warsztaty uważali za atrakcyjne. To ma być ich wymarzony wyjazd – wyjaśnia ks. Brzozowski. Zajęcia odbywają się zazwyczaj w małych, 10–12-osobowych grupach. – Dzięki temu lepiej poznajemy wychowanków. Łatwiej przełamujemy dystans, wychwytujemy ich problemy, mamy więcej czasu na rozmowę – mówi Maja Suryn, koordynator ferii zimowych, wychowawczyni. Z początku dzieci są bardzo nieśmiałe, zakompleksione i zamknięte w sobie. Szybko jednak nabierają ufności, dzielą się swoimi największymi sekretami. Tak jak Kamila, która była wykorzystywana seksualnie przez ojca. Podczas zimowego wyjazdu opowiedziała wychowawcy o swoim dramacie, a ten przekazał jej historię kierownictwu. – W takich traumatycznych dla dziecka sytuacjach Caritas robi wszystko, by mu pomóc. Wymaga to ogromnej delikatności, rozmów z rodzicami, interwencji psychologa i innych terapeutów – wyjaśnia Maja Suryn. – Zimowisko Caritas to nie tylko wypełnienie czasu młodym ludziom. Często po takim wyjeździe wiemy, jak skutecznie rozwiązać ich problemy – dodaje ks. Brzozowski. Pod koniec tygodniowego turnusu podczas pożegnania wiele dzieci płacze, tuli się do wychowawców. Nie chce wyjeżdżać. – Pokazujemy im, jak twórczo, kreatywnie spędzać czas. Udowodniamy, że istnieje inna, lepsza rzeczywistość od tej, którą dotychczas znali. Nie odcinamy się od wychowanków, pozostajemy w kontakcie. Zachęcamy do współpracy z nami na co dzień – mówi Maja Suryn.

Nic mi nie wychodzi!

Caritas organizuje nie tylko zimowisko w Warzenku. Na terenie archidiecezji gdańskiej działają także świetlice terapeutyczno-wychowawcze, gdzie przez cały rok odbywają się warsztaty dla dzieci i młodzieży z ubogich i patologicznych domów. Również w czasie ferii. Jedna z nich mieści się w Sopocie. – Współpracujemy z sopocką Łysą Górą. Są tam bardzo dobre warunki do nauki jazdy na nartach i snowboardzie. Zajęcia z naszymi wychowankami prowadzą zaprzyjaźnieni instruktorzy. Wychodzimy także na pobliskie lodowisko – opowiada Aleksandra Drygas, wychowawczyni, arteterapeutka. Sporty zimowe kształtują charakter, uczą wiary w siebie. Część dzieci z początku odmawia udziału w kursie. Uważają, że do niczego się nie nadają. Są zniechęcone jeszcze przed pierwszym zjazdem ze stoku. – Wielu ludzi uważa ich za niezaradnych nieudaczników. W szkole nie dostają dobrych ocen, rówieśnicy ich wyśmiewają, są marginalizowani, przezywani „głupkami”. W czasie zajęć udowadniamy im, że ci, którzy tak o nich mówią, bardzo się mylą – tłumaczy Aleksandra Drygas. Krzysiek przewracał się od samego patrzenia na wyciąg. „Dlaczego mam się za to brać, skoro i tak mi to nie wyjdzie” – mówił. Gdy instruktor zachęcał go, by tylko spróbował, kategorycznie odmawiał. Po wielu próbach w końcu dał się namówić. Dzisiaj narty to jego pasja. Koledzy twierdzą, że jest w tym naprawdę dobry. Imiona dzieci zostały zmienione.